www.mamboteam.com
 
Strona główna
sobota, 16 grudzień 2017
 
 
Co w Pomeranii w czerwcu Drukuj E-mail
czwartek, 31 maj 2007
2. Listy

7. Krzysztof Zajączkowski, Wiatr zmian na Westerplatte

W sierpniu 2005 roku specjalne pociągi przywoziły z całej Polski do Gdańska działaczy „Solidarności” na obchody 25. rocznicy powstania słynnego związku zawodowego oraz miłośników muzyki elektronicznej na koncert Jeana Michela Jarre’a. W jednym z nich jechał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Prowadzona przez duchownego po drodze rozmowa z dawnymi solidarnościowymi kolegami zapoczątkowała jego zainteresowania tematem inwigilacji kapłanów przez komunistyczne służby specjalne. W owym pociągu były też osoby, które ten właśnie środek lokomocji wybrały, aby dotrzeć na Westerplatte… (więcej w „Pomeranii”)



10. (P), Widziałem Papieża

Naszego Papieża chciałem zobaczyć już podczas Jego pielgrzymki do kraju w 1983 roku. Z kolegą z klasy długo zastanawialiśmy się jak to zrobić. Stanęło na tym, że to my powinniśmy pojechać do Niego, bo On do nas nie przyjedzie. Padł szalony pomysł wyprawy do Niepokalanowa, gdzie zapowiadało się, że spotkanie z Ojcem Świętym będzie w miarę kameralne. Chcieliśmy udać się tam tydzień wcześniej, by pomagać przy organizacji. Myśleliśmy, że zostaniemy za to nagrodzeni możliwością zobaczenia Go. Wyglądało to jednak nierealnie, wobec czego ja zrezygnowałem, ale Andrzej pojechał gdzieś na południe; potem opowiadał o chmarach transparentów i flag „Solidarności”. Był to w końcu jeszcze stan wojenny. (więcej w „Pomeranii”)

12. Tomasz Żuroch Piechowski, Dumni Pomorzanie patrzą na kaszubskie getto (refleksje po II Pomorskim Kongresie Obywatelskim)
Imponujące wnętrza Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku stały się miejscem obrad II Pomorskiego Kongresu Obywatelskiego, który odbył się w sobotę 21 kwietnia tego roku. Było to zaledwie trzy dni po przyznaniu Polsce i Ukrainie prawa do organizowania Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej („Euro 2012”), toteż w serca zebranych wlała się nadzieja, że w ciągu pięciu lat zdołamy jakoś nadrobić zapóźnienia cywilizacyjne, których od chwili zakończenia drugiej wojny światowej nie udało się nadgonić. Będziemy mieć sieć autostrad, nowe stadiony, marmurowe hotele, dworce wolne od odoru moczu i pociągi bardziej punktualne niż za pruskich czasów. Stał się cud! Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej ze skorumpowanego capo di tutti capi przeistoczył się w narodowego męża opatrznościowego. Gdy czytałem entuzjastyczne spekulacje prasowe, przyszedł mi do głowy tytuł publikacji wydanej przed laty przez pewną sektę: „Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na Ziemi”. Pożyjemy, zobaczymy! (więcej w „Pomeranii”)

15. Tomasz Żuroch Piechowski, Kreatywna uczciwość (felieton)

Nie jestem zwolennikiem lustracji w jej dotychczasowym kształcie, polegającej na tym, że tzw. haki wyciągane są, jak królik z kapelusza, na aktualnych przeciwników politycznych, Dlatego, pomimo iż uważam za stosowne oddzielanie prawdy od kłamstwa, z uznaniem przyjąłem niedawne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który wskazał niedostatki ustawy lustracyjnej. Jednak mleko zostało rozlane, wiele dokumentów ujrzało światło dzienne i przyczyniło się do kompromitacji niektórych z dotychczasowych „autorytetów”. (więcej w „Pomeranii”)

16. Iwona Joć, Wykształcić muzyka (wywiad z rektorem Akademii Muzycznej w Gdańsku prof. Bogdanem Kułakowskim)

18. Janusz Ryszkowski, Poznać kamyczki tej mozaiki

W lutym 2006 roku starostowie powiatów kwidzyńskiego i sztumskiego zwrócili się do marszałka Jana Kozłowskiego z propozycją ustanowienia przez Sejmik Województwa Pomorskiego roku 2007 Rokiem Powiśla. Cel był prosty – promocja regionu i jego dorobku w różnych dziedzinach oraz zacieśnienie więzów z resztą Pomorza. Jest to konieczne, bowiem nawet w urzędach stolicy województwa o wspomnianych powiatach mówi się: Zawiśle. Wydźwięk tego „nowotworu” językowego jest oczywisty.
I tak obchodzimy Rok Powiśla. Ale czy wie o tym ktoś oprócz samych zainteresowanych? Bez wsparcia mediów, zwłaszcza elektronicznych, bez spektakularnych akcji, nagłośnić to przedsięwzięcie będzie trudno.
2 maja w sztumskim Centrum Kultury Chrześcijańskiej „Aliem” otwarto, przygotowaną przez nie, wystawę „Sztum i ziemia sztumska”. Placówka istnieje od kilku lat dzięki paru pasjonatom, bez oficjalnych dotacji. Swoją działalność prowadzi w poewangelickim kościele, który obecnie należy do parafii katolickiej. Co jakiś czas urządzane są tu koncerty, wieczory literackie, wystawy. Ostatnia z nich to swoista muzealna ekspozycja. Tym cenniejsza, że od początku lat 80 ubiegłego wieku, kiedy wpierw zawieszono, a później zlikwidowano miejscowe Muzeum Powiśla, takowej w mieście brakowało. (więcej w „Pomeranii”)

