www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
czwartek, 09 lipiec 2020
 
 
Dlaczego w powiecie starogardzkim nie powstał od czasów II RP park Drukuj E-mail
niedziela, 15 maj 2011

Maria i Wacław Zagajewscy - 31 lat w szkółkarstwie

Zblewo, ulica Białachowska. Deja vu. Niecałe 20 lat temu robiłem tu reportaż. Wówczas ogród Zagajewskich wywarł na mnie ogromne wrażenie. Ze starannie przystrzyżonym trawnikiem, okolonym roślinami ozdobnymi i żywotnikami, był piękną wyspą na tle dzikich albo towarowych ogrodów. Dzisiaj nadal jest piękny, ale wiele już mamy takich, które od niego nie odbiegają. Dzięki pracy takich ludzi, jak właśnie Zagajewscy.




 

 

 

 

 


Po obejrzeniu świetnych obrazów olejnych pani Marii („to amatorskie” – skromnie mówi pani Zagajewska) siadamy z panem Wacławem przy solidnym biurku. Kilkanaście dni wcześniej pan Wacław w „Gościńcu Konopielka” odbierał Nagrodę Wójta.

- Od kiedy prowadzicie Państwo tę szkółkę?

- Gospodarstwo Szkółkarskie Marii i Wacława Zagajewskich istnieje od 1980 roku i było to pierwsze w powiecie starogardzkim. Niedługo po nas pojawił się Paweł Pesta... Jeżeli chodzi o produkcję drzewek owocowych, to na pewno tego nikt nie robił przede mną.

Deja vu. Niecałe 20 lat temu robiłem tu reportaż. Wówczas ogród Zagajewskich wywarł na mnie ogromne wrażenie.Fot. Tadeusz Majewski

Widok na szkółkę za domem. Fot. Tadeusz Majewski

- I, o ile pamiętam, jesteście Państwo fachowcami. Chodzi mi o wykształcenie.

- Tak. Mamy wykształcenie ogrodnicze wyższe. Ukończyliśmy razem z żoną studia w Poznaniu.

- Zajrzałem na tył domu. Szkółka się nie rozrosła obszarowo.

- Powstała na areale około 9 hektarów i taki ma obecnie. Ale sporo się przez ten czas zmieniło. Na początku była tylko szkółka drzewek owocowych. Krzewy ozdobne pojawiły się po 3 – 4 latach. Pierwsze świerki srebrne, pierwsze odmiany żywotnika. Podstawowy asortyment gatunkowy pozostał ten sam, natomiast o wiele więcej jest odmian barwnych, i w iglakach, i liściastych krzewach... To zrozumiałe i nie dotyczy tylko naszej szkółki. Żeby być na na bieżąco, trzeba mieć w sprzedaży nowe odmiany.

- Odnoszę jednak wrażenie, że we wszystkich szkółkach jest bardzo podobny asortyment...

- W wielu szkółkach te odmiany się powtarzają, choć każdy stara się mieć swój asortyment - kilka odmian, gatunków, jakich nie ma gdzie indziej. Inna prawa, że obecnie, przy takim przepływie informacji i po zniesieniu granic, to trudne. Nie ma granic, więc bardzo łatwo pozyskać materiał wyjściowy, głównie sadzonki, u hodowcy. Można się wyspecjalizować, ale na rynku, przy tych odbiorcach, których obsługujemy, musimy mieć bardzo szeroki asortyment. Mamy na przykład około 50 odmian samych róż. Staramy się mieć cały asortyment drzew i krzewów owocowych, z ozdobnych – w granicach 150 do 200 gatunków. Tyle mamy w sprzedaży.

- A jak było na początku?

- Ze 30 gatunków.

- Powiedział pan, że po kilku latach działalności mieliście Państwo srebrne świerki. Czy to nie jest pomyłka? Były na rynku w czasach PRL-u?

- Oczywiście. W czasach peerelowskich były przebojem. Inne gatunki doszły pod koniec lat 80. Po stanie wojennym, kiedy ludzie zaczęli jeździć już po Europie, zaczęli przywozić inne „widoki”. Dowiadywali się naocznie, jak to wygląda gdzie indziej.

Państwo Maria i Wacław Zagajewscy podczas gali wręczenia Nagród Wójta. Fot. Tadeusz Majewski

Wacław Zagajewski odbiera Nagrodę Wójta od Wójta Krzysztofa Trawickiego. Fot. Tadeusz Majewski

- I przez to zaczęły znikać nasze rodzime drzewa i krzewy... Mam ewidencję wszystkich parków w powiecie starogardzkim. Rosną w nich piękne drzewa naszej strefy klimatycznej. Są kasztanowce, klony, buki, dęby. Są też inne ciekawe okazu. W pobliskim parku w Miradowie rośnie na przykład platan. Dlaczego od tych drzew odeszliśmy?

- Typowe drzewa, lipa, klon, buk, to rośliny o dużych rozmiarach. A nasze dzisiejsze ogrody generalnie są urządzone na małych działkach. W związku z tym nasadzenie takich typowo krajobrazowych drzew nie ma sensu. I dlatego nie ma nie zapotrzebowania. Na formy kolumnowe, karłowate, o koronach kulistych, o słabszym wzroście, to tak. Można powiedzieć, że przede wszystkim idzie materiał, który klienci mogą wywieźć w swoich samochodach. Chociaż zdarzają się też klienci, którzy przyjeżdżają większymi samochodami.

- Wróćmy do wątku tych zmian w naszych ogrodach spowodowanych wyjazdami...

- Ludzie pojechali i zobaczyli, że w ogrodzie może być ładnie, zielono i przyjemnie, a my im w tym, jak możemy, pomagamy. Przy okazji żyjemy z tego.

