www.mamboteam.com
 
Strona główna
niedziela, 12 lipiec 2020
 
 
WIKTORIA ILA - MŁODZI-STG. , Podróż, Inna planeta Drukuj E-mail
niedziela, 07 październik 2012
Z biegiem czasu nic się nie zmienia. Czas nie leczy ran, przyzwyczaja nas do bólu i przypomina nam o przeszłości, którą mogliśmy zmienić jak i naprawić, wszystkie złe momenty i dobre. Nagle od oczu napływają nam łzy. Tęsknimy i jedyne czego pragniemy to to, by odzyskać dawne chwile za wszelką cenę, niezależnie od konsekwencji. Czasem, jeśli bardzo tego chcemy, przeszłość wraca, nie zawsze w tej samej postaci, ale wraca. Możemy mieć tylko nadzieję, a nadzieja to już jakiś krok w tę stronę...


























Chłodny, listopadowy dzień nie zwiastował niczego złego, lecz było i już zawsze będzie. Wiktoria nie mogła otrząsnąć się po utracie najbliższej jej serca osobie. Otwarta rana, która jest z dnia na dzień rozdrapywana. Gdziekolwiek idzie, tam widzi jego obecność, pomimo że minęły ponad dwa lata od kiedy żywiła go tym mocnym, nieodwracalnym uczuciem. W przybliżeniu 30 miesięcy, 128 tygodni i 906 dni. Tak to strasznie długo, a oprócz tego dzieliło ich ponad tysiące kilometrów. To nie było zwykłe zauroczenie czy miłość. Wiele zniosła, więc postanowiła go odnaleźć. Zbierała pieniądze przez okrągły rok i to wystarczyło, żeby zebrać odpowiednią sumę na najważniejsze potrzeby typu spanie, jedzenie czy transport. Miała zaledwie siedemnaście lat i ukończyła tylko gimnazjum. (...) Taa, to moja historia. Czytasz to i pewnie sądzisz, że jestem kimś lekkomyślnym, kto stawia wszystko na jedną kartę, całkiem możliwe, ale dzisiaj nie żałuję.

(....)
- Przecież takie poszukiwania zajmują wiele miesięcy, może nawet kilka lat! - odezwała się moja przyjaciółka. Nie wiedziałam, co miałam jej odpowiedzieć, wszystko już miałam obmyślone i żadne słowa czy czyny nie zmienią mojej decyzji. Wzruszyłam tylko ramionami, a ona drążyła temat dalej.
- A papiery?
- Podrobię.
- A jeśli...
Przerwałam jej w pół zdania. Nie mogłam sobie pozwolić na takie myśli.
- Och, przestań się zamartwiać. Pamiętaj, żeby nie wspominać nawet nieświadomie o tym komukolwiek, a jeśli ktoś spyta, gdzie jestem, to musiałam wyjechać w celach rodzinnych.|
- Pisz czasem.
- Przecież wrócę.
- Na pewno?- spojrzała na mnie poważnie. Szczerze mówiąc nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, więc tylko ją przytuliłam do siebie i odeszłam w drugą stronę. (...)

Rodziców nie było w domu, więc wzięłam walizkę z rzeczami zapakowanymi od tygodni, legitymację oraz potrzebne pieniądze, nawet pomyślałam o zostawieniu listu rodzicom, aby się o mnie nie martwili. W tej chwili leżał w szafce biurka. Pogłaskałam mojego pupila, następnie wyrzuciłam kartę sim, a telefon zostawiłam na biurku, nie był mi już potrzebny w żadnym celu. Wyszłam z domu nie oglądając się za siebie i pośpiesznym krokiem kierowałam się na przystanek. Szłam w miarę szybkim tempie, więc droga nie była wcale długa. Po piętnastu minutach wkładałam walizkę do bagażnika busa. Miałam lekkiego pietra, ale teraz nie było odwrotu. Kupiłam bilet u kierowcy i zajęłam pierwsze wolne miejsce, jakie dostrzegłam.