19. Kazimierz Ostrowski, Stopnie „kaszubskości” (felieton)

Profesor Norman Davies, wybitny znawca historii Polski i Europy, jest Walijczykiem, który, podobnie jak wielu jego rodaków, nie zna języka walijskiego. Uczony ten opowiada, że jego koledzy z brytyjskich uniwersytetów, wychowani w rodzinach mówiących w domu w języku walijskim: „Świetnie rozumieją, jakie są stopnie »walijskości«. Bo przecież nie chodzi o to, czy Walijczyk mówi perfect w tym języku, tylko o to, czy się w sercu z Walią utożsamia. Polacy z trudem wyobrażają sobie narody, które straciły swój język narodowy. Ale popatrzmy na Irlandczyków: 90 proc. już nie mówi po irlandzku, a jednak mają mocną irlandzką tożsamość.” („Tygodnik Powszechny” 17/2007).
Analogia z Kaszubami nasuwa się sama. Już na początku XX w. Konstanty Kościński, opierając się na pruskich statystykach, napisał alarmującą broszurę pt. „Kaszubi giną”. Miał oczywiście na myśli Kaszubów, którzy porzucali swój język domowy przede wszystkim na rzecz niemieckiego. Przez całe minione stulecie sytuacja jedynie się pogarszała; naturalną alternatywą dla kaszubskiego stał się język polski. Pod wpływem szkoły (w pierwszym rzędzie), środków przekazu, literatury, Kościoła, a bywało, że i pod presją środowiska, zwłaszcza młodsze i coraz lepiej wykształcone pokolenia rozstawały się z kaszubszczyzną, nie wiedząc co tracą. (więcej w „Pomeranii”)

20. Artur Jabłoński, Blisko wspólnego mianownika

Nic tak nie rozwija organizacji, jak zdefiniowanie na nowo jej celów i przystąpienie do ich realizacji. Dlatego przed kilkoma miesiącami zaproponowałem debatę nad programem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego na najbliższe lata, a może nawet dziesięciolecia. Zainicjowałem ją artykułem zatytułowanym „Uprzedzając przeznaczenie” opublikowanym w „Pomeranii” (nr 12/2006). Swoje rozważania oparłem na tezie, którą można streścić następująco: ZKP jest odpowiedzialne za dalsze losy Kaszubów, a to oznacza, że potencjał tkwiący w naszej organizacji winien być angażowany przede wszystkim do działań na rzecz odrodzenia i rozwoju tej społeczności.
Głos w dyskusji na łamach „Pomeranii” zabrali Arkadiusz Goliński i Stanisław Pestka, odnosząc się krytycznie m.in. do postulatu etnicznego charakteru Zrzeszenia. Z kolei uczestnicy posiedzenia Rady Naczelnej ZKP, która odbyła się 3 lutego br., w tym Józef Borzyszkowski, Brunon Synak i Ryszard Wenta, skupili się przede wszystkim na pomyśle powołania do życia pomorskiej partii rozwoju. Głosy twierdzące, iż na pomorskiej scenie brakuje regionalnej siły politycznej znalazły się w mniejszości. (więcej w „Pomeranii”)


21. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Twarzą ku przyszłości (felieton)

Nie tylko wśród leśników popularne jest powierzenie: im dalej w las, tym więcej drzew. Okazuje się, że owa, pozornie prosta, metafora może mieć wiele znaczeń. Rozmyślałem o tym, słuchając 21 i 22 kwietnia dyskusji w Starbieninie na temat kondycji i przyszłości Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. A należy dodać, że poglądy dyskutantów nie rozkładały się według wieku czy życiowego doświadczenia. I dobrze. (więcej w „Pomeranii”)

22. Zofia Maciakowska, Skąd czerpano wodę w średniowiecznym Gdańsku

Przez wieki jednym z najważniejszych czynników decydujących o wyborze miejsca pod założenie miasta był dostęp do wody; mogły być to wody powierzchniowe lub gruntowe o dobrej jakości. Element ten miał istotne znaczenie w przypadku lokalizacji Gdańska.
Najdawniejszym ciekiem na obszarze gdańskiej aglomeracji był Potok Siedlecki. W okresie młodoglacjalnym jego wody naniosły znaczne ilości glin, piasków i żwirów, tworząc na krawędzi delty Wisły wachlarzowy pas wyniesienia. Zapewniał on dogodne warunki do osadnictwa. Obszar późniejszego miasta przecinały także mniejsze cieki, z których jeden  został odkryty podczas prac prowadzonych w sąsiedztwie dzisiejszego hotelu Holiday Inn. (więcej w „Pomeranii”)


I-XII. Kaszubskojęzyczny dodatek edukacyjny „Najô Uczba”

27. Andrzej Grzyb, Swoje chwalić nie grzech a obowiązek (felieton)
Niedawno w Gdańsku na Ołowiance mieszkańcy regionu spotkali się na II Pomorskim Kongresie Obywatelskim. Ważna to była rozmowa. Słuchanie siebie nawzajem. Mówienie o problemach, o życzeniach, o przyszłości. Pięknie powiedział prof. Antoni Kukliński: Nikt nas nie zbawi. Musimy zbawić siebie, tu na ziemi, sami. Otoczenie, warunki są dobre. Koniunktura i pieniądze też są. Wszystko zależy od tego, czy będziemy kreatywni, twórczy. Czy wykrzeszemy z siebie tyle zapału i sił, aby szansy nie zmarnować, aby zrobić co trzeba i trochę więcej. Czy jesteśmy kreatywni? (więcej w „Pomeranii”)

28. Iwona Joć, Klub wejherowskich plastyków
Kiedyś traktował malowanie jako antidotum na stres wynikