www.mamboteam.com
 
poniedziałek, 18 listopad 2019
 
 
Strusie w Borzechowie Drukuj E-mail
wtorek, 25 lipiec 2006


Pomysły na pracę, związane z prognozą, że w Borzechowie będzie centrum turystyczne Kociewia, mają też Leszek Bąkowski i jego mieszkający w Starogardzie wspólnik Dariusz Chołowiński. W ubiegłym roku na terenie leżącym o rzut beretem od ogrodu dendrologicznego w Wirtach założyli kolejną, już piątą w naszym powiecie hodowlę strusi afrykańskich.

Wysłany przez Admin opublikowano niedziela, 04 styczeń, 2004 - 22:32
Strusie w Borzechowie

- Z wykształcenia jestem górnikiem i pracowałem jako górnik – opowiada o sobie Leszek Bąkowski. - ...Tych zawodów się uzbierało... Byłem też malarzem, prowadziłem sklep. Mam za sobą pięć lat pracy pod ziemią w kopalni Bobrek. Nie, nie jestem ze Śląska. Urodziłem się w Zblewie, mieszkałem w Zblewie. Były takie czasy, że jeździli po szkołach i werbowali. Mówili, że górnik to męski, romantyczny zawód. A jak tam jest? Powiem panu: tam powinni zakazać pracować (zresztą już zamykają moją kopalnię). Tak o tym sądzę dzisiaj. Ale wtedy, w latach 80., jak się poszło, to widziało się inaczej. Wiadomo - młody, to ciągnie do wszystkiego. Po powrocie na Kociewie pracowałem w Dorze Eko jako malarz. Ożeniłem się w Borzechowie i zamieszkałem tu w 1989 roku. Zbudowałem dom – jak pan widzi, całkiem ładny – wybagrowałem błotko. W jednym z pomieszczeń domu prowadziłem przez prawie 6 lat sklep. Zamknąłem go. Dzisiaj są takie czasy, że się otwiera i nieraz zamyka. Teraz mam z kolegą prywatną firmę w lesie – usługi leśne. Robimy wszystko. Pielęgnacje, pozyskanie i zrywkę drewna. Od początku aż do dłużyc, po które przyjeżdża samochód.

A skąd strusie? Przykłady są zaraźliwe. Wciągnął ich w to Mirosław Ferszke, właściciel strusiej fermy w Jabłówku. Pan Leszek pomyślał tak – pomieszczenie po sklepie zostało, coś z tego można zrobić, na przykład kawiarenkę czy knajpkę i do tego strusie – jako atrakcja do oglądania, ale i na przykład dania ze strusich jajek.

- Hodowlę rozpocząłem 29 kwietnia 2002 roku. Na początku mieliśmy 25 tych ptaków, teraz mamy 13. Mówią na zebraniach, że jak się ma 25 strusi, to to już jest poważna ferma. A 13 strusi – całkiem duża. W Polsce jest około 50 ferm, czyli z tymi 13 strusiami jesteśmy jednymi z pięćdziesięciu.

Liczymy, ile jest strusich ferm w powiecie starogardzkim. Jedna w gminie Skarszewy, w Jabłówku, podobno w jest też w Małym Bukowcu i trzy strusie w Bytoni. Czyli aż pięć. Nasz powiat pod względem hodowli strusi afrykańskich znajduje się w czubie w Polsce!

Sporo osób przyjeżdżało do Leszka Bąkowskiego, żeby się zorientować, jak taką fermę się zakłada. Kiedy słyszeli, ile z tego “idzie precz”, że zdycha w granicach 50 procent, to rezygnowali. Bali się ryzyka. Trudno się dziwić, jeżeli “tygodniówka”, a od nich zaczynali, kosztuje w granicach 500 złotych. “Tygodniówka” to oczywiście struś po wykluciu z jaja.

- Wygląda jak jeż, tylko ma szyję – opisują synowie pana Leszka, Jakub i Michał.

Pan Leszek i jego wspólnik nie mają żadnych papierów hodowców strusi.

- A czy ktoś ma? – ironicznie pyta Bąkowski. - Nawet weterynarze niewiele wiedzą na temat strusi, stąd tak duży procent “idzie precz”.

Dzisiaj strusie borzechowskie mają półtora roku, około 2,60 wzrostu i niczego się nie boją. Na razie mieszkają w stodole, ale niedaleko powstają specjalne pomieszczenia dla rodzin. Powstanie wybieg długi na 25 metrów i szeroki na 12 metrów. Docelowo mają być cztery samce i osiem samic, czyli cztery rodziny. Zasadniczo panowie Bakowski i Chołowiński nie nastawiają się na produkcję strusiego mięsa. - Trzeba mieć dużo pieniędzy, żeby rozwijać fermę kupując ciągle młode. My na razie pozostaniemy na tym, co mamy. Niech znoszą jajka i z może będą młode.

W sumie jednak pan Leszek nie wyklucza, że powstanie tutaj wielka ferma. Miejsca jest dość, 6 hektarów. W każdym razie na dzisiaj nie jest to jego pierwszym celem. Rozwój strusiego biznesu wiąże z rozwojem wsi. Będzie kawiarenka czy też knajpka, docelowo domek z pokojami do wynajęcia, miejsca, z których będzie można pooglądać ptaki. Inna sprawa, że już dzisiaj oglądają.

- Dzwonią ze szkoły, przychodzą klasami. Żywe lekcje przyrody. Przed panem też było kilka samochodów. Chcieli zobaczyć. Jakoś dostrzegają z szosy, chociaż miejsce jest nieco oddalone i trochę przysłonięte.

- Może to i dobrze, że z szosy tak dobrze tej fermy nie widać, bo nieraz ludzie kiedy zobaczą, to chcą wchodzić sami. Nie mają pojęcia, że taki struś z łatwością może zabić. Ten liczący nawet 170 kilogramów ptak kopie znacznie mocniej niż koń. Widziałem w telewizji program o spotkaniu lwa ze strusiem. Lew uciekł. Skąd się wzięło powiedzenie, że chowa głowę w piasek, bo się boi? – nie wiem. Tutaj mówią, że jak chowa głowę w piach, to znaczy, że przygotowuje się do ataku.

Brawo za pomysł i realizację. Ogród dendrologiczny, plaże nad Jeziorem Borzechowskim i w Twardym Dole i do tego strusie – to już jest poważna oferta.

Opracowano na podstawie artykułu z Tygodnika KOCIEWIAK (środowy dodatek do Dziennika Bałtyckiego).

 
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!