www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
czwartek, 01 październik 2020
 
 
Galikowscy, Baske, Dysarze, Beliccy z Białego Bukowca Drukuj E-mail
czwartek, 11 wrzesień 2014

Biały Bukowiec. Opis miejsca

Tuż przy mostku na rzeczce Piesienicy na wzgórzu stoi domostwo nazywane przez miejscowych dworkiem. Sąsiedzi mówią, że w tym miejscu stała krzyżacka warownia.


Biały Bukowiec leży daleko od szos: berlinki i szosy Pinczyn - Piesienica. Dojazd - polnymi drogami od strony Pinczyna. Do mostu zjeżdża się ostro w dół. Przejeżdża przez mostek, a potem pnie się w górę do domostwa.

A oto nasz protokół ustaleń...














GÓRKA. Jest niewątpliwie tworem sztucznym.

RÓW. Górkę otacza z trzech stron głęboki rów. Najprawdopodobniej była to kiedyś fosa.

KAMIENIE. Część od strony rzeczki Piesienicy jest najbardziej stroma i częściowo obłożona wielkimi łupanymi kamieniami. Takie wielkie łupane kamienie są tu wszędzie, nie tylko od strony rzeczki.

STUDNIA. Głęboka na kilkanaście metrów, o przekraczającym metr świetle, bardzo starannie obłożona cegłami.

PIWNICA. Ściany od wysokości pół metra i sklepienie z ułożonych w jodełkę XIX-wiecznych cegieł, ale zbudowano je na potężnym fundamencie z wielkich kamieni.

OKNO. Osiem kasetonów okna wypełniają przedziwnie wypukłe szyby. Bynajmniej nie jest to jakaś fabryczna, współczesna robota. Na jednej z szybek wypatrzyliśmy inicjały - litery mają długie "wąsy".

KAMIENNA MISA. Przy jednej z rynien leży miękko wyprofilowany kamień - coś w rodzaju długiej misy, niezamkniętej z jednej strony. Zapewne odprowadzała wodę spod rynny dalej od ścian budowli.

ŚWIADECTWO SĄSIADÓW. Sąsiedzi, którzy kopali kiedyś część wzgórza, mówili o ludzkich kościach i ceramice, jaką znajdowali w ziemi.

Zdjęcia obiektu, studni, okien, piwnicy – patrz...



Po zdjęciu, jakie pokazuje pani Maria, widać, że to musiała być całkiem bogata rodzina. Wykonano je w Grudziądzu z okazji 50-pożycia małżeńskiego mieszkających w tym mieście przy ul. Fortecznej 18-19 dziadka i babci Marii Balickiej Augusta (lub Antoniego) i Pauliny Dysarzów. A. Dysarz to ten z brodą. W trzecim rzędzie druga i trzecia osoba od prawej strony to rodzice pani Marii – Józef i Marianna Galikowscy (stoją nad Dysarzem). Pierwsza w ostatnim rzędzie od prawej stoi żona Józefa Baske – Franciszka. Józef Baske miał w Starogardzie „na rogu” sklep ze śledziami. Repr. Tadeusz Majewski


Biały Bukowiec. Dwie Marie Galikowskie mówią o tym samym miejscu

Biały Bukowiec. Marii Basske - Galikowska z Niemiec wspomina Biały Bukowiec. Jej imienniczka, Maria Belicka z domu Galikowska z Białego Bukowca – jej nie pamięta, ba, nic o niej nie wie. A są spokrewnione.


Poszarpana historia - 1

Marii – rozmowa w internecie


E-mail. Pisze Pani Marii Galikowska: Przeglądając archiwom Wirtualnego Kociewia natknęłam się na Pana (Tadeusza Majewskiego - przyp. red.) artykuł o Białym Bukowcu. Z tego domostwa, o którym Pan pisze, wywodzą się moje korzenie. Urodził się tam mój ojciec Stanisław Galikowski. Mój dziadek żeniąc się z Franciszką Basske dostał to jako wiano swojej żony. Pamiętam mego dziadka Józefa, jak nabierał wodę z tej głębokiej studni...

