www.mamboteam.com
 
Strona główna
czwartek, 21 styczeń 2021
 
 
Misja Drukuj E-mail
wtorek, 27 luty 2007
Generalnie mam sklepaną twarz, sześć razy składany nos i sztuczne oko. To z poczucia misji. Nawet na jedynej w życiu wizytówce miałem wypisaną misję, tekścik dający się streścić w słowach: godzić i budować. Cała moja pisanina - tak myślę – ma sens, jeżeli uruchamia jakiś wielki, wręcz światowy łańcuch sensów.


Jak z tym motylem, co ruszył skrzydełkami bodajże w Tokio i wywołał huragan w USA. Zawsze próbowałem w ramach misji godzić. Kiedyś pod szkołą, zauważywszy bijących się kolegów, twardo wkroczyłem pomiędzy nich, by realizować ową misję. To wtedy pierwszy raz sklepali mi twarz. Solidarnie, z obu stron. Nie broniłem się, choć świetnie opanowałem judo u Jasia B. Cóż, taka cena realizacji misji.

Ostatnio – w ramach misji - napisałem tekst, mający pogodzić dwie strony w pewnej wsi. Konflikt powstał, bo jedna strona chlusnęła farbą w twarz drugiej. Napisałem tekst, w którym wnikliwie przeanalizowałem przyczyny konfliktu. W zakończeniu zaprosiłem strony do zresetowania przeszłości i zawarcia ugody. Jakiż byłem szczęśliwy, kiedy wezwano mnie na spotkanie pojednawcze. Oto kolejna misja prawie uwieńczona sukcesem. Jadę, wchodzę, patrzę (niestety, jest tylko jedna strona), słucham. „Pan tą pisaniną rozpętałeś wojnę!” – mówi zły człowiek. Na nic tłumaczenia, że wojna się zaczęła, kiedy chluśnięto farbą, a reportaż o tym był już tylko jakby odbiciem zdarzenia. Potem poszło jak zwykle. Prawy sierp pod oko, lewy prosty na nos i kopniak przy furtce.

Wracałem rozeźlony przez las. Niemrawo w poprzek drogi szedł jakiś zwierz. Ledwo go widziałem jedynym opuchniętym okiem. Zatrzymałem wóz, wyszedłem i po raz pierwszy w życiu poczułem, że muszę, ale to koniecznie muszę kogoś walnąć, żeby zobaczyć jak to jest - być stroną, a nie rozjemcą. Pod ręką był ten jakiś niemrawy zwierz. Walnąłem go – tak mi się wydawało – w szczękę. I teraz już wiem, panie doktorze, kiedy mi pan opatruje rękę, dlaczego ludzie mówią na przestrogę: Oż, w mordę jeża.
Tadeusz Majewski, Dziennik Bałtycki
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!