www.mamboteam.com
 
Strona główna
poniedziałek, 06 kwiecień 2020
 
 
CZARNA WODA. Podsumowanie biesiady literackiej Drukuj E-mail
środa, 27 wrzesień 2006
Rok prozy (tytuł prasowy - magazyn Kociewiak, piątkowy dodatek do Dziennika Bałtyckiego

Ja co roku na biesiadę literacką do Czarnej Wody zjechały osoby zainteresowane słowem pisanym. Organizatorem był Urząd Miasta, a gospodarzem oczywiście Andrzej Grzyb, literat i regionalista z tego miasteczka.
Tegoroczne hasło biesiady - „Współczesność literacka Kociewia”. Tegoroczne tematy referatów? Przede wszystkim o prozie. Nic dziwnego, 2006 to był dla kociewskiej prozy dobry rok.

 

 

Trzy referaty wygłosił prof. dra hab. Tadeusz Linkner. Dotyczyły dzieł Romana Landowskiego, Andrzeja Grzyba i Tadeusza Majewskiego.

Utwór ciągle aktualny
Pierwszy, pt. „Cierpki smak rajskiego jabłka”, dotyczył ostatnio wydanej powieści Romana Landowskiego, pisarza z Tczewa (1950 – 2002), rodem ze Świecia (ur. 1937), mieszkającego od kilku lat w Czarnej Wodzie.
„Cierpki smak...” to czwarta powieść Landowskiego.
- Rozpoczyna się niczym kryminał czy raczej jako powieść przygodowa - mówił o niej prof. Linknera. - Z romansu wyłania się utwór nasycony treściami historycznymi, dotyczącymi m.in. działalności Gryfa Pomorskiego i grudnia 1970. Utwór jest wieloznaczny i ciągle aktualny (książka powstała w 1980 r., ale na jej druk nie zgodziła się cenzura), z umiejętnie skonstruowanymi wątkami: miłosnym, historycznym i politycznym, i to wedle doskonale wyważonych proporcji.

Saga SMS-owych czasów?
Drugi referat profesora, pt. „Kociewska biografia Jana Konrada wedle obecnego czasu opowiedziana”, dotyczył powieści A. Grzyba pt. „Jan Konrad”. Linkner przypomniał, że Grzyb, znany jako poeta, już od pewnego czasu szedł w stronę prozy (opowiadania „Ścieżka przez las. Czarna krew", wyróżnione w 2003 r., w 2004 tomik prozatorskich impresji pt. „Niecodziennik pomorski"). Dlatego powieść „Jan Konrad", dopełniona podtytułem „Siedem żywotów i prawdziwa śmierć", nie mogła zaskoczyć.
Książka opowiada o rodzimym Kociewiu pisarzay. Podtytuł wskazuje na sagę, choć zdecydowanie przeczy temu niecałe 200 stron. Linkner dokonał wszechstronnej analizy dzieła, wysupłując z niej mnóstwo rozmaitych motywów i znajdując sporo podobieństw do innych dzieł (kulinaria barwnie opisane jak w „Panu Tadeuszu”).
“Jan Konrad” to opowieśc o stu latach, więc wiele tu interesujących postaci, zakodowanych w dziecięcej pamięci Jana Konrada – bohatera książki. Weźmy takiego wuja „Diachła", Jósia czy babcię Józefkę. Albo wiejskiego listonosza czy szmaciarza. Są tu też barwnie opisane wiejskie rozrywki, zabawy i obyczaje - np. gęsiobicie na św. Marcina czy odpust w Łęgu.
Czy mamy więc kociewskie “Sto lat samotności”? Kociewską sagę? I tak, i nie. Dzieło jest nieobszerne, “fragmentaryczne”, z czego - zacytujmy profesora - autor wytłumaczył się w „Posłowiu", ale prawdziwie. Bo „opowieść" ta, jak nazywa Andrzej Grzyb ten utwór, rzeczywiście i jak najbardziej realnie opowiada „życie na pograniczu lasów i pól, na pograniczu czasów i regionów, języków i obyczajów", a jest w moim przekonaniu dlatego tak fragmentaryczna, że w obecnej epoce szalejących komórek i SMS-ów w inny sposób nie udałoby się jej napisać. Jest więc to mimowolna saga swego czasu, obecnego zwariowanego czasu, w której to jednym lub kilkoma słowami wypowiada się niczym w SMS-ie naraz kilka zdań.



