www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 31 marzec 2020
 
 
Blog B. Kruszony. Sześć metrów do kultury Drukuj E-mail
czwartek, 29 lipiec 2010

Kilka słów wyjaśnienia co do sytuacji. Dwaj starogardzcy literaci Kruszona i Majewski podczas Dni Starogardu wystawili stoisko ze swoimi książkami. Było to jak na stolicę Kociewia śmiałe przedsięwzięcie - jedyne stoisko z książkami, na dodatek z własnymi. Do autorów podchodzili różni ludzie - pogapić się, pogadać, kupić jakiś tytuł z autografem. Przyszła też Telewizja Gdańska i zrobiła program. Co natomiast zaskakujące - wszystko przecież widzący prezydent Edmund Stachowicz, choć kilka razy w obchodzie rynku rzuciło go w pobliże wystawców, ani razu nie nawiązał z nimi kontaktu wzrokowego i w ogóle nie podszedł. Podobnie inni spece od kultury. Podobnie zdumiał autorów fotograf i towarzysz prezydenta Janusz Rokiciński.

6 m od kultury

Panie Bogdanie, co słychać. Nad czym teraz Pan pracuje?

Opracowuję unikalny na cały świat autorski kociewski algorytm, który pomoże wyliczyć ile komu brakuje do kultury na Kociewiu.

Nie rozumiem. W jakich jednostkach to będzie wyrażane?

W jednostkach metrycznych.

Nie rozumiem w dalszym ciągu.

To proste. Za podstawę układania wzoru matematycznego przyjmuję najmniejszą odległość, jaka dzieliła przedstawicieli starogardzkiej władzy od jedynego stoiska starogardzkich pisarzy z książkami w czasie Dni Starogardu. Muszę zaznaczyć, że Pan też wystawiał swoje książki na tym stoisku. Pana obecność z książkami na każdej wystawie wnosi wartość którą przyjmuję jako pewną stałą, podobną do prędkości światła wyrażoną w jednostce C silnia /C! /.

Proszę jaśniej.

Drugą stałą tego algorytmu /wzoru/ określa najbliższa odległość stopy prezydenta miasta Edmunda Stachowicza od naszego stoiska z książkami, która wynosiła 6m i 28 cm oznaczona literą /E/.

Jak Pan do tego doszedł?

Stachowicz przechodził koło stoiska kilka razy. Zaznaczałem wzrokiem miejsca i gdy prezydent znikał za węgłem, calówką mierzyłem odległość do naszego parasola dwukrotnie. Raz od czuba prezydenckiego buta drugi raz od pięty. Odległość dzieliłem przez dwa, by obliczyć przybliżoną średnią. Wynosiła stale 6m i 28cm. To znaczy, że prezydent krążył dookoła rynku po swoich uprzednio zaznaczonych śladach.

I co to znaczy, że Prezydent nie podszedł do stoiska i nie zainteresował się książkami starogardzkich twórców?

Nie! Trzykrotnie zatrzymywał się przed stoiskiem Koła Gospodyń Wiejskich z chlebem ze smalcem.

Może był głodny? Zostawmy to. Proszę dalej wyjaśnić, o co chodzi z tym wzorem do obliczania wartości kulturalnego wnętrza przedstawicieli władzy w Starogardzie.

Wprowadzam nowe wartości do wzoru. Odległość od stoiska z książkami kierowniczki wydziału kultury i oświaty w Urzędzie Miasta Pani Urszuli Domachowskiej wymierzyłem na 42m. Bo tyle wynosiła odległość sceny koncertowej i ławek, na których siedzieli dostojni goście z wiceprezydentem Starogardu od kultury Henrykiem Wojciechowskim na czele. Przyjmuję tę wartość jako stałą /D./ Zerowe zainteresowanie stoiskiem z książkami redaktorów starogardzkich gazet określam jako dwie stałe domyślne /E/ i /K/ równo warte liczbie 1.

I co z tego wyszło?