- Mówiło się szkółkarskim „Eldorado” w naszym powiecie. Czy jest tak nadal?

- Było i jest. Na przestrzeni 30 kilometrów gospodarstwa ogrodnicze mają: Pesta, Bogun, my, Dunajscy, Kopciowscy, Drewek. Zrobiło się małe zagłębie szkółkarskie.

- Jak dzisiaj wyglądają nasze ogrody w porównaniu do ogrodów w krajach zachodnich?

- Jeszcze bardzo dużo nam brakuje. Przede wszystkim dotyczy to jakości utrzymania tych ogrodów, bo to wymaga dużo pracy i – nie ma co się okłamywać - pieniędzy. I cały czas pokutuje podstawowy problem, ale on nie dotyczy tylko ogrodów przydomowych, ale i szerzej – zagospodarowania zielenią różnych miejsc.

- To znaczy?

- Na wszystko są pieniądze, na przykład na bramy, kostkę brukową, na budynki, a potem już na zieleń brakuje. To później się mści na jakości zieleni, gdyż wtedy szuka się jak najtaniej, a nie zawsze materiał kupiony taniutko jest materiałem dobrym i zdrowym. Dotyczy to właściwie każdej inwestycji. Ile na przykład przeznaczono pieniędzy na rośliny przy przebudowie głównej szosy (berlinki – przyp. red.) w Starogardzie? ...Wszędzie przy inwestycjach powinno się myśleć o zieleni. Tymczasem na zielone zawsze brakuje.

- Może brakuje programów edukacyjnych, na przykład w telewizji?

- Który właściciel telewizji zamiast „Tańca z gwiazdami” puści program „W małym ogrodzie”? Póki co, najlepszym motorem napędowym jest dobry przykład. Ktoś urządzi ciekawy ogród, a inni naśladują.

- A może powinno być jakieś powiatowe ciało doradcze złożone z takich ludzi, jak Pan?

- Ależ my doradzamy! Gdy do mnie ktoś się zwraca o jakąś radę, to jej udzielam. Dzisiaj na przykład byłem z sołtysem Zblewa Czesławem Kuczkowskim i innymi osobami na ulicy Kasztanowej. Poprosili mnie o radę, jeżeli chodzi o zadrzewienie tej ulicy. I od takich porad człowiek się nie uchyla... Nie wiem, czy jest sens utworzenia jakiegoś doradczego ciała na poziomie powiatu. Zresztą istnieje Pomorskie stowarzyszenie Ogrodników i Projektantów Terenów Zielonych. Organizuje m.in. konkurs Młodzi projektanci zieleni. W tym roku odbędzie się jego trzecia edycja. Są nim objęte wszystkie szkoły, gdzie istnieją jakieś klasy związane z ogrodnictwem. W maju odbywa się także 3-dniowy kiermasz połączony z ekspozycją różnych projektów ogrodniczych... Sens doradzania zawsze jest, ale branża szkółkarska zajmuje mnóstwo czasu, więc wystarczy go jedynie na to, by prywatnie doradzić czy nawet posadzić... Głównym problem leży gdzie indziej i nie chodzi tylko o nasza „działkę” . Główny problem to słabość edukacji. Jest na fatalnym poziomie. Jeżeli młody człowiek wchodzący w życie nie jest gotowy do przyjmowania informacji, to nie nie ma znaczenia, ile pan stworzy zebrań, kursów, stowarzyszeń, bo jego głowa i tak nie będzie w stanie tego przyjąć.

- Zostawmy ogrody. Interesuję się parkami. Od czasów powojennych w powiecie starogardzkim nie powstał ani jeden. Może powstanie w Zblewie?

- Park był idee fixe byłego przewodniczącego Rady Gminy Zblewo Franciszka Pattkamera...

- Znam jego koncepcję. Chciał, by taki park powstał przy berlince, za młynem. A dlaczego nie?

- Bo nie ma pieniędzy. To po pierwsze. Po drugie – nie byłoby pieniędzy, żeby dbać... Założenie takiego parku nie jest tanie. Przecież nie można sadzić takich dębów, jak posadzono przy berlince w Starogardzie. Dębów o wysokości metra. Gdyby posadzono o wysokości 2 – 3 metry, nikt by tego nie połamał.

- To irytuje. Wszystko dzisiaj musi się wiązać z kasą, a najlepiej unijną. Moim zdaniem to byłoby proste. Zarazić mieszkańców Zblewa wspólną ideą.

- Ach w czynie społecznym?!!

- Tak. Dlaczego nie? Zapewne tak myślał Puttkammer. Co to za problem posadzić rodzime gatunki – lipę, klon, dąb?

- Ja to nazywam w cudzysłowie idee fix, bo chciał kilka razy, ale przeszło bez echa... Hmm, park w Zblewie. Może nie przy berlince. Tam, na polu, na tych łąkach, między szkołą a działkami, ma być teren rekreacyjny. Pod tym się wszystko może kryć. Nie jest to miejsce w tej chwili reprezentacyjne, a przemieszcza się tam sporo ludzi. Taki park musiałby mieć co najmniej 5 hektarów.

Tu, między starym Zblewem a "osiedlem", mógłby powstać park. Fot. Tadeusz Majewski

- Czyli jednak dostrzega Pan taką konieczność czy możliwość. Dlaczego nie ma powstać park, jeżeli ten miejski w Starogardzie powstał w okresie międzywojennym bodajże w czynie społecznym. A w każdej wsi powstawał przy dworku czy pałacu.

- Tylko że wtedy nie było internetu, telewizji i seriali. Ludzie mieli na to czas.

Rozmawiał Tadeusz Majewski /KZ/


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!