Wzgórze, o którym Pan pisze, nie jest sztuczne. W średniowieczu znajdował się tam zamek otoczony fosą należący do rozbójników. Kiedyś były plany całego zamku. Posiadał je mój dziadek. Na pewno jeszcze są gdzieś na strychu w dużej drewnianej skrzyni kutej żelazem. Obecnie piszę historię mojej familii. Proszę o nowy artykuł na temat Białego Bukowca. Marii/Munster.Niemcy.


E-mail: Witam Panią. Miło mi się dowiedzieć czegoś nowego o zameczku w Białym Bukowcu. Oczywiście napiszę nowy artykuł, ale tu wielka prośba do Pani. Czy nie mogłaby Pani podać więcej informacji - kto tam przed obecnymi właścicielami mieszkał? Pisze Pani historię swojej familii (rozumiem, że tam mieszkającej) - czy można prosić o podstawowe lub szersze informacje? I co Pani jeszcze pamięta? ...Z tą skrzynią - bardzo wątpię, żeby się uchowała. Ale pojadę i sprawdzę. Miejsce jest niezwykłe. Serdecznie pozdrawiam

Tadeusz Majewski

PS. Pani list zamieszczę na stronie internetowej Zblewa. Jeżeli Pani sobie zażyczy, to oczywiście go "zdejmę".



Dom na „wyspie” w Białym Bukowcu. Dziś niepozorny, kiedyś fragment potężnego majątku. Być może jego piwnice stoją na gotyckim podpiwniczeniu. Niestety, nie ma już okien z przedziwnymi szybami. Fot. Tadeusz Majewski


Na tym kamiennym murze zapewne stała stodoła. W ogóle na całej wyspie są wszędzie wielkie, granitowe kamienie. Fot. Tadeusz Majewski

Z wyspy rozciąga się szeroki widok na dolinę rzeczki Piesienicy. Fot. Tadeusz Majewski

E-mail. Marii Galikowska pisze: Witam Pana. Pomyliłam fakty pisząc, że zameczek w Bukowcu wniosła moja babka w posagu. To mój pradziadek kupił mojemu dziadkowi jako prezent ślubny zameczek w Białym Bukowcu plus 100 hektarów ziemi w jednym kawałku wraz z łąkami nad rzeką. Ziemia rozciągała się w kierunku Miradowa, Karolewa i Piesienicy. Mój dziadek Józef pochodzi z Tuchomia, moja babcia Franciszka z Czerska, gdzie familia Basske posiadała wytwórnię likierów. Mieszkali na tych ziemiach od 4 pokoleń, a ich korzenie sięgają Nadrenii Północnej Westfalii. Panieńskie nazwisko mojej prababci to Wailandtt. Pamiętam moją babcię jak przez mgłę. Byłam mała, kiedy zmarła. Miała pulchne dłonie jak bułeczki i bardzo ciepłe. Od dnia ślubu mojego dziadka mieszka ciągle ta sama familia. Przedtem mój dziadek z rodziną, potem spadkobiercy dziadka. Córka Maria Belicka z rodziną, a teraz jej córka i wnuki. ...Wracając do skrzyni - stała duża na strychu, z żelaznymi okuciami. Nas, dzieci, nie wpuszczano tam. Było pełno rodzinnych pamiątek. Dziadek służył w gwardii cesarza Niemiec. Ciekawa jestem, czy coś jeszcze się zachowało. Rodzina Belickich nie miała poczucia więzi z tradycją. Może dałoby się coś kupić, aby ocalić od zapomnienia... Chciałabym zobaczyć dom mojego ojca na zdjęciach w internecie, jak wygląda obecnie. Nie byłam tam 40 lat... Może pan opublikować mój list i podać adres e-mail.

Pozdrawiam - Marii Galikowska. 2009.03,30.munster/niemcy

Moje nazwisko to Marii Basske-Galikowska.


E-mail. To są sprawy dla mnie i dla historii tej ziemi rewelacyjne!! Czy ustaliła Pani jakieś daty? Na przykład, kiedy Pani pradziadek to kupił dziadkowi? Może jakieś inne daty też? Może wie Pani coś więcej o tym zameczku? Czy to tylko legendy? Czy Pani w tym domostwie mieszkała? Jeżeli tak, to do kiedy i co z tego Pani pamięta? Czy ma Pani jakieś stare zdjęcia tego miejsca?

Przepraszam, że tyle pytań, ale jestem nadzwyczaj poruszony. To miejsce skrywa jakieś tajemnice - tam się czuje jakby oddech wieków.

W tym tygodniu tam pojadę, zrobię zdjęcia i je Pani prześlę.

Pozdrawiam

Tadeusz Majewski


E-mail. Marii Galikowska: Ja nie posiadam żadnych starych zdjęć. Jeśli jakieś istnieją, to tylko w Bukowcu. Proszę popytać panią Belicką lub jej wnuki. Może coś się zachowało... Wiem, że dom przed 1945 rokiem był większy. Podczas frontu Rosjanie rozmyślnie ostrzelali budynki. Szukając domniemanych faszystów zniszczyli stajnie, obory. Spaliły się konie, krowy i świnie... Nigdy tam nie mieszkałam. Tylko wakacje, niedziele i święta spędzałam w Bukowcu, słuchając opowiadań dziadka, potem ojca... Posiadłość została zakupiona w 1914 roku w marcu. Kiedy dziadkowie brali ślub, tego nie wiem. Dokumenty, które były, zostały przez moje kuzynostwo wywiezione do Niemiec, aby uzyskać pochodzenie. I wszelki ślad po nich zaginął.

Marii Basske-Galikowska.


E-mail: Czy coś pani jeszcze pamięta z tych opowieści o zameczku?

Tadeusz Majewski


E-mail. Marii: To opowiadał mój dziadek. Zameczek był przystanią dla rozbójnika. Z tego co pamiętam, został założony w średniowieczu, kilka razy spalony, potem odbudowany. Jest jeszcze coś - magia tego miejsca. Jest tam coś szczególnego. Przebywając tam czułam się bezpieczna, nawet jeśli nie było rodziców w pobliżu. Nie byłam tam 40 lat, ale potrafię odtworzyć wszystko ze szczegółami, każdy detal...


E-mail: Mam już zdjęcia, również osób, na których są pp. Basske! Prześlę je Pani. Tu prośba - czy nie mogłaby Pani narysować planu tego obejścia, jakie Pani pamięta?

Tadeusz Majewski


Potrafię odtworzyć wszystko ze szczegółami, ale w myślach lub na kartce papieru. Mój laptop nie ma programu do rysowania. Jeśli poda pan adres kontaktowy w Starogardzie, prześle to Panu.

Pozdrawiam - Marii.




Maria Balicka pokazuje jedno z dwóch starych zdjęć, jakie zachowały się w domu w Białym Bukowcu. Skrzyni – zgodnie z przewidywaniami – na strychu nie ma. Fot. Tadeusz Majewski