Wprowadzam te wartości jako iloczyn w liczniku oraz Pana obecność w starogardzkiej kulturze wyrażoną stałą /C!/ i podzieliłem przez 2, bo jest nas dwóch. Co stanowi wzór na odległość starogardzkiej kultury od innych punktów odniesienia.

                                                E. D. E. K

Starogardzka Kultura   = -------------------- x C!

                                                      2


Podstawiając do wzoru dane metryczne otrzymałem wartość 39.249.000 km, co czyta się 39 milionówdwieścieczterdzieścidziewięćtysięcy kilometrów, czyli jedna piąta odległości Ziemi od Słońca.

No dobrze, a co z tymi innymi miastami? Jak to wypada w porównaniu z innymi odbiorcami kultury?

Już mówię, ekipa TV z Gdańska, której Pan i ja udzielaliśmy wywiadu, pokonała 50 km i na okrągło pokazywała nas przez cały tydzień w reportażu z Dni Starogardu. By zamieścić wywiad ze mną w Gazecie Olsztyńskiej o moich książkach, redaktor Marek Barański przyjechał do Starogardu z Olsztyna, pokonując odległość 300 km. Podobną odległość był gotów pokonać dyrektor Muzeum K.I.Gałczyńskiego w Leśniczówce Pranie. By zaprosić mnie na wystawę i Targi Książek organizowanych przez bibliotekę w Kościerzynie, dla Pani dyr. biblioteki miejskiej 50km nie było przeszkodą.

Jak zwykle nie zawiodły autentyczne starogardzkie autorytety kultury i znawcy książek. Książki zainteresowały prof. Ryszarda Szwocha z I LO, miłośnika książek Pana Kalkowskiego. Pani profesor Pająkowska /autorytet najwyższej rangi gwary kociewskiej/ podeszła do stoiska i kupiła dwie książki, to znaczy, że od stoiska dzieliła Ją odległość 30 cm, podobnie jak starostę Leszka Burczyka i przewodniczącego Rady Miasta Piotra Cychnerskiego. Poseł Jan Kulas kupił dwie książki, a poseł Sławomir Neumann nie mógł być osobiście, ale przysłał gratulacje i w liście wyraził zadowolenie z nowych książek o mieszkańcach Starogardu mających wartość dokumentów.

Pan jako przedstawiciel nauk ścisłych, twórca unikalnego wzoru mierzącego kulturę w naszym mieście, ma na pewno wynikające z tego wzoru jakieś wnioski.

Oczywiście.

Wniosek pierwszy:

odległość starogardzkich władz miasta do kultury jest większa niż odległość Ziemi do Księżyca około sto razy.

Wniosek drugi:

odległość tę na głowę biją dyrektorzy SCK i Biblioteki Miejskiej, ponieważ od stoiska z książkami nie sposób było znaleźć punktu odniesienia dla tych panów. Zatem tu mogę tylko przypuszczać szacunkowo, że według mojego algorytmu byłaby to odległość równa odległości Ziemi od gwiazdy Alfa Centauri /najbliższej gwiazdy od Ziemi widocznej na sklepieniu niebieskim poza Słońcem/.

Wniosek trzeci: powstała nowa jednostka kultury na Kociewiu w skrócie Pół E.D.K.A

A czy jest jakiś swoisty rekord?

Tak. Na głowę pobił go redaktor Janusz Rokiciński z "Gazety Kociewskiej", który plecami i krokiem rozstawnym przechodził koło stoiska z książkami kilkanaście razy. Nic nie widział, ponieważ napił się herbaty z pokrzyw/ nowy kociewski specjał/ i szczypały Go oczy. Potem w przypływie chwili napisał sobie artykuł o moich książkach, z którym się natychmiast nie zgodził i nie zamieścił go w tak poczytnej "GK". Jego odległość od kultury według mojego wzoru określam jako plus nieskończoną.

Jak szwajcarski zegarek wrócił do Gałczyńskiego (ze Starogardu), Gazeta Olsztyńska, PDF

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!