www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
poniedziałek, 01 czerwiec 2020
 
 
Przez niektórych nazywany mistrzem polityki lokalnej - wersja rozszerzona Drukuj E-mail
niedziela, 21 luty 2010

Tak oni to widzą

Z Bernardem Damaszkiem rozmawia Tadeusz Majewski.

- Najpierw małe „who is who”... Skąd Pan pochodzi?

- Urodziłem się 17 maja 1947 r. W Puzdrowie, na wybudowaniu koło Sierakowic.




Do szkoły podstawowej chodziłem do Puzdrowa, do liceum w Kartuzach. Studiowałem w latach 1966 – 1970 na Uniwersytecie Gdańskim – na Wyższej Szkole Nauczycielskiej i po tym na ART w Olsztynie – specjalizacja: oświata rolnicza i ekonomika rolnictwa. Ukończyłem również studia podyplomowe na Wyższej szkole Humanistycznej w Gdańsku - kierunek Pedagogika Opiekuńcza i Socjalna.

- Czy już na studiach był Pan działaczem?

- Tak. Należałem do Związku Młodzieży Wiejskiej. W latach 1967 – 1968 jeździłem ze studentami, Murzynami i Wietnamczykami, po różnych miejscowościach na Kaszubach i Kociewiu.

- Hobby?

- Interesowałem się sportem – siatkówką i piłką nożną oraz kulturą regionalną.

- Pierwsza praca?

- Pierwszą pracę rozpocząłem w 1968 r. w Zblewie w szkole podstawowej. .. Nie, nie z nakazu. Miałem podpisane dwie umowy – na Sierakowice i Zblewo. Wybrałem Zblewo, gdyż sąsiad - kolega ś.p. Edmund Grzenkowicz był wikarym i dostał dekret do Zblewa. Przez pierwsze dni mieszkałem u niego na plebanii, gdyż mieszkanie w Domu Nauczyciela nie było jeszcze wyremontowane. W szkole pracowałem dwa lata, do lipca 1970 r. W tym okresie, w 1969 r., zostałem – z ramienia ZMW - radnym Gromadzkiej Rady Narodowej Gromady Zblewo. A po roku, od lipca 1970 r., zostałem przewodniczącym GRN – już na etacie („oddelegowany do pracy w radach narodowych”). Byłem nim do czasu reorganizacji państwowej, czyli do 1 stycznia 1973 r. Powstały wówczas gminy i zostałem naczelnikiem gminy Zblewo. Kilka miesięcy wcześniej zostałem pełnomocnikiem naczelnika powiatu ds. organizacji gminy Zblewo. Pracowałem nad przyłączeniem do gminy Zblewo gromady Semlin. I ten kształt gminy istnieje do dzisiaj.

- W PZPR Pan był?

- Żeby uniknąć wstąpienia do PZPR, szybko wstąpiłem do ZSL, opłacając składki na rok do tyłu. Ale i tak były naciski. Pewnego dnia szef ZSL przyjechał z szefem PZPR i ten pierwszy rzekł: „Kochany, to jest to samo”. Zabrał mi legitymację ZSL-owską i w tym samym dniu wręczono mi drugą.

- Był pan naczelnikiem gminy bardzo długo.

- Od 1 stycznia 1973 r. – do końca, to znaczy do 1990 roku. Jedynym naczelnikiem gminy Zblewo i może jednym z najmłodszych w Polsce. Byłem też jednym z najmłodszych, a może i najmłodszym przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej.

- Młodzi tego nie wiedzą, więc niech Pan powie – były jakieś wybory?

- Wybór odbywał się inaczej. Zauważyli cechy organizacyjne i proponowali.

- Cechy organizacyjne i - przywódcze... Kto zaproponował w Pana przypadku?

- Przyjechał szef powiatu Michał Kaczan i wyszedł na rozmowę z moim dyrektorem szkoły Zygmuntem Gdańcem, który był sekretarzem miejscowej komórki PZPR. Zaproponowali rok kierowania GRN... Widać dostrzegli, że udzielam się w szkole, w środowisku wiejskim, że współpracę z młodzieżą, organizuję spotkania, na przykład z autorami, organizuję imprezy, potańcówki.