Poszarpana historia – 2

Co pamięta Maria Belicka z d. Galikowska

Ależ piękny i bogaty musiał być to kiedyś dom! Maria Belicka (85 l.) mieszka tu od urodzenia. Jej rodzice - Józef i Marianna Galikowscy (Marianna z rodziny Dysarzów z Grudządza) - prowadzili tu gospodarstwo, które kupił ojciec Józefa - Antoni Galikowski.
Obliczamy, że było to mniej więcej w 1900 roku.
- Dziadek kupił to od niejakiego Grajka, a może grajka - opowiada pani Maria. - Tak tego poprzedniego właściciela nazywali i tak o nim zawsze mówili moi rodzice. Nie wiadomo, czy to od nazwiska, czy od zawodu. A przed Grajkiem to miała tu jakaś kobieta mieszkać.
Pani Maria nie jest zaskoczona, kiedy wyrażamy podziw mówiąc o domu. Nie tylko my podziwiamy. Ktokolwiek tu przyjeżdża, czy to lekarz, czy kto inny, mówi, że one mieszkają w dworku.
Ona sama też tak o tym budynku myśli, a wzgórze nazywa... wyspą. Jakieś echo po faktycznej wyspie, kiedy to wzgórze było otoczone fosą?
- Mam osiem córek - zaskakuje starsza pani. - To nie jest za dobrze, że same córki, bo więcej kosztują. Kosztowały ubiory, jak były pannami.
- Na czym polega niezwykłość tej „wyspy". Są tu jakieś tajemnice?
- Każdy tak mówi o tym miejscu. I mówi: "Ale wy tu sobie ładnie mieszkacie... Został dom. Była stajnia, stodoła. Już nie ma.
- Pani Mario, czy pani pamięta jeszcze te zabudowania?
- Nie.
- A te wypukłe okna. Podobno dają z daleka dziwny blask, kiedy wstaje słońce.
- Te okna to wielu dziwią. Kiedy ksiądz na kolędę przychodził, pytał o te okna. I czy nie ma jakichś książek, w których to miejsce zostało opisane.
- A są książki?
Okazuje się, że ktoś coś pisał. W jakimś przewodniku. Pisał też Musolf, pisał student z Gdańska. Przyjechał kilkanaście lat temu, grzebał w ziemi. Mówił, że coś znalazł, ale już więcej się nie pojawił. Też oglądał dom, piwnice, studnię. Ta studnia kiedyś była u góry czworokątna, a niżej kolista. Ma z 14 metrów głębokości.






Maria Balicka – śliczna panna w Białym Bukowcu. To drugie z dwóch starych zdjęć, jakie się zachowało. Repr. Tadeusz Majewski


- Pani się tu wychowywała. Co pani najbardziej pamięta? Ma pani jakieś stare zdjęcia pokazujące to miejsce?
- Pamiętam, jak Ruskie weszli... Mieliśmy sporo zdjęć. Do domu wszedł Rusek, rozmawiał z siostrą, dowiedział się, że Polka. "A twój mąż?" - pytał. Siostra się zlękła. Nie chciała pokazywać zdjęć i wszystkie spaliła.
- To Rosjanie i tutaj łazili? W te pola?
- Oczywiście. Chodzili sobie po tych polach, po gospodarstwach. Jeden zaczepił mojego ojca i zapytał, która godzina. Ojciec wyjął zegarek, a on sobie go po prostu wziął... Zresztą dla nich to nie były takie pola. Po drugiej stronie rzeki były okopy... Co jeszcze pamiętam z młodych lat? To, jak mój ojciec woził stąd kamienie na szosę. Tu wszędzie pół metra pod ziemią są wielkie kamienie. Były też mury z kamienia, zwłaszcza od strony rzeczki.
- Mieszka tu pani z córką. Ma pani osiem córek. A pani miała rodzeństwo?
- Miałam, dwie siostry i pięciu braci. Moja matka właściwie urodziła dwanaścioro dzieci, ale pięcioro zmarło.
- Pięciu braci... Nikt nie został tutaj?
- Kiedy wszyscy - to moje rodzeństwo - powrócili z wojny, nikt nie chciał na tym być. W końcu został najmłodszy brat. Ojciec każdemu wydzielił z 50-hektarowego gospodarstwa działkę. Ale oni swoje sprzedali i wyjechali. Ja wyszłam za mąż za rolnika w Karolowie - Tomasza Belickiego. Wkrótce najmłodszy brat poszedł pracować na PKP i zostałam ja. Na 25 hektarach. Mąż zmarł w 1981 roku. Zdałam ziemię do państwa, ale mamy to wzgórze.
Czy opuściłaby pani to miejsce, gdyby dali pani mieszkanie w bloku?
- Siedziała najdłużej dwa i pół tygodnia w mieście - śmieją się córki.

I tak dyskutujemy o tym miejscu, pokoleniach, które to miejsce zamieszkiwało, przywiązaniu do ziemi, rodziny.
- Stąd jest wszędzie pod górę - mówi jedna z córek pani Marii. - Droga zimą do Karolewa i do Pinczyna jest trudna do pokonania.
Droga wszędzie jest pod górę też i w przenośni. Córka Joanna mieszka tu z mamą. Ma pięcioro dzieci, szóste będzie już na tym świecie niedługo. Małe chodzi do zerówki. Ma daleko. Wstaje o 6.00, idzie na autobus do Karolewa, potem jedzie do Pinczyna.