Ponad 300 stron bez znużenia
W referacie pt. „Pejzaże, klimaty i tematy” profesor szeroko omówił „Przeplotnię” Tadeusza Majewskiego – wybór jego tekstów z ostatnich kilkunastu lat. - Przeplotnia jest rzeczywiście godna lektury – mówił Linkner. - Najpierw zaczytała się w niej bliska mi osoba i dotąd nie oderwała od jej kart wzroku, aż jej nie skończyła.
I potem: - Co spisałem na marginesach podczas lektury tej interesującej książki, która z dziennikarskim notatnikiem ma wiele wspólnego, ale przy tym jej autorem jest mistrz słowa, znający się na sztuce, kulturze i kociewskim folklorze, i artysta nie tylko literackiej impresji, ale także rodzinnej sagi, co zdradza nam nie tylko pierwszy tekst. Jak bowiem już powiedziałem, czyta się to wszystko, a jest tego przecież ponad 300 stron, bez jakiegokolwiek znużenia. I z Majewskiego „Przeplotni” można doskonale uczyć się o Kociewiu i jego znanych ludziach (proszę tylko broń Boże nie mylić z VIP-ami!).

Pomnik wielu ludzi
W dyskusji głos na temat „Jana Konrada” zabrał prof. dr hab. Józef Bachórz. Referat, „Ballady, dumy i wesołe frantówki”, wygłosił też Roman Landowski. Dotyczył literackości tekstów kociewskich pieśni ludowych. Natomiast o “Słowniku biograficznym Kociewia” (t. I) Ryszarda Szwocha referat wygłosił Grzgorz Petka (który – na marginesie – podczas tego spotkania wręczył poecie Janowi Majewskiemu pracę magisterską na jego temat). Dzieło Szwocha, w pierwszym tomie mieszczące 170 haseł, powstało z chęci utrwalenia wysiłku i dokonań ludzi regionu, gdyż tylko nieliczni wystawiają sobie pomniki, natomiast całe pokolenia przemijają i giną w otchłani wieków.
- Autor uważa, że jego praca polegająca na kompletowaniu biografii ma sens, bo ocala pamięć o ludziach i ich życiu, daje nadzieję, że człowiek “nie wszystek umrze”, a dla przyszłych pokoleń będzie bogatym źródłem wiedzy historycznej.
“Słownik biograficzny Kociewia” to pierwsza pokaźna prezentacja sylwetek związanych z regionem Pomorza Nadwiślańskiego. Celem było zgromadzenie nazwisk związanych w różny sposób z Kociewiem”. Autor wykonał ogromną, wręcz mozolną pracę przy zbieraniu notatek z życia zamieszczonych osób. Dotarł do wielu źródeł, co poświadcza bibligrafia pod każdym hasłem. Kompletowanie haseł trwało blisko 30 lat. Teraz należy czekać na kolejne tomy, bo jak napisał autor we wstępie: “przemijają pokolenia, blakną twarze z portretów, płowieją w naszej pamięci nawet najwięksi luminarze swojej epoki. Cóż dopiero tamci w otchłani wieków, dla których nie stało miejsca w podręcznikach, a śmierć wykosiła nawet ich groby”.
- Słownik budzi poczucie dumy narodowej i regionalnej, inspiruje do wysiłku, aktywności, pracy dla dobra innych ludzi – podsumował Petka.



