www.mamboteam.com
 
Strona główna
środa, 20 listopad 2019
 
 
Franciszek Biernacki - „klasyk” zapomnianych (o starogardzkim zbieraczu legend) Drukuj E-mail
niedziela, 21 lipiec 2013

Jest sporo literackich tekstów o Starogardzie i powiecie, które można by wydać. Jednak literatura piękna nie ma takiego wzięcia, jak ta o tematyce historycznej. Dlatego mamy boom tej drugiej, niewiele tej pierwszej.

Indeks nazwisk autorów, którzy napisali coś wartościowego na temat Starogardu i naszej części Kociewia, a co nie zostało wydane w formie książkowej, jest całkiem spory...


Należy do tych autorów Maria Honorata Romanowska, która w swoim świetnym pamiętniku drobiazgowo opisała życie w Starogardzie w okresie PRL-u z perspektywy sprzedającej na targu „badylarki”. Bardzo autentyczny pamiętnik o stolicy Kociewia w okresie okupacji i w pierwszych latach PRL zostawił po sobie Stefan Bahr. Ciekawie o czasach przedwojennych pisze Hubert Pobłocki, korespondent wielu gazet i czasopism. Na wydanie czekają fragmenty wspomnień i kilku dotąd niewydrukowanych w książce opowieści Bernarda Janowicza. Bardzo interesujące są dwa własnoręcznie wydane pamiętniki Stanisława Guza, w którym można się zaczytać o historii Wdeckiego Młyna, Smolnik i Ocypla oraz o pobycie młodocianego wówczas autora w sowieckim łagrze. Rewelacyjny jest pamiętnik Edmunda Dywelskiego. Dobrze czyta się opowiadania Mieczysława Rachwał, Stefana Aszyka – kociewskiego bobrowniczego i Albina Lubińskiego. Mamy nawet autorkę horrorów - Bronisławę Filipkowską z Iwiczna. Akcja jej opowiadań rozgrywa się na Kociewiu.

Nazwisk by się uzbierało sporo. Problem w tym, że – jak szacują wydawcy – nawet najlepsza i najciekawsza książka historyczna o Starogardzie czy powiecie rozejdzie się najwyżej w nakładzie 2000 egzemplarzy (nie dotyczy to przewodników). A literatura, nawet ta pamiętnikarska? Sukcesem byłoby sprzedanie 300 egzemplarzy.


Pan Franciszek pisał zawijasami

Do „klasyki” prawie zupełnie zapomnianych starogardzkich ludzi pióra należy Franciszek Biernacki. Oczywiście też wpisujemy go na naszą listę pozycji do wydania. Pisał całkiem dobre opowiadania i legendy o Starogardzie i okolicach, ale jakoś nigdy nie zainteresował się nim żaden wydawca. Niektóre z jego tekstów „skopiował” Józef Milewski w książeczce o... legendach Biernackiego.

Czytałem teksty Biernackiego w oryginale. W 1993 roku dostałem od Edwina Kozłowskiego z PTTK w Gdańsku kilka opasłych rękopisów i zacząłem je przepisywać na komputerze. Przepisałem kilkanaście. Zaledwie, gdyż pan Franciszek miał pismo pełne zawijasów. W umówionym czasie odwiozłem teczki.

Przepisanie tego wszystkiego wymagałoby czasu i benedyktyńskiej cierpliwości. To praca dla magistranta polonistyki.


W 1906 r. dostał w skórę

Kilka słów o życiu pana Franciszka.

Urodził się w 1896 r. w Starogardzie w rodzinie mistrza krawieckiego. W 1902 r. rozpoczął naukę w szkole powszechnej przy dzisiejszej ul. Sobieskiego (dziś skrzydło „Ekonomika”). Mamy akurat 100-lecie strajków szkolnych na naszym terenie. Piszę o tym, bo nasz Franciszek też strajkował, podobnie jak około 100 uczniów z jego szkoły. Dzieciaki oddawały w czasie lekcji karteczki z podpisami rodziców domagających się nauki religii w języku polskim. Strajk objął też szkołę dziewcząt, której gmach stał nieopodal (dziś SP nr 2). Nauczyciele tak zbili Franciszka, że musieli go opatrywać lekarze. Za udział w strajku nie pozwolono mu w 1910 r. wstąpić do miejscowego gimnazjum. Język polski poznawał w domu, gdzie czytał polskie gazety i kalendarze “Pielgrzyma” i “Gazety Grudziądzkiej”, oraz w kościele św. Mateusza, gdzie w latach 1908 – 1910 uczył się religii, a potem przez ok. 8 lat pełnił funkcję ministranta. Podczas kolęd poznał nieomal całe miasto i wielu mieszkańców należących do parafii. Przed wybuchem I wojny światowej terminował jako uczeń kreślarski i następnie kupiecki. Uczęszczał do 3-letniej Państwowej Szkoły Kupieckiej w Starogardzie i należał do Towarzystwa Polskiej Młodzieży Kupieckiej.