- Polityką się Pan interesował?

- Nigdy. Interesowały mnie sprawy przeobrażenia wsi, sprawy gospodarcze i kultury regionalnej. Ponieważ pochodziłem z gospodarstwa rolnego, znałem problemy i potrzeby wsi.

- Długo był Pan naczelnikiem. Do tego trzeba mieć talent polityka, powiedzmy lokalnego.

- Niekoniecznie. Ważne, jak się ustawi pracę. Ja ją oparłem na kilku filarach. Otóż w każdej wsi wyszukałem autorytety wiejskie i oparłem się na nich. To byli i zwykli rolnicy, i nauczyciele – różni ludzie.

- A nie przede wszystkim sołtysi?

- Wybory na sołtysów się odbywały, ale trudno było znaleźć jakiegoś dobrego kandydata... Jeżeli taki autorytet powiedział: ja to uważam tak i tak, to cała wieś w ten sposób głosowała. No i miałem wiedzę. Wówczas nie było komórek i telefonów (do lat 80. nie w każdej wsi sołeckiej był telefon), tymczasem - ponieważ z każdej miejscowości miałem pracownika w UG, który był łącznikiem jak gdyby między sołtysem, wsią a UG - już rano wiedziałem, co działo się nietypowego we wsi.

- Można rzec, że rozwinął Pan sieć informatorów. I to nie jest polityka? ...A co Pan sądził o Solidarności z 1980 r.? Mówią, że się Pan zapisał...

- Uważałem, że działają w słusznej sprawie. Nie zapisałem się. Byłem na liście jako rolnik, ponieważ posiadałem własne gospodarstwo rolne.

- W stanie wojennym w Zblewie było spokojnie?

- Zmieniały się cztery ekipy żołnierzy. Marynarze, Niebieskie Berety. Było spokojnie. A pod koniec lat 80. Komitet Gminny PZPR w Zblewie zorganizował kilka razy (dwa albo trzy) pochody 1-majowe.

Pochody 1-majowe w Zblewie pod koniec lat 80. (trybuna i przed trybuną). Takie zdjęcia to dziś unikaty. Świadczą m.in. o tym, że Zblewo było znaczącą gminą również w czasach PRL (nie w każdej stolicy gminy je organizowano). Repr. Tadeusz Majewski


- Kiedy powstawały Komitety Obywatelskie, w oczach wielu był Pan uosobieniem komunistycznego reżimu. Czuł Pan, że nadchodzi czas „zmiany warty”?

- Czułem, że KO i wszystko, co się dookoła działo, to przygotowanie do przejęcia władzy. Ale do polityki się nie włączałem, tym bardziej, że w 1983 r. zachorowałem ciężko na nerki. Z powodu ostrej niewydolności nerek jeździłem trzy razy w tygodniu na dializy. Pilnowałem pracy w UG, spraw gospodarczych. To była istota mojej pracy. Niemniej były spotkania z KO. Sam występowałem z propozycją. Przebiegały w sympatycznej atmosferze. Szczególnie mile wspominam konstruktywne rozmowy z Kazimierzem Kajutem z Pinczyna, braćmi Kośnik, Zdzisławą Wróblewską i Hubertem Modrzejewskim – też z Pinczyna. Panowie z Pinczyna byli z Solidarności Rolniczej.

- Więc oparł Pan swoją pracę na wiejskich autorytetach. To jeden filar. Mówił Pan o kilku.

- Po drugie oparłem pracę na fachowych pracownikach Urzędu Gminy. Uważam, że dobrze ich dobrałem i wyszkoliłem. Do dzisiaj są dobrymi pracownikami. Dla przykładu Elżbieta Aletorowicz, główna księgowa UG, dziś jest skarbnikiem miasta Starogard Gd., Danuta Drawska – moja zastępczyni –obecnie jest szefem Urzędu Skarbowego w Starogardzie, Urszula Poznańska potem była znaną działaczką w Elblagu, obecnie na emeryturze są Edeltraud Grudniewska czy Zyta Mikołajewska – pierwsza była sekretarzem i kierownikiem USC w Zblewie, a druga sekretarzem gromady Semlin, a później główną księgową gminy Zblewo, Roman Lempkowski – budowlaniec, który obecnie pracuje w Urzędzie Miasta Starogard zajmuje się inwestycjami. To byli świetni pracownicy. Do dzisiaj kilku „moich” pracowników to filary obecnego UG: Rita Golus, Hanna Dunajska, Gabriela Gilla, Barbara Turkiewicz, również Alicja Zalewska - kierownik Biura Obsługi Rady, Elżbieta Glaza – ds. promocji gminy.