Żeby wiedziano o nas
Po cześci “naukowej” goście zeszli pietro niżej, gdzie mogli pokrzepić się fizycznie i swobodnie porozmawiać. Jak zwykle świetnie rolę gospodarza pełnił Andrzej Grzyb, który stojąc za barkiem z wielkim znawstwem mówił m.in. o kociewskich nalewkach. A nam powiedział kilka zdań na temat roli samej biesiady, która na Kociewiu nie ma niestety równych sobie imprez w kategorii – tak to powiedzmy – naszej wysokiej kultury.
- Ja wiem, że nie należy zadzierać nosa do góry, że powinienem znać swoje słabości mieć dystans do samego siebie, pamiętać o pokorze, ale uważam, że biesiady literackie to ważne wydarzenie kulturalne nie tylko dla Kociewia. Na bieżąco pokazujemy dorobek literacki Kociewia, ale i etnograficzny, historyczny i nawet publicystyczny. I one jak gdyby porządkują myślenie o tym, co się dokonało lub się dokonuje, powodują powstawanie pierwszych ocen i propagują to, co jest najwartościowsze, najcenniejsze z dawnego i bieżącego dorobku. To, że zapraszamy krytyków literackicjh i profesorów uniwersyteckich, powoduje też, że oni sami w swoim dorobku nie mogą już pominąć tego, co dzieje się na Kociewiu. Jeśli chcemy, żeby wiedziano o naszym regionie w kraju, żeby nasza kultura się rozwijała, to nie możemy liczyć na innych (choć pomoc innych jest tutaj jak najmilej widziana), ale musimy sami na co dzień pracować. Patrząc na bieżące dokonanie twórców literatury próbujemy ich spopularyzować, pamiętając o tym, że współcześnie czyta nas grupa, która musi, czyli uczniowie i studenci, potem, gdzieś między 25. a 60. rokiem życia, jest przerwa, a potem czytają sporo emeryci. Proszę zauważyć, że jest to problem dla funkcjnowania współczesnej literatury, ale i kultury w ogóle. Może warto się zastanowić, jak to zmienić, żeby między 25. a 60. rokiem życia podstawową literatura nie były SMS-y, umowy i rachunki.
Wychodzienie ze swoją kulturą na zewnątrz według Grzyba jest bardzo ważne, tym bardziej, że ta wielka narodowa kultura to przecież nic innego, jak składowa kultura małych ojczyzn.
- Pytałem na początku biesiady, czy istnieje tak zwana literatura małych ojczyzn; pytałem o kryteria, według których tak się to, co się dzieje w regionach, określa. Być może bedzie to temat następnej biesiady. Ciekawy temat, bo czyż nie jest tak, że to co się dzieje na Kociewiu, na Kaszubach, na Śląsku, w Krakowie, w Warszawie, w gruncie rzeczy nie jest całością? Przecież z literatur regionalnych składa się literatura polska. Profesor Bachórz, jakby włączając się do dyskusji, stwierdził, że “Pan Tadeusz” Mickiewicza jest takim przykładem literatury regionalnej, która okazała się arcydziełem narodowym.
Dorota Skolimowska

Uwaga: Referaty w całości zamieszczamy na stronie dalej, referat o Przeplotni na stronie pt. Przeplotnia. Omówienia

Zdjęcia
1. Profesor Linkner - naukowiec z Uniwersytetu Gdańskiego uważnie śledzi dzieła powstające na Pomorzu. Na zdjęciu wygłasza referat na biesiadzie w Czarnej Wodzie.

2. Do Czarnej Wody raz w roku zjeżdżają na biesiadę osoby zainteresowane słowem pisanym. Wśró nich poeci jak ks. Kamecki czy naukowcy, jak prof. Maria Pająkowska - Kensik.

3.Grzegorz Petka po wygłoszeniu referatu na temat "Słownika biograficznego Kociewia" czeka na autograf Ryszarda Szwocha.

4. Andrzej Grzyb - literat, znawca literatury, regionu i regionalnych... nalewek.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!