-Cześć- odezwała się dziewczyna, która usiadła obok mnie.
- No cześć- opowiedziałam jej tym samym, lekko się uśmiechając. Ona wyciągnęła rękę w moją stronę w geście przywitania, więc uścisnęłam ją. Nie przedstawiła mi się pierwsza, więc ja to zrobiłam.
- Jestem Wiktoria, a ty?
Dziewczyna wbiła wzrok w ziemię jakby się nad czymś zastanawiała, spojrzała na mnie i odpowiedziała:
- Miło mi, ja jestem Milena.|
Przyjrzałam się jej dokładnie. Miała czarny odcień włosów, ale z rysów twarzy była całkiem podobna do Magdy. Uznałam, że mam po prostu jakieś urojenia i postanowiłam rozpocząć rozmowę.
-Dokąd jedziesz?
-Na drugi koniec Polski zasadniczo, a ty?
- Ja tak samo.

Przegadałyśmy całą drogę trwającą około dziewięciu godzin. Cały stres, który mnie dopadł, całkowicie zniknął, dlatego że nie byłam sama. Moja nowa koleżanka również jechała do tej samej miejscowości co ja.

( ...) W końcu nadszedł koniec naszej trasy, więc zabrałyśmy nasze walizki z bagażnika i przy najbliższym sklepie stanęłyśmy próbując rozeznać się w okolicy.
- Powoli się ściemnia, więc dokąd pójdziemy? - spytała Milena nadal nerwowo się rozglądając.
-Do hotelu ,,STAAT''?
- A co to za hotel?
- Uhm.. no pięciogwiazdkowy.
Przewróciłam oczami, bo co jej niby miałam powiedzieć?!
- Nie o to mi chodzi. Myślałam, że teraz pójdziesz do swojej babci - popatrzyła na mnie ze sceptyczną miną.
- Pewnie już śpi, nie chcę jej budzić. Wiesz jak reagują ludzie w podeszłym wieku na takie sytuacje - powiedziałam wymijająco, machnęłam ręką dostrzegając w pobliżu taksówkę. Pociągnęłam ją za ramię i pobiegłyśmy w kierunku taksówki. Licząc od momentu kiedy wsiadłyśmy do taksówki do momentu kiedy z niej wysiadłyśmy, minęło pół godziny. Zaniesiono nasze bagaże na górę, zameldowałyśmy się w recepcji i poszłyśmy na górę z kluczami w ręku. Od razu wzięłam pamiętnik i zaczęłam opisywać cały dzisiejszy dzień. Ze smutkiem przewertowałam go patrząc na poprzednie wpisy, a łza nieświadomie spłynęła mi po policzku. Lena spojrzała na mnie ze zdziwieniem, więc pośpiesznie ją otarłam i po części skłamałam po raz kolejny.
-Mam alergię na kurz, chyba nie odkurzyli tego dywanu-
Spojrzała na mnie, potem na dywan i przeczesała go wierzchem dłoni. Po chwili pokręciła głową.
|- Rzeczywiście. Zamieńmy się łóżkami, obok mojego nie ma dywanu – powiedziała, po czym wskazała ręką swoje łóżko. W odpowiedzi kiwnęłam głową i odłożyłam pamiętnik z powrotem do walizki. Położyłam się na wskazanym wcześniej łóżku. Myśli w mojej głowie były nie do zniesienia. Pierwszą myślą było to, że go nie odnajdę, że ryzykowałam na darmo. Druga myśl była poważniejsza niż pierwsza, bo musiałam wymyślać różne kłamstewka mojej towarzyszce. Gdyby odkryła prawdę lub powiedziałabym Lenie, to uznałaby mnie za wariatkę. W gruncie rzeczy zastanawiałam się, czy się nią już nie stałam. Nie wiem ile upłynęło czasu, kiedy sobie tak leżałam nie odzywając się do Mileny, ale w którymś momencie moich rozmyśleń zasnęłam.