- A inne filary?

- Oparłem też swoja pracę na bezpośrednich wizytach w gospodarstwach rolnych. Praktycznie każde liczące się gospodarstwo rolne odwiedzałem przynajmniej raz na dwa lata, a w szczególności specjalistyczne i wysokotowarowe... Wyjątkowo dobrze układała mi się też współpraca z parafiami. Jako człowiek wierzący i praktykujący dobrze znam Kościół. Księża mieli dokładne rozeznanie o problemach i sytuacji socjalnej rodzin. Wiedzieli, gdzie można było poprzez służby socjalne wspierać. Z księżmi graliśmy od czasu do czasu w skata. W stałym zespole raz w tygodniu grali Edwin Fierka – technik weterynarz, Franciszek Puttkammer – prezes GS Zblewo, Konrad Brumirski – rolnik z Bytoni, Tadeusz Tomana – technik obuwnik, pracownik Neptuna, proboszczowie z Kleszczewa, Borzechowa, czasami Zblewa.

- Hmm... taka „grupa skata”... Nastał rok 1990. Wybory. Był pan człowiekiem tamtej epoki. Myślał Pan o rezygnacji?

- W gminie Zblewo grupa KO była coraz większa i silniejsza. Byłem przekonany, że KO w wyborach do Rady Gminy może zgarnąć wszystko. 30 września 1990 r. rozwiązano ze mną stosunek pracy. Członkowie „klubu skata” i wielu innych znajomych, również niektórzy proboszczowie, mówili mi jednak, żebym wystartował w wyborach na wójta, bo przecież jest teraz demokracja. Popierał mnie również PSL.

- Postanowił Pan zostać radnym?

- Nie kandydowałem do Rady Gminy. Poszedłem już po wyborze RG na wybory na wójta jako Damaszk, a nie kandydat jakiegoś ugrupowania Postanowiłem się zweryfikować w realiach demokracji. Wybory odbywały się w GOK-u. Zgłosiłem się na sesję, podczas której wybierano wójta. Zgłoszono dwie kandydatury: Wiesława Ossowskiego i mnie. Przegrałem bodajże 3 głosami.

- Różnica niewielka. Jakie miał Pan argumenty?

