MISTRZ ŚWIATA PIOTR HEROLD: Już jako 14-latek potrafiłem wycisnąć 100 kilogramów
sobota, 07 grudzień 2013
Z Piotrem Heroldem rozmawia Tadeusz Majewski

- Małe "who is who". Wiek, zawód, praca, rodzina, zainteresowania oprócz sportu...

 - Nazywam się Piotr Herold. Mieszkam w Zblewie. Mam wspaniałą żonę Małgorzatę i syna Antka. Pracuję w rodzinnej firmie. Moim głównym zainteresowaniem są wszelkiego rodzaju sporty. Poza tym interesuję się motoryzacją.

















- Czym jest sport w twoim życiu? Konkretnie co i od kiedy uprawiasz?
 
- Sport w moim życiu zajmuje drugie miejsce zaraz po rodzinie. Uprawiam głównie sporty siłowe, a konkretnie wyciskanie leżąc. Trenować zacząłem już bardzo wcześnie. Jako 12-latek jeździłem na treningi z moimi starszymi braćmi, Arturem i Arkiem. To oni zapoznali mnie z tym sportem. Wyciskanie leżąc było od początku moją koroną dyscypliną. Szybko zauważyłem, że mam do tego predyspozycje. Od początku skupiłem się głównie na tym. Pamiętam, że już jako 14-latek potrafiłem wycisnąć 100 kg. Po kilku latach treningu postanowiłem sprawdzić się na tle innych i pojechałem na pierwsze zawody, i tak już startuję ponad 10 lat. Jestem wielokrotnym mistrzem Polski, świata i Europy. Wyniki, jakie teraz osiągam, nie przyszły od razu. Zawsze starałem się, aby z zawodów na zawody poprawiać swój rekord życiowy.




 - Ile czasu tygodniowo ci to pochłania? Kto jest twoim trenerem? Czy  siłę można wypracować, czy to kwestia genów?
- Trening zajmuje mi około 2 godz 4-5 razy w tygodniu. Trenuję regularnie ponad 15 lat i weszło mi to już w krew. Na dobry wynik składa się wiele czynników – genetyka, odpowiednio dobrany trening, motywacja i systematyczność, a także dużo chęci. Nie zajmuję się tym zawodowo. Jest to mój wolny czas, a mimo to wygrywam z zawodnikami, którzy zajmują się tylko tym, mają swoich trenerów i całe sztaby ludzi, którzy ich wspierają. Ja jestem samoukiem, nie mam trenera i wygrana z takimi zawodnikami bardzo cieszy.






- Zawodnicy w tych konkurencjach - o ile wiem - mają swoją dietę. Jaką dietę stosujesz, żeby utrzymać sprawność i sylwetkę?

- Startuję w kategorii do 100 kg. Najlepiej się w niej czuję, ponieważ jest to kategoria najsilniej obsadzona. Jest rywalizacja, a przecież o to w sporcie chodzi. Co do diety, to staram się odżywiać w miarę możliwości zdrowo. Nie jestem na specjalistycznej diecie. Mój trening jest siłowy, a dieta wysokobiałkowa, jaką stosują kulturyści, mogłaby mnie osłabić. Mnie zależy głównie na sile, a wygląd udaje mi się "zrobić" przy okazji. Aby utrzymać dobrą formę, także biegam i uprawiam inne sporty, jak na przykład tenis ziemny.




 - Zająłeś I miejsce w Pucharze Świata.  Jak toczyła się walka?
Wygrałeś bezapelacyjnie?
- Mój ostatni start w Pucharze Świata odbył się w miejscowości koło Terespola 8-10 listopada i był bardzo udany. Gładko zaliczyłem wszystkie trzy podejścia. Zaczynałem od 300 kg i już to podejście zapewniało mi bezapelacyjne zwycięstwo. W drugim zadeklarowałem atak na rekord świata w mojej kategorii 320,5, a w trzecim, ostatnim podejściu ustanowiłem rekord na poziomie 342,5. Dodam, że jest to również najlepszy wynik wyciśnięty w Polsce. Do tej pory było to 341 kg i zrobił to zawodnik ważący bagatela... 150 kg, i nikt się nie spodziewał, że ważąc 100 kg można podnieść więcej. Nie jestem szczególnie wielki. Mam zaledwie 175 cm wzrostu, 100 kg wagi i 48 w ramieniu.



 
- Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Robię podwójny, świąteczny numer "Kuriera Zblewskiego"... Co będzie u ciebie na stole wigilijnym? Czy siłacze mogą jeść jak zwykli ludzie, czy też muszą i w takich przypadkach dbać o to, co jedzą?
- Zbliżają się święta, więc z tej okazji chciałbym wszystkim znajomym, rodzinie, czytelnikom "Kuriera" i przyjaciołom złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych i wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku. Wigilię spędzam u szwagra i będzie tradycyjnie. W ten dzień niech wszyscy siłacze jedzą do oporu. Na pewno nie zaszkodzi. Dziękuję rodzinie za wsparcie w przygotowaniach.