www.mamboteam.com
 
wtorek, 27 październik 2020
 
 
EDMUND ZIELIŃSKI. Czas kolędników i radość z przeżywania najpiękniejszych świąt Drukuj E-mail
czwartek, 24 grudzień 2015
Jak ten czas szybko płynie. Było lato i już jesteśmy w okresie Bożego Narodzenia. To chyba najpiękniejszy okres w roku obrzędowym na wsi. Nic tak dzieci nie cieszy, jak umykające dni zbliżające nas do Wigilii Bożego Narodzenia. Bo choinka, a pod nią prezenty. To czas kolędników i radość z przeżywania najpiękniejszych świąt. A jak z kolędowaniem na Kociewiu dawniej bywało?

 

 

 

 

 



Do końca XIX wieku panował jeszcze ogólnie rozpowszechniony zwyczaj kolędowania z szopką obnośną zawieszoną na szyi kolędnika. W tym wypadku była to domena chłopców. Szopką była zazwyczaj niewielka skrzyneczka otwierana z przodu. Wewnątrz stajenki (bo i tak szopkę nazywano) umieszczona była święta rodzina, czyli mały Jezusek w żłobie na sianku z Maryją i Józefem. Na szerszej podstawie szopki rozstawione były pozostałe figurki wchodzące zwyczajowo w skład stajenki, jak króle i pasterze z owieczkami. Wystrój i wyposażenie szopki zależał od zdolności wykonawców i dostępności materiałów zdobniczych. Pani Anastazja Lange z Lubichowa ur. 1898 r. wykonała w 1961 r. szopkę, do której kukiełki uszyła z kolorowych szmatek. W moich młodych latach już sporadycznie kolędowano z szopkami w czasie adwentu.

Innym zwyczajem praktykowanym na Kociewiu były pochody przebierańców adwentowych. W skład takiego zespołu wchodziły maszkary niedźwiedzia, bociana, diabła, kominiarza, był też dziad i baba. Wszystkie postaci miały odpowiednie maski i odzienie. Taki zespół nazywano wówczas gwizdorami, gwiazdorami czy gwizduchami. Mieszkańcy poszczególnych chałup chętnie przyjmowali tych kolędników do swoich izb, gdzie każdy z przebierańców miał do wykonania określone zadanie. Bocian długim dziobem szczypał dziewczyny, diabeł z widłami straszył domowników a kominiarz smolił policzki i nosy. Niedźwiedź turlał się po podłodze, a dziad i baba w potwornie połatanym i podziurawionym odzieniu tańcowali i zbierali datki. Jeśli niedźwiedź odziany był w skóry – pół biedy. Natomiast jeśli okręcony był powrósłami ze słomy lub grochowinami, no to izba po występach wymagała gruntownego sprzątania.

Obrzędowość noworoczna miała też swoisty koloryt, bowiem wówczas wędrowali Trzej Królowie. Chłopcy zwykle pokryci białymi powłóczystymi szatami z kolorowymi koronami na głowach i odpowiednim makijażem. Przecież musiał być murzynek z twarzą usmarowaną sadzami. Ci kolędnicy nieśli ze sobą gwiazdę na kiju, którą niosący obracał za pomocą korbki lub zwyczajnie popychał ramie gwiazdy dłonią. Do konstrukcji gwiazdy często używano obłąka rzeszota, które wyklejano kolorowymi papierami.

Wielkie zasługi w upowszechnianiu obrzędowości dorocznej na Pomorzu ma Kaszubski Uniwersytet Ludowy we Wieżycy. To tutaj odbywał się cały cykl warsztatów dla nauczycieli, gdzie instruktorami byli uznani artyści ludowi. To dzięki tym warsztatom po wsiach chodzą kolędnicy umilając mieszkańcom piękny okres związany z Bożym Narodzeniem.

