Zbigniew Boniek na Dzień Dziadka: Największą radość sprawia mi uczenie sportu moje wnuki
sobota, 21 styczeń 2017


O najważniejszym hattricku swojego życia. O tym, jakim dziadkiem jest szef polskiej piłki i czy rozpieszcza swoje wnuki. Ale przede wszystkim o zbliżającym się Euro U-21 i finałach Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” porozmawialiśmy z Prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem.
Trzy gole Bońka w meczu z Belgią na Mundialu w Hiszpanii na zawsze zapisały się w historii polskiego futbolu. Ale to chyba nie był najważniejszy „hattrick” w Pana życiu. Obstawiam inny – Matteo, Giulię i Emme Caterinę.

- Mój najważniejszy rodzinny hattrick zdarzył się wcześniej… Myślę o trójce dzieci: Karolinie, Tomku i Kamili. A wnuki to już ,,zasługa” moich dzieci.

Przed Świętami Bożego Narodzenia wstawił pan na Twittera zdjęcie z najmłodszą wnuczką, nie pierwszy raz zresztą pokazując miłość, którą darzy Pan wnuki. Od razu posypały się komentarze, że jesteście jak dwie krople wody. Emma ma w sobie najwięcej z dziadka?

Nie. Emma jest bardzo podobna do swego ojca, czyli mojego syna.

Jakim dziadkiem jest szef polskiej piłki? Śledząc pana twitterowe konto można odnieść wrażenie, że działka dziadka Zbyszka to rozpieszczanie.


- Nie rozpieszczam ich wcale. Uwielbiam z nimi przebywać, uprawiać sport w ich towarzystwie. Największą radość sprawia mi uczenie ich sportu. I nieważne czy to będzie pływanie, golf, tenis czy piłka nożna. Od czasu do czasu daję się wnukom jednak ograć w Chińczyka…




Na pewno na Dzień Dziecka obsypuje Pan wnuki prezentami. Dzień Dziadka to okazja, żeby najmłodsi się zrewanżowali. O czym marzy prezes PZPN?

- Prawdziwy mężczyzna, czyli też dziadek, woli dawać prezenty niż czekać na nie.

Najstarszy z tego najmłodszego pokolenia, wnuk Matteo, ma już 12 lat. Będzie piłkarzem jak dziadek, czy tenisistą jak rodzice? Może już widzi inną ścieżkę dla siebie?

- Matteo gra w golfa, w tenisa, piłkę nożna. Piłkarzem raczej nie będzie, w golfa idzie mu bardzo dobrze. Futbol jednak pilnie śledzi, kibicuje Romie… Ale jak na razie w jego sportowym życiu dominuje golf.



Skoro już jesteśmy przy dzieciach, po wyborach w PZPN powiedział Pan „Przeglądowi Sportowemu”, że priorytet Bońka na drugą kadencję to szkolenie młodzieży, a konkretniej stawianie na ideę grassroots. Kiedyś powiedział pan, że Pana pokolenie, czyli brązowych medalistów mistrzostw świata, wyszkoliły „podwórko, trzepak i ulica”. To ważniejsze od treningów w klubie? Czy w dzisiejszych czasach to w ogóle możliwe, by podwórka były znów pełne dzieciaków?


- Świat się za bardzo zmienił. Boiska, trzepaki, ulica już nie kształtują piłkarskich talentów. Dziś są akademie, kluby dziecięce, szkolne i z tym musimy się pogodzić i w takiej rzeczywistość musimy się odnaleźć. Tamte zapomniane już ,,areny” uczyły charakteru, cwaniactwa, odporności na ból i cierpienie. A dziś nie możemy obrażać się na rzeczywistość. Jest jak jest.

W duchu hasła grassroots, czyli „Football is for everyone” organizowany jest turniej “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, największa taka impreza piłkarska w Europie. Co jest największą wartością tego turnieju?

- Każde dziecko biorące udział w takim turnieju może spełnić swoje marzenia, swoje sny i to w ciągu kilku miesięcy. Ze szkolnego boiska, Orlika do finału turnieju na Stadionie Narodowym. Tak wspaniałych emocji, takich przeżyć, nikt nie kupi w najlepszym sklepie.

Arek Milik, Piotrek Zieliński, Tomasz Kędziora czy Igor Łasicki. Wszyscy oni uczestniczyli w turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, a już za kilka miesięcy mogą wystąpić na Mistrzostwach Europy U-21. Jak dużo pomaga piłkarzom w karierze czysty talent, a ile praca nad umiejętnościami piłkarskimi poprzedzona zwyczajną aktywnością fizyczną, akcentowaną w podstawach tych rozgrywek?



- Talent, pasję czy coś w rodzaju powołania, musi mieć każdy w zawodzie, jaki wykonuje. Musi to być poparte wielką pracą, cierpliwością. A w sporcie według mnie najważniejsza jest głowa. Ona zarządzą ciałem, charakterem i umiejętnościami.

Emocji na pewno nie zabraknie. Tym bardziej, że niektórzy widzą podopiecznych Marcina Dorny w roli kandydatów do medalu. Czy dla Pana jest to możliwy scenariusz?

- Nie patrzę na to w ten sposób. Nie lubię wywierać na młodych piłkarzach presji ani stawiać im medalowych zadań. Niech grają jak potrafią najlepiej, niech cieszą się swoją grą, a sukcesy kiedyś same przyjdą…

W marcu 2015 r. ogłosiliście wprowadzenie Narodowego Modelu Gry, czyli pierwszego spójnego systemu szkolenia młodzieży w Polsce. Widać już pierwsze efekty, czy trzeba na nie jeszcze poczekać?

- Szkolenie dzieci i młodzieży to długa i często kręta droga. Najważniejsze, że ten zbiór zasad trenowania NMG usystematyzował szkolenie. Wiemy, jak to robić. Już robimy, ale na efekty naszych pomysłów i planów jeszcze musimy poczekać.

- Jakie są Pana marzenia, te bardziej prywatne, na rozpoczynający się rok 2017?

Moje marzenia, życzenia zawsze dotyczą zdrowia, bo resztę sobie wywalczymy, zapracujemy, zorganizujemy albo wytrenujemy…