(...) Minęły dwa tygodnie. Milena codziennie wypytywała mnie, czemu nie pojadę do swojej babci. Powiedziałam jej, że babcia wyjechała do cioci na Mazury, bo jest ciężko chora. Wiedziałam, że nie do końca mi wierzy, sama bym w takie coś nie uwierzyła, ale ona nie zadawała pytań chyba dlatego, że dla mnie było dziwne to, że cały czas mi towarzyszyła. Kiedy pytałam ją w jakim celu tu przyjechała, to powiedziała, że tylko chciała zwiedzić miasto. Tak samo dziwne jak moja wymyślona historia. Odkąd tu jesteśmy co dzień chodzimy do kawiarni, centrów handlowych i parków. Jak można się domyślić, poszukiwania nadal stoją w tym samym, martwym punkcie. Wpadłam na pewien pomysł, kiedy we wtorek rano siedziałyśmy w kawiarni przy kubku late.

- Pójdźmy do liceum- powiedziałam, kiedy wyszłyśmy z kawiarni.
- Po co?- spytała Lena, choć nie była aż tak zdziwiona. Tak jakby coś przeczuwała i bała się tego.
- Do liceum chodzi moja kuzynka. Ona pewnie wie, co dzieje się z babcią.|
- Przecież powiedziała ci, gdzie jest i po co.
- No tak,ale myślę, że kłamie. Słyszałam to w jej głosie.|
- Dobra, a do którego liceum chodzi?- spytała z założonymi rękoma.
Cały czas wydawało mi się, że ona coś wie, lecz mogłam się mylić często miałam dziwne urojenia i podejrzenia względem ludzi.
- Uhm, nie wiem.
- Jak to nie wiesz?
- Ona się przepisała do innego liceum, bo był za niski poziom jak dla niej - mówiłam to wszystko przez zaciśnięte zęby z głową spuszczoną w dół, bo bałam się że wybuchnę i powiem jej prawdę. Obiecałam przed samą sobą, że jeśli go spotkam, jeśli mój cały plan wypali to powiem jej prawdę.

(...) Dziewczyna nie odzywała się dłuższą chwilę, jakby rozważała kwestię pójścia do liceum. Po chwili spojrzała na mnie, uśmiechnęła się lekko i odwróciła do mnie plecami. Zauważyła jakiegoś chłopaka wchodzącego do kawiarni.
- Przepraszam. Wiesz może gdzie tu jest najbliższe liceum? - spytała chłopaka.
Uśmiechnęłam się do niej. Dobrze, że mi pomoże. Poradziłabym sobie sama, ale we dwójkę zawsze pójdzie szybciej. Przechodzień pokazał nam, w jakie strony mamy się kolejno kierować. Kiedy po około dwudziestu minutach dotarłyśmy, właśnie zabrzmiał dzwonek na lekcje. Weszłyśmy do budynku.
- Wiesz, ja tu zaczekam, muszę zadzwonić - powiedziała Milena, a ja pokiwałam głową i poszłam schodami na górę. Chwilę błądziłam po korytarzach, zanim znalazłam główny plan lekcji wszystkich klas przy sekretariacie. Przypomniałam sobie, że Ola jest ode mnie o rok starsza, więc jest w pierwszej klasie. Sprawdziłam wszystkie plany lekcji klas pierwszych. Była godzina 11:05 i miałam do sprawdzenia sale z numerami 4,5,13,10,9 i 20. Powtórzyłam w pamięci kilka razy te liczby, żeby dobrze je zapamiętać. Sala z numerem cztery była akurat przy sekretariacie. Kiedy przeczytałam napis na drzwiach FIZYKA, od razu zrobiło mi się słabo, jak ja nie lubiłam tego przedmiotu. Zapukałam do sali i otworzyłam drzwi naciskając klamkę.
- Dzień dobry. Mogę prosić Aleksandrę? - zwróciłam się do nauczyciela, ale ten pokiwał głową i powiedział
- Tutaj nie ma żadnej Aleksandry..
- Dziękuje i przepraszam.