A jak jest dziś na Kociewiu? Jeśli chodzą kolędnicy, to jest to już odtwórczość dawnych zwyczajów, bowiem zanikła ich ciągłość. Tylko w niektórych miejscowościach (nie na Kociewiu) ten zwyczaj ma swoją kontynuację od pokoleń.

Odważne kroki w dawne zwyczaje stawia młodzież ze szkoły w Bytoni i chwała im za to. Pozwolę sobie wymienić kolędników z imienia i nazwiska. Są to: Daniela Wildman, Iwona Szwedowska, Dominika Para, Dominik Lampkowski, Arkadiusz Jaworański i Kacper Fierek. Postanowiłem tamtejszy zespół kolędników wyposażyć w konia obrzędowego - maszkarę kolędniczą, która nie występowała na Kociewiu, ale wiele zespołów kolędniczych w sąsiednim regionie na Kaszubach takim koniem się posługuje. Jest to wielkie urozmaicenie w czasie występu kolędników. Jeśli konia dosiądzie zwinny jeździec z dużym poczuciem humoru, zabawa będzie przednia. Może ktoś powie, jeśli tego nie było na Kociewiu, dlaczego to wprowadzać. Zgoda, daleki jestem od wprowadzania obcych elementów do obrzędowości danego regionu. A co jest z palma wielkanocną (kurpiowską czy wileńską), już masowo stosowaną na Kociewiu? Palmy wielkanocne czy konie obrzędowe jednak występują w obrzędach naszego kraju. A halloween, walentynki? Zupełnie obce w naszym kraju – tu jest dopiero problem.

Z serca życzę bytońskim kolędnikom sukcesów na drodze upowszechniania dawnych zwyczajów i obrzędów, zwłaszcza bliskich każdemu sercu zwyczajów związanych z okresem Bożego Narodzenia. Nam, starszym, przypomnicie, jak to dawniej bywało, gdy byliśmy w waszym wieku, a sobie i waszej wsi stworzycie piękną kartę historii z naszej kultury ludowej. Kolędujcie, już czas.

Gdańsk 3 grudnia 2015 roku Edmund Zieliński

Zdjęcia:



1. Kukiełki do szopki Trzej Królowie wykonała pani Anastazja Lange z Lubichowa około 1959 roku. Foto. Ryszard Petrajtis.




2. Kukiełka do szopki Kociewiak wykonała Anastazja Lange z Lubichowa około 1959 roku. Foto. Ryszard Petrajtis.



3. Gwiazda kolędnicza w kolorach zielonym i czerwonym z Koźmina około 1950 roku. Foto. Ryszard Petrajtis.




4. Gwiazda kolędnicza ze wsi Więckowy, wykonał Stanisław Rekowski około 1959 roku. Foto. Ryszard Petrajtis.




5. Bocian z Koźmina około 1970 roku. Foto. A. Kleina.



6. Koza z Koźmina około 1970 roku. Foto A. Kleina.




7. Szopka kolędnicza wykonał Stanisław Rekowski ze wsi Więckowy 1971 rok. Foto. Ryszard Petrajtis.




8. Kolędnicy z bytońskiej szkoły




9. Kolędnicy z bytońskiej szkoły




10. Kolędnicy z bytońskiej szkoły




11. Kolędnicy z bytońskiej szkoły




12. Maszkara krowy E. Zielińskiego w zbiorach muzeum w Oliwie




13. Maszkary E. Zielińskiego w zbiorach muzeum w Oliwie




14. Nauczyciele na zajęciach z wykonywania atrybutów kolędniczych w Kaszubskim Uniwersytecie Ludowym we Wieżycy w 2013 roku. Na pierwszym planie Teresa Jaszewska.




15. Szopka braci Edmunda, Rajmunda i Jerzego Zielińskich w kościele na Zaspie.




16. Korony i maski Trzech Króli E. Zielińskiego w zbiorach muzeum w Oliwie.




17. Koń obrzędowy dla bytońskich kolędników.


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!