Rozmawiał Tadeusz Majewski


Ciągle nie daje mi spokoju historia Białego Bukowca. Był tam kiedyś gotycki zameczek? Krzyżacki, zbójnicki? Ma ktoś jakieś plany, które według Marie Galikowskiej - Baaske z Niemiec ponad 30 lat temu leżały jeszcze w skrzyni na strychu? Dlaczego wielka rodzina Galikowskich (patrz – zdjęcie) tak się „rozpadła”, nie starając się utworzyć drzewa genealogicznego? Co się działo w Białym Bukowcu w okresie okupacji? Zapisy – m.in. rozmowa z Marią Galikowską – to tylko okruchy historii miejsca i rodu. Co nowego wniesie brat Marii Józef?


Tajemnice „wyspy”


Pinczyn – centrum. Piękny dom, ogród, piękna pogoda. Józef Galikowski, brat Marii, z góry mówi, że niewiele pamięta. Pytam o imiona rodziców i rodzeństwo.



Kto jest kim

- W kwietniu skończyłeś 86 lat – mówi żona, Eufemina - rocznik się liczy. Siostra, pani Maria Belicka, z domu Galikowska, 15 marca miała 87 lat. Maria ma osiem córek i wszystkie żyją. My mamy czworo dzieci – Jarosław, Tadeusz, Halina i Grzegorz.

- Aha.

- Ojciec miał na imię jak ja, Józef. Matka - Marianna z domu Dysarz Mówi pan Józef.

- To pan jest Galikowski Józef II...

- Rodzeństwo: Franciszka, Maria, trzeci był on, Józef, i bliźniacy – Stanisław i Franciszek, Klara, Henryk i Jerzy. On tylko żyje, Marysia, Józef i najmłodszy, Jerzy, który mieszka w Swarzewie koło Pucka – pomaga pani Eufemina.

Od urodzenia. Czyli od 1925 roku, mieszkałem w Białym Bukowcu. Wyprowadziłem się, jak my się ożenili.


Kamienie były jak stół

- Pamięta pan Biały Bukowiec przed wojną? Jakie były zabudowania oprócz tego pięknego domu, który stoi?

- Patrząc ze schodów domu, widać było na prosto stodołę, po prawej stronie zabudowania gospodarcze, z drewna, ale pokryte papą. Chlew, po naszemu szałry – długie były - gdzie stały wozy i bryczka.

- Tam jest mnóstwo wielkich kamieni, które wskazują, że coś wcześniej stało. Skąd się wzięły?

- To musiało być usypane. Ta cała „wyspa” musiała być usypana.

- Te kamienie były jak stół i większe – nie zgadza się pani Eufemina. - Usypane to mogą być drobne kamienie. One były pod stodołą, pod chlewem. W ogóle szałry stały na fundamentach z dużych kamieni... To było spore gospodarstwo. Liczyło 50 hektarów. Należało do ojca Józefa II. Kawałek pod Miradowo, ale więcej po prawej stronie pod las.

- Chodził pan do szkoły w Karolewie?

- Tak, ale do VII klasy chodziłem już do Pinczyna. Bliźniaki byli tylko o rok młodsze i chodzilim wszystkie trzy. Kierownika Trochę pamiętam. Był ostry, ale dobry. Dostałem od niego też po tyłku, bo żem nie umiał religii czy czegoś tam. W pierwszy dzień wojny my jechali z matką na rynek do Starogardu z ziemniakami, a Trocha uciekał na rowerze. I od tego czasu już nikt go nie widział.

- Tam, w tym domu, były dziwne szyby. Jakieś takie wypukłe, nierówne, jakby ręcznie robione.

- Z nadworza nie nie było widać, co w mieszkaniu, a z mieszkania to bardzo dobrze było widać... Przed wojną to było największe gospodarstwo po gospodarstwie Hillarów w Piesienicy i młynarza Tuchela, Niemca. Kąpaliśmy się w Piesienicy, ławeczka była, piasek.

- Chodziłam tam pieluchy płukać – wtrąca pani Eufemina, mówiąc oczywiście już o czasach powojennych.