Wyszłam z sali i odetchnęłam głęboko. Tak było w przypadku pozostałych pięciu sal. Wychodziłam właśnie z ostatniej sali, kiedy ktoś przede mną otworzył drzwi i upadłam z hukiem na ziemię, zakręciło mi się w głowie. Dopiero po chwili zauważyłam, że stoi nade mną wysoki brunet. Trzymał niedbale ręce w kieszeni.
- Mógłbyś trochę uważać - wykrzyczałam łapiąc się za głowę. Kiedy skończyłam mówić, chłopak wyciągnął do mnie rękę, chwyciłam ją i wstałam.
- Przepraszam.
- Dobra w porządku - machnęłam ręką i szłam w kierunku schodów prowadzących na dolny hol.
Chwilę potem chłopak znalazł się na równym stopniu schodów ze mną.
- Nie widziałem cię tu przedtem.
Usłyszawszy ten komentarz nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam, by ktokolwiek się o tym dowiedział, więc tylko odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w drugą stronę zrezygnowana. Za plecami usłyszałam tylko jego cichą uwagę:
- Szukasz Kuby zapewne.|
Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę. Zaczerwieniłam się lekko na twarzy, ale próbowałam mimo wszystko udawać obojętność.
- Nie. Szukam Oli. Mojej kuzynki.
Patrzałam na niego z pełną determinacją jakby od tego miało zależeć moje życie.
- Czy aby na pewno to twoja kuzynka? - mówiąc to chłopak spojrzał na mnie łobuzersko. Zadałam sobie w myślach pytanie „czy on coś wie i jeśli tak, to skąd i od kogo?''. Nic nie odpowiedziałam na jego ,,nic nie znaczącą '' uwagę i wtedy pojawiła się Milena.
- O, tutaj jesteś.- mówiąc to nie patrzyła wcale na mnie, tylko uważnie lustrowała chłopaka, który rozmawiał przedtem ze mną. Ta cała sytuacja wydawała mi się jakaś dziwna, tak jakby oni znali się wcześniej.
- Jestem Mateusz - wydukał chłopak znienacka.
- Wiktoria -| odpowiedziałam, chociaż nie wiem, czy dosłyszał, bo już w tym momencie wchodził do sali. Przeniosłam wzrok z niego na Lenę.
- Znasz Mateusza?
- Nie -odpowiedziała szybko patrząc w bok. Milena jakby przeczuwała, że zaraz zasypię ją gradem pytań. Tak czy inaczej pośpiesznie dorzuciła, żebyśmy poszły do kolejnego liceum. Byłyśmy w dwóch, niestety bez żadnych rezultatów, więc Milena zaoferowała, byśmy wybrały się na jakieś zakupy, więc poszłyśmy do naszych ulubionych sklepów. Spędziłyśmy na mieście ze dwie godziny. Obkupiłyśmy się i poszłyśmy coś zjeść. Pod wieczór wróciłyśmy do hotelu. Kiedy przeglądałam na łóżku zakupione rzeczy, sprawdziłam jeszcze stan mojego portfela. Znajdowało się tam mało pieniędzy, więc tylko westchnęłam ciężko i złożyłam rzeczy ,,w kostkę '' do walizki.

- Coś się stało? - spytała moja koleżanka, patrząc na mnie kątem oka, bo szykowała się właśnie do spania.
- Nic w sumie, będę musiała poszukać jakiejś pracy - odpowiedziałam wzruszając lekko ramionami i jednocześnie pokazując jej środek zawartości swojego portfela. Ona tylko kiwnęła głową i wchodząc do łazienki powiedziała:
- No to poszukamy razem jakiejś pracy jutro z rana.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, kiedy znikała wewnątrz łazienki. Opisałam kolejny dzień w swoim pamiętniku. Wyczerpywały mnie psychicznie i fizycznie te poszukiwania, ale wiedziałam, że warto i miałam osobę, która mnie nieświadomie we wszystkim wspierała. Nie wiedząc kiedy zasnęłam na łóżku z otwartym pamiętnikiem, a kiedy obudziłam się, była 7 rano. Przetarłam oczy, zamknęłam pamiętnik i poszłam umyć się i ubrać do łazienki. Kiedy wyszłam, Milena jeszcze spała, nie chciałam jej obudzić, więc wyszłam się przejść. Myślałam, że wyniosę cokolwiek z tego spaceru, że najdzie mnie jakiś inspirujący pomysł lub jakaś motywacja. KOMPLETNA PUSTKA. Wróciłam po dwóch godzinach do hotelu. Moja towarzyszka już nie spała, a nawet więcej. Była ubrana i gotowa do wyjścia, więc bez żadnych zbędnych pytań wyszłyśmy z hotelu prosto do kafejki internetowej.

