www.mamboteam.com
 
piątek, 30 październik 2020
 
 
EDMUND ZIELIŃSKI. O pieczonych bulwach w szkole w Mirtokach Drukuj E-mail
niedziela, 03 listopad 2013
Jeszcze przed "sumą", w której co niedzielę uczestniczymy, przeczytałem felieton Pani Grażyny Kościelnej o pieczonych bulwach (i nie tylko) w szkole w Mirotkach. Pani Grażyna pyta się, kto ze starszych jeszcze piecze bulwy, albo pamięta ich smak, gdy gorące i posolone dawały rozkosz podniebieniu?
Tutaj wróciły wspomnienia z dzieciństwa,  z  chaty krytej strzechą, gdzie i chleb się wypiekało, i w piecach kaflowych paliło, by ogrzać izbę. Właśnie w takim kaflowym piecu, w towarzystwie babci Pauliny piekliśmy kartofle. Kiedy piec był już napalony (drewnem, nie węglem kamiennym). W popiół i stygnące resztki węgla drzewnego wkładaliśmy kartofle równej wielkości. Odczekaliśmy pół godziny, a w międzyczasie babcia przygotowała miseczkę gęstej śmietany, łyżeczki, sobie nożyk, a nam, dzieciom, płaskie patyczki. Babcia wygarniała patykiem kartofle z paleniska i kładła na talerz. Z początku wyglądały paskudnie - obsypane popiołem  i ze zwęgloną skórką. Braliśmy te gorące kartofle w dłonie i nieustannie je obracając zeskrobywaliśmy popiół i wierzchnią warstwę  zwęglonej skórki. Pozostawialiśmy jej spodnią brązową cześć i przystępowaliśmy do jedzenia. Że palce były osmolone - nikomu nie przeszkadzało, jeszcze lepiej smakowało. Odłupaliśmy część kartofla, do środka nalewaliśmy śmietanę i do gęby. Co za pychota!!!  I to jest prawdziwy smak pieczonych kartofli sprzed 70 lat.
Moi przyjaciele z Mirotek, z całym szacunkiem dla Waszych działań, spróbujcie  wrócić do czasów Waszych babć i dziadków, do tamtego pieczenia "bulwów".  Niech dzisiejsi młodzi ludzie popróbują  smaków z dalekiej przeszłości. Wiem też, że od teraźniejszości nie uciekniemy.
Z pozdrowieniem
Edmund Zieliński
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!