17-letni już był dobry na wojnę

- Podczas okupacji parę lat jeszcze tam siedzieliśmy. Potem Niemcy wywalili nas do Bytoni. Wprowadził się Bezarab. A mnie wzięli na wojnę.

- 17-letni już był dobry na wojnę – zauważa pani Eufemina.

Tu Józef II Galikowski wyraźnie się ożywia. Wojnę – jak wszyscy z jego roczników pamięta najlepiej.

- Wzięli mnie do armii, gdy miałem 17 lat. Byłem dzień na froncie we Francji. Szlim do ataku. Mieli tam takie pasy wysadzone drzewami i między tymi pasami ciągnęły się łąki. Biegliśmy. Zaczęli strzelać Amerykany. A ja żem się rzucił w bruzdę i leżał. Słyszałem, że Niemcy z krzaków mnie wołali, żebym przyszedł, a ja leżałem cicho. Z krzaków przy drodze strzelał snajper. Rozwinąłem bandaż, bo byłem ranny, i podniosłem go do góry. Snajper przestał strzelać, gdy machałem bandażem. Zaczęli krzyczeć: kaman, kaman. Poszedłem. Pytali mnie o coś, a ja mówiłem: polisz. Amerykanin zaprowadził mnie do swoich. Między nimi był taki, co umiał po polsku i mnie sprawdził. Amerykanin poczęstował mnie sucharami, wsadził mnie na przód dżipa i tak jechał, że myślałem, że mnie zgubi. Zawiózł do obozu przejściowego, gdzie odłączali Polaków od Niemców. Potem zawieźli mnie do Szkocji, przebrali w polski mundur i już nie ćwiczyli, bo wiedzieli, że Niemcy mieli nas dobrze wyszkolone. Byłem u Maczka. Wyzwoliliśmy Flandrię w Belgii i od tego dostaliśmy nazwę 9 Batalion Strzelców Flandryjskich. Walczyłem do końca wojny. Po zakończeniu wojny byłem dwa lata w Niemczech na okupacji. Na koniec Polacy nie mieli pieniędzy i wracali ze Szkocji.



Powrót

- Ja go pamiętam, jak wrócił – wspomina pani Eufemina. - Przyjechał pociągiem z holenderskim rowerem. W Pinczynie był jakiś zlot na boisku szkolnym, a on z tym rowerem szedł opakowany, w angielskim mundurze. Ładny chłopak był. Nie taki miał „kapelusz” jak teraz. Później jeździł do kościoła na rowerze.

- Czyli pan Józef nic nie wie, co się działo w Białym Bukowcu podczas okupacji. A opowiadali mi, że tam kręciło się wielu Rosjan. Pytali, która godzina i brali zegarki.

- Nie tylko zegarki. Nawet maszynki do mięsa. Chcieli z nich zrobić patefony, bo to miało trąbę – mówi pani Eufemina.

- To żart?

- Nie. Każdy o swoich nowościach opowiadał. Zaczęli kręcić i myśleli, że to będzie grało. A podczas walk Niemcy i Rosjanie, żeby się lepiej widzieć, zapalili stodołę i chlew. Prawie na ostatni dzień.



Kiedyś ludzie więcej się najrzeli

- Jak długo jesteście państwo małżeństwem?

- To już tak długo, że nie pamiętam... Nasze głowy już nie takie. Niedługo będzie 60-lecie. Syn ma 57 lat. A rok po ślubie się urodził. 58 lat temu, jak ślub braliśmy. 9 lipca. W 1953 roku. Toć mamy to wszystko w papierach, ale człowiek nie zagląda, bo po co. Już teraz niepotrzebne. Na cmentarz daleko nie mamy. Już teraz nas doniosą.

- Galikowskich tu dużo. Dlaczego nikt nie zrobił drzewa genealogicznego?

- Kiedyś ludzie więcej się najrzeli, cieszyli się sobą więcej, a dzisiaj to każdy goni za tym groszem, aby się wyuczyć i każdy w swoją stronę.

Tadeusz Majewski

17 lipiec 2011 - DATA PUBLIKACJI W PORTALU  

 









 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!