- Interesujesz się koszykówką prawda? - spytała mnie Milena. Tylko kiwnęłam głową. Już miałam wpisywać w wyszukiwarkę ,,GOOGLE'' oferty prac, kiedy ona wskazała palcem na ekran. Widniał na nim ogromny napis ,,POSZUKUJEMY SĘDZIEGO KOSZYKÓWKI'' i obok numer telefonu. Skorzystałam z jej telefonu i zadzwoniłam. Opowiedziałam im, że uczęszczałam do klasy sportowej i że grałam w lidze, więc miałam chodzić na kursy, które będą trwały trzy miesiące. Jeśli dobrze mi pójdą, to mnie przyjmą. Nie rozważałam żadnej innej opcji, żeby mnie nie przyjęli, wiedziałam, że mnie przyjmą. Byłam tego pewna jak nigdy niczego innego w swoim życiu. ( .. )

,,Kochany pamiętniku, właśnie minęły trzy równe miesiące. UDAŁO MI SIĘ!! Dzisiaj mam sędziować na moim pierwszym meczu. Trochę się denerwuje, ale wiem że dam radę, wiesz co ułatwiłoby mi całe te poszukiwania? Gdyby Kacper nadal grał w kosza, a przez to że go wywalili, nie mam pewności, czy będzie siedział chociażby nawet na trybunach, czy będziemy się mijali po prostu na ulicy jak gdyby nigdy nic' . Taki był mój dzisiejszy wpis. Tak w końcu minęły te nieszczęsne trzy miesiące. Zamknęłam pamiętnik, a Milena podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Zauważyłam, że ukradkiem spływają jej łzy po policzkach, ale starła je szybkim ruchem pięści.

- Dasz radę, wszystko się ułoży. Niestety nie mogę iść z tobą, ale będę trzymać kciuki. Może tam znajdziesz wszystkie odpowiedzi, których szukasz.
Byłam zdumiona tym co powiedziała, ale nie było czasu na pytania, bo bym się spóźniła. Podziękowałam jej za wszystko i wyszłam w biegu. Po dwudziestu minutach szybkiego marszu dotarłam na halę. Przywitałam się z trenerami obu drużyn, sędziami siedzącymi przy stoliku i spojrzałam tylko na jeden z protokołów. Wywnioskowałam, że grają następujące drużyny MKS LUBIN VS WKS WROCŁAW. Mecz zaczynał się za dobre pół godziny. Wszyscy zawodnicy byli, a trybuny były nawet zapełnione. W tłumie dostrzegłam Mateusza stojącego przy trybunach. Podeszłam z bliżej z samej ciekawości czy ma kogoś. Rozmawiał z OLĄ. Byłam tego pewna. Widziałam ją raz na zdjęciu i nigdy bym nie pomyliła, bowiem miałam fotograficzną pamięć. Podeszłam do nich.
- Cześć Mateusz. Cześć Ola - zwróciłam się do nich bezpośrednio.|
Spojrzeli na siebie, a potem na mnie.
- Po co tak długo ukrywaliście prawdę?
Dalej mówiłam bardziej stanowczym, podniesionym głosem.
-To było dla twojego dobra - odezwał się skruszony Mateusz nie patrząc mi w oczy.
- Nie, nie chcieliście. Jeśli byłoby to prawdą, dopuścilibyście do naszego spotkania, jednak woleliście wszystko zataić, więc pytam, czy on tu jest?|
|-Nie ma. Nie znajdziesz go!- wykrzyczała zdenerwowana Ola.
- Ola.. - zaczęłam spokojnym tonem głosu - Ola wiem, że go kochałaś może i nadal kochasz... Nasz kontakt się urwał przez coś takiego i żałuję.
Nadal się nie odzywała, więc przeniosłam wzrok na Mateusza.
- Idź do tego liceum, gdzie się spotkaliśmy pierwszy raz. Jest za szkołą o tej porze pewnie - powiedział.
Nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, że go spotkam. Nie przypuszczałam nawet, że po tak długim czasie.
- Co jest z tobą dziewczyno? Biegnij! - Mateusz popchnął mnie lekko do przodu.
- Nie mogę- wydusiłam z siebie te dwa słowa jakby sprawiały mi ból.
- Możesz.
| A mecz?
Słysząc te dwa słowa ściągnął mi z szyi gwizdek i nałożył Oli.
- Ona cię zastąp.|
- Nie sądzę, by tego chciała.
- Nie zawracaj sobie tym głowy, biegnij!

Tym razem kiedy mnie popchnął wybiegłam z hali. Wybiegłam, a łzy stanęły mi przed oczami. Pragnęłam tego spotkania, ale jednocześnie bałam się go. Dotarłam o równej 18. I idąc na boisku uświadomiłam sobie wiele rzeczy, które na pewno odmienią moje życie nieodwracalnie i na zawsze. Westchnęłam ciężko i ruszyłam do chłopaka, którego zauważyłam już w oddali. Nikogo nie było. Był tylko on. Rzucał do kosza. Podeszłam bliżej przyglądając mu się z bliska. Właśnie ustawił się na linii za trzy punkty i rzucił do kosza. Trafił. Wtedy nagle odezwałam się.
- Powinieneś nadal grać w kosza, skoro przez tak długi czas nie zapomniałeś jak się rzuca i ustawia.
- Znamy się - podszedł do mnie bliżej, a ja podałam mu piłkę.
- To zależy od tego, czy wymazałeś ostatnie trzy lata z pamięci.|
- Nie,to niemożliwe.
Przyjrzał mi się uważnie, powtarzając przynajmniej z pięć razy tę samą wypowiedź, aż w końcu odpowiedział niepewnym głosem, prawie załamującym się.
- Wiktoria?
- Nie sądziłam, bym aż tyle się zmieniła, żeby mnie nie rozpoznać.

Próbowałam zdobyć się na uśmiech, ale nie potrafiłam. Najchętniej rozpłakałabym się, wiedziałam, że on zrobiłby to samo. Znaliśmy się na wylot, nawet jeśli minęłyby kolejne lata, nic by się nie zmieniło. Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie jego głos. Zauważyłam, że stał już o wiele dalej ode mnie. Mówił smutnym, wyciszonym głosem, który rozbrzmiewał w całej mojej głowie.
- Odejdź zanim znowu cię zranię.
- Nie sądzisz, że musimy sobie wszystko wyjaśnić przed wyjazdem?
- Jakim wyjazdem?
- Moim. Zbyt długo to trwało.
Nic nie odpowiedział, ale tym razem podszedł bliżej. Nie miał jednak na tyle odwagi, by spojrzeć mi w oczy. Westchnęłam głośno i rozwinęłam swoją myśl.
- Kochałam cię przez trzy lata, nadal kocham i na pewno będę kochać. Przyjechałam tu w konkretnym celu, tym celem byłeś ty. Trwało to trochę długo, bo Ola i Mateusz zataili całą prawdę.
Prychnął, kiedy usłyszał ich imiona i machnął ręką, ale pozwolił mi kontynuować dalej.
- Ty nawet nie chciałeś się ze mną skontaktować, zero sprzeciwu, a ja spędziłam tu tyle czasu na darmo, bo teraz stojąc tu przed tobą niczego to nie zmienia.
Wzruszyłam ramionami patrząc na jego reakcję. Bolało mnie samą to co mówię, ale wiedziałam, że nie może być inaczej. Najchętniej przytuliłabym się do niego i cała reszta nie miałaby już dla mnie znaczenia.
- Przepraszam - powiedział to stojąc bardzo blisko mnie. Wiedział, że to niczego już nie zmieni, ale chociaż patrzył mi prosto w oczy. Wiedziałam, że jest to szczere. Nigdy nie było, ale teraz miałam pewność.
- Teraz wyjeżdżam. Nie wiem dokąd, pewnie nie do domu. Nie spotkamy się już na twoje życzenie.
-Nie życzyłbym akurat sobie tego. Wolałbym abyś została tutaj, żebyśmy zaczęli od nowa. Ale...
- Nie chcesz mnie ranić już- dokończyłam za niego.
- Fakt.
-Bałeś się tego spotkania prawda? Myślałam, że ci zależy?
- Tak. Tak było, jest i będzie.
Chciałam mu przerwać, ale uciszył mnie unosząc rękę w górę, więc nic nie powiedziałam i słuchałam dalej tego co ma do powiedzenia.
- Wciąż cię kocham, ale co mam zrobić? Powiedzieć: wróć do mnie, zmieniłem się i teraz będzie inaczej? Chyba sama byś w to nie uwierzyła. Pamiętasz co ci mówiłem? Nie wiesz co będzie za miesiąc czy tydzień.
- Racja. I właśnie dlatego muszę odejść. Musisz zrozumieć, że tak będzie lepiej dla nas obojga. Żegnaj.

Przytuliłam się do niego ostatni raz od dawien dawna. Ostatni, który mógłby trwać wiecznie. Nie chciałam tego, ale zdecydowałam w tamtym momencie, że tak być musi, pomimo że będę przez to cierpieć jeszcze bardziej, ale może on wtedy wydorośleje, może ja w końcu nie będę odczuwać tego bólu i znów będziemy razem, ale teraz nie widziałam żadnej szansy aby tu dalej zostać.
- Żegnaj-| powiedział każdą literkę tego słowa bardzo przeciągle. Nie chciał tego tak samo jak ja nie byłam pewna, czy to będzie dla mnie dobre.
Na koniec kiedy się odwróciłam do niego, nadal stał w tym samym miejscu. Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on odwzajemnił się tym samym wypowiadając ciche ,,kocham cię''. Kiwnęłam głową. Wiedziałam o tym, on też to wiedział. Odwróciłam się i poszłam, a do moich oczu same napłynęły łzy, ale szybko je otarłam. Nikomu nie pokazywałam nigdy, jaka jestem naprawdę. Nie wróciłam już na halę, poszłam prosto do hotelu. Musiałam wrócić po moją towarzyszkę. Niestety w pokoju nie zastałam nikogo, więc podeszłam do recepcjonistki, a ta wręczyła mi kopertę. Od razu ją otworzyłam i przeczytałam.

,,Wiki. Wiem, że na pewno z nim rozmawiałaś. Tak właśnie miało się to potoczyć. Wiem, że nie zdajesz sobie sprawy, ale będziesz zanim tęskniła jeszcze bardziej. Wrócisz to niego i to szybciej niż się z nim rozstałaś i w końcu wszystko między wami się ułoży, zobaczysz. Zastanawiasz się pewnie, skąd ja to wszystko wiem, nie rozmyślaj nad tym. Wrócimy do tej rozmowy. Obiecuję, że się niebawem spotkamy. Tymczasem zatroszcz się o siebie. Przepraszam cię za wszystko.'' - Milena, a właściwie Magda.
Przeczytałam cały list dwa razy i stałam oniemiała. Jedno było pewne, muszę wziąć walizki i stąd wyjechać w trybie natychmiastowym. Ukończyć szkołę, zmienić imię, nazwisko. A potem jakoś to będzie.




INNA PLANETA


Wylądowałam na innej planecie. Nie ma tu słońca, wiatru, gwiazd, zupełnie niczego. Dookoła panuje pustka, nawet grunt, po którym stąpałam, nie był pewny. Przechadzałam się dalej w nadziei, że ktoś tam mieszka, lecz na próżno, bo nikogo tam nie było. Spoglądałam w dół i spojrzałam aż tak daleko przed siebie, że nagle upadłam na czymś miękkim. Wstałam pośpiesznie i rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było pełno trawy i kolorowych kwiatów. Szłam cały czas prosto, kiedy zauważyłam trzy postacie budzące ciekawość. Jedna miała całe fioletowe ubarwienie, druga czarne, a trzecia ciemnoniebieskie. Podeszłam do nich bliżej i stwierdziłam, że postacie przypominały ludzi, choć z pewnością nimi nie były.
- Kim jesteście? - zwróciłam się do trzech postaci.
- Humanoidami, a ty kim jesteś?
- Jestem człowiekiem. Mieszkam na Ziemi.
Co robisz w tak odległym miejscu? - zadał mi pytanie fioletowy humanoid.
Pamiętam tylko, że poszłam spać, a potem znalazłam się tutaj.
- Co to znaczy ,,spać'' ?
- Wtedy kładziesz się do łóżka i zamykasz powieki. Nie interesuję cię rzeczywistość, nie słyszysz jej, tylko przenosisz się do strefy marzeń i twój mózg w tym czasie odpoczywa. Zakładam,że nigdy nie śpicie?
- Nie potrzebujemy snu. Wyglądem przypominamy was, ludzi, ale jesteśmy zupełnie inni. Nigdy nie mamy złych zamiarów, nie jesteśmy mściwi, nikogo nie nienawidzimy i nigdy nie kradniemy.
- Chciałabym u was zamieszkać – westchnęłam ciężko
- Niestety, nie możesz. Zburzysz całą czasoprzestrzeń.
- Co masz na myśli?
- Jesteśmy tak jakby waszymi sobowtórami. To, co zrobicie na Ziemi i to jak się wykształcicie, będzie odbiciem przyszłych humanoidów.
Byłam zdziwiona, zafascynowana i przerażona jednocześnie.
- Pomożecie mi wrócić na moją planetę?
- Tak - odezwali się wszyscy troje chórem. Fioletowy i ciemnoniebieski od razu odeszli, szukając zapewne wyjścia z sytuacji. Tylko czarny stał i przyglądał mi się, więc postanowiłam odezwać się pierwsza.
- Zgłodniałam. Mógłbyś zaprowadzić mnie do najbliższego baru, jeśli takowy tu macie?
Tak.
Szliśmy jakiś dobry kawałek w ciszy. Kiedy doszliśmy i usiedliśmy, ciszę przerwał kelner, pytając się, co chcemy do jedzenia. Zamówiłam coś podobnego do pizzy. Kiedy kelner odszedł, czarny rozpoczął nieśmiało temat.
- Skoro jesteś człowiekiem, to potrafisz kochać, prawda?
- Tak, a ty nie?
W odpowiedzi pokręcił głową i dodał:
- Jako jedyny na tej planecie jestem neunoidem, czyli osobą, która nie umie określić swoich uczuć, a co dopiero miłości.
- Rozumiem, wielu ludzi na naszej planecie to ma, więc w czym problem?
- Znam pewną dziewczynę. Kiedy jest obok, nie potrafię przestać się uśmiechać.
- Jest twoją przyjaciółką?
- Tak, tak myślę. Ale nie powinniśmy być razem
- Dlaczego? - zdziwiłam się usłyszawszy jego słowa.
- Ona jest odbiciem ciebie, a chłopak, którego nadal kochasz i zapewniam cię, że on ciebie też, nie powinien być z tobą. Nie jest ci pisany.
Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Po chwili namysłu odpowiedziałam:
- Jeśli coś do niej czujesz, to jej to powiedz.
Wstałam od stolika i wyszłam. Nagle straciłam apetyt. Nikt nie będzie decydował o tym, z kim mogę być, a z im nie. Nawet jeśli wszechświat miałby runąć. Poszłam w poszukiwaniu fioletowego i niebieskiego humanoida. Nie mogłam ich odnaleźć,więc stałam chwilę przy zwierzęciu wyglądającym jak gepard. Nie zdążyłam wydobyć z siebie ani jednego słowa, a on mi telepatycznie odpowiedział:
- Są przy barze.
Natychmiast tam podbiegłam. Oni zaczęli z daleka odliczać: ,,10,9,8,7...'' i wsiadłam na mały statek. Nie minęło kilka minut, a znalazłam się na Ziemi. Tylko że to nie był mój dom, ani nawet miasto. Postanowiłam odszukać dom, ale także zastanowić się nad radą neunoida. Na pewno mówił prawdę, bo oni nie kłamią, ale czy miałam wyzbyć się uczuć? Gdybym dłużej została i dałabym wyjaśnić, dowiedziałabym się więcej. Pożałowałam tego, ale wiedziałam, że postąpiłam słusznie. Włożyłam rękę do kieszeni i wyciągnęłam ją po chwili. Ni stąd ni zowąd trzymałam w ręku złote pióro prawdy, taki widniał napis. Więc była szansa, że wszystko się ułoży.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!