- W czasie, gdy byłem naczelnikiem, gmina została zwodociągowana prawie w 80 procentach. Rozpoczęliśmy budowę oczyszczalni ścieków jako drugą na wsi w województwie gdańskim, po Sierakowicach. Budowaliśmy drogi dojazdowe do wsi sołeckich oraz kilkanaście ulic w Zblewie i Pinczynie, zbudowaliśmy nowe osiedle – XXX-lecia PRL-u (tak się potocznie mówiło), osiedle młodych w Bytoni i osiedle w Pinczynie, rozpoczęliśmy budowę osiedla w Borzechowie, zbudowaliśmy remizy strażackie ze świetlicami wiejskimi w Zblewie, Bytoni, Pinczynie, Kleszczewie i Karolewie. Zbudowaliśmy budynek UG i GOK-u z wielofunkcyjną salą widowiskową, stałym kinem „Gryf”, Gminną Biblioteką, klubo-kawiarnią (tzw. „biała sala”) i galerią sztuki. W piwnicach były jeszcze sale dla organizacji społecznych, np. dla KGW. Oświetliliśmy ulice wszystkich wsi. Budowaliśmy też chodniki oraz stadion w Pinczynie. Planowaliśmy też budowę szkoły w Bytoni, Borzechowie i rozbudowę szkoły w Kleszczewie. Były też wytyczone tereny pod rzemiosło i usługi przy nowych osiedlach w Zblewie, Pinczynie i Bytoni. Budynek GRN w Semlinie zaadaptowano i rozbudowano na Ośrodek Zdrowia, jak i na mieszkania dla personelu, a na bazie byłej szkoły w Semlinie wybudowano Dom Nauczyciela. W Zblewie wybudowano budynek Poczty, gdzie zainstalowano automatyczną centralę telefoniczną i tym samym telefony na korbkę odeszły do lamusa. Wykonano kosztowną instalację do uporządkowania zlewni wód opadowych z rejonu jezior: Semlińskiego i Kleszczewskiego, dzięki czemu Semlin przestał być zalewany. Na terenie gminy zmeliorowano kilkaset hektarów użytków rolnych i zielonych. Oddano do użytku przedszkola w Pinczynie i Zblewie w zmodernizowanych obiektach. Wykupiono zniszczoną, starą, zabytkową chatę kociewską w Borzechowie, którą po renowacji oddano do zwiedzania dla turystów i uruchomiono w niej punkt biblioteczny dla wsi. Na początku lat 80. Przekazano kościół wraz z towarzyszącymi budynkami i cmentarzem na potrzeby parafii w Borzechowie. Przekazano też działkę pod budowę kaplicy w Radziejewie. Załatwiono wszystkie formalności związane z poszerzeniem cmentarza w Zblewie. Byłem przewodniczącym Społecznego Komitetu wymiany dachu na kościele w Zblewie. Wybudowano przystanek PKP Bytonia – Cis wraz z dokumentacją na drogę dojazdową z Bytoni do Cisa i z Kleszczewa do Lipiej Góry. Wybudowano kilkanaście wiat na autobusowych przystankach PKS. Odwodniono teren „Suchego Bagna”, a nadmiar wody skierowano do kanału bytońskiego, który został przy tej okazji odnowiony. Z inicjatywy UG powstawały konkurencyjne firmy „Zalex” i piekarnie w celu podniesienia jakości wyrobów spożywczych... Kierunek do dalszego działania przyszłej władzy był określony.

- Ten procent zwodociągowania jeszcze w PRL mi imponuje. Wiele gmin rozpoczynało to zadanie w czasie pierwszej i drugiej kadencji III RP. Musiał być Pan jako naczelnik dobry w pozyskiwaniu środków...

- Powiem tak. W życiu trzeba mieć też trochę szczęścia. Weźmy przykład. Eltor przyjechał budować Ośrodek Wczasowy Twardy Dół. Dyrektor Eltoru Tadeusz Śmietana był u mnie i pomógł w wielu inwestycjach gminnych: w instalacji elektrycznej, wodnokanalizacyjnej i grzewczej w GOK-u oraz kanalizacji burzowej i oświetlenia osiedla. Wszystko to z wdzięczności za zgodę na budowę ośrodka w tym miejscu. A to, że był najlepszym przyjacielem wojewody, zaowocowało dodatkowymi środkami z UW na budowę wielu inwestycji gminnych... Poza tym wyróżniał się nie tylko UG. Prężnie działały kółka rolnicze i GS. Działały też: Przedsiębiorstwo Melioracyjne, mleczarnię, centrala Nasienna i Bacutil. To powodowało, że w Zblewie powstało sporo sklepów.

- W 1990 roku miał pan 43 lata i jednak przegrał pan wybory na wójta. Nie miał Pan zamiaru zrezygnować?

Bernard Damaszk. Po wyborach w 1990 r. nie został wójtem (ale mówi, że kierunek dalszych zmian został przez niego określony). W powicie z włodarzy poprzedniego sytemu został tylko Ryszard Alechniewicz (gm. Lubichowo). Krótko jeszcze funkcję wójta sprawował Ryszard Stubiński (gm. Starogard) i Jan Duch (burmistrz Skórcza).