Trochę jak Szwejk

Z życiorysu wynika, że był trochę jak Szwejk. W 1915 r. umykając przed wojskiem wstąpił do Niemieckiego Czerwonego Krzyża w Gdańsku, ale niewiele mu to dało. Zwiedził niemal pół Europy w pociągu sanitarnym, po czym ciężko to odchorował. W 1918 r. pracował w fabryce karabinów w Gdańsku. Odbywał też służbę wojskową w 5. pułku grenadierów, który nazywano Gwardią Kaszubską (Kaszubische Gerde). W maju 1919 r. na zawsze opuścił szeregi wojska niemieckiego.


Trochę jak Wallenrod

W okresie międzywojennym działał w Starogardzie na rozmaitych stanowiskach. 7 września 1939 r. został zatrudniony w starogardzkim magistracie jako pomocnik biurowy, a od 1 listopada tegoż roku do lutego 1945 r. pracował w tym samym charakterze w urzędzie pracy przy ul. Hallera 15.

„Spośród zatrudnionych tam zaledwie dziesięciu Polaków wyróżnił się skalą wyświadczonych usług swym współrodakom, często z narażeniem własnego i swej rodziny życia. Jak dotąd udało się zidentyfikować nazwiska około 39 Polaków, którym w różnorodny sposób pomógł” - tak pisze o nim Józef Milewski (za „Jantarowymi Szlakami”).

Oczywiście są nazwiska tych osób. Jest też mowa o współpracy z ruchem oporu.


Między więzieniem a orderem

Po wojnie, w sierpniu 1945, został jednak aresztowany pod zarzutem współpracy z Niemcami i osadzony w areszcie do marca 1946 r., a potem ponownie - od 30 lipca 1949 do 29 września 1949 r. Przewód sądowy wykazał jego aktywny udział w antyhitlerowskim ruchu oporu, więc nie tylko oczyszczono go z niesłusznego zarzutu, ale został również całkowicie zrehabilitowany. W latach 1945 – 1963 odbudowywał Gdańsk. Otrzymywał też kilka odznaczeń.

Widać z tego, że odległość między więzieniem a orderem nie jest daleka.

Zmarł w 1985 roku.


Zbieracz legend

Życiorys powikłany, jak to na terenach przygranicznych. Kto chce poczytać na ten temat więcej, polecam przejść do tekstu przez link podany niżej. Mnie tu interesuje co innego – niespotykane hobby pana Franciszka. Przez całe życie interesowała go historia i teraźniejszość Starogardu i okolic. Spisywał to, co przekazali mu rodzice i dziadkowie oraz to, co sam widział i zapamiętał choćby jako ministrant. Był samoukiem żądnym poznania świata i jego zjawisk. Zbierał plotki, opowieści, legendy i je zapisywał. Między innymi napisał legendy o węgorzach i jesiotrach, które niegdyś często występowały w Wierzycy, o tym skąd się wzięła nazwa Piekiełki, o najsilniejszym starogardzianinie (Dudde), o danielach hodowanych przez klasztor cystersów w Pelplinie. Opracował 4 opasłe tomy Legend i opowiadań (1982, stron 176) oraz Wspomnień życiowych (1983, stron 49). Część zbiorów udostępnił Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie oraz Regionalnej Pracowni Krajoznawczej PTTK w Gdańsku.


Jak upamiętnić?
„Biernacki dobrze zasłużył się kulturze Kociewia, a jego patriotyczna działalność okupacyjna wymaga upamiętnienia, na przykład w urzędzie pracy w Starogardzie...” - pisał Józef Milewski.

Stare nasze myślenie – więcej się ceni człowieka, który gdzieś tam coś tam dokonał w czasie wojny, niż jedynego w mieście folklorystę i pisarza. Może to się zmieni. Może faktycznie ktoś go kiedyś upamiętni, ale nie kolejną tablicę, a po prostu wydając jego dzieło. Po to je pisał.

Tadeusz Majewski

Franciszek Biernacki - życiorys i twórczość - przejdź

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!