- Dzisiaj oceniam, że dobrze się tak stało, gdyż pogorszyłoby to i tak szwankujący mój stan zdrowia. Ale miałem 43 lata i czułem się na siłach działać społecznie. Założyłem wówczas Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Kociewski w Zblewie i włączyłem się do pracy. Pierwszym prezesem ZK-P był Andrzej Skalski. Ja byłem współorganizatorem, wiceprezesem, członkiem Rady Wojewódzkiej ZK-P. Jako działacz ZK-P byłem współorganizatorem pisma „Moja Ziemia”, które ukazywało się przez dwie kolejne kadencje, a tematycznie dotyczyło trzech gmin: Osiecznej, Lubichowa i Zblewa. „Moja Ziemia” była miesięcznikiem. Skład redakcji się zmieniał. Pierwszym redaktorem naczelnych był lek. wet. Józef Piwowarczyk. W piśmie głównie chodziło o regionalizm, sprawy Kociewia, tradycję, kulturę (czuję się w dwóch trzecich Kociewiakiem). Byłem też pomysłodawcą i organizatorem Białych Sobót, których mieliśmy w gminie piętnaście. Organizowałbym je dalej, ale po prywatyzacji ośrodków nie ma kto finansować badań specjalistycznych. Mówiąc przykładowo – przyjeżdża profesor z Akademii Medycznej i kieruje na badania rezonansu magnetycznego, ale skierowanie musi być od tutejszej placówki, do której pacjent jest zapisany... Byłem też jednym z inicjatorów rekonstrukcji pomnika Matki Boskiej Królowej Polski i tablicy poświęconej ks. Płk Józefowi Wryczy. Współorganizowałem konferencje nauczycieli regionalistów z Kociewia. Byłem organizatorem wystaw sztuki ludowej z terenu naszej gminy.

- Jak pan oceni pracę Rady Gminy I kadencji?

- Znaleźli się w specyficznej sytuacji. Nie mieli ściśle określonych reguł. Całe szczęście, że kontynuowano w dużej części rozpoczęte w latach 80. inwestycje, na przykład budowę wodociągów czy budowę oczyszczalni ścieków i budowę szkoły w Borzechowie. Głównym jednak zadaniem tamtej władzy była komunalizacja – przejęcie majątku państwowego na rzecz gminy, inwentaryzacja tego majątku, uporządkowanie tego mienia.

- Czytałem sprawozdanie z pracy RG I kadencji. Fakt, komunalizacja to było duże dzieło... Zbudował Pan ZK-P, jakby nie patrzeć polityczną siłę, konkretny elektorat. Przydało się to podczas wyborów do Rady Gminy II kadencji...

- To prawda. Do wyborów stanęły dwie siły - PSL z ZK-P i KO. Wygraliśmy razem z PSL-em jednoznacznie, uzyskując większość mandatów. Zostałem przewodniczącym Rady Gminy, a wójtem został Jan Jasiński. Zaproponował go PSL. W tym czasie Krzysztof Trawicki (od 1993 r.) był posłem, ale i radnym.

- Co mieliście w swoim programie?

- Proponowaliśmy dalszą rozbudowę infrastruktury technicznej, telefonizację i kontynuację rozbudowy oczyszczalni z kolektorami.

- Podczas tej II kadencji były kryzysy. Największy, związany z odwołaniem przez Radę Gminy Jana Jasińskiego ze stanowiska wójta, miał miejsce w 1997 roku. Czy to prawda, że to Pan wysunął kandydaturę Andrzeja Gajewskiego?

- Cały czas była mowa, że w Zblewie rządzą ludzie niemiejscowi. Jako przewodniczący i kilku innych powiedzieliśmy, niech teraz rządzą miejscowi. Było dwóch kandydatów: Andrzej Gajewski i Marek Mische – dyrektor szkoły w Kleszczewie. Gajewski miał za sobą zorganizowaną grupę. Z kolei Mische to spokojny człowiek i szkoda byłoby go na takie stanowisko... Dlatego w tej zblewskiej sytuacji poparłem Gajewskiego, który został wójtem.

- Na zakończenie. Jaką Pan widzi różnicę między wyborami przewodniczącego GRN, naczelnika a wyborami dzisiaj?

- Jest większa samodzielność. Wówczas na stanowisko naczelnika nominował wojewoda, obecnie decydują ludzie. Wójt wszystkie sprawy społeczno-gospodarcze ustala z Radą Gminy, natomiast dawniej do wszystkich spraw włączały się organizacje polityczne.

W 2002 r. Bernard Damaszk startował jeszcze raz w wyborach – do rady Rady Powiatu. Jego ulotki głosiły „Powrót mistrza”. Do RP się nie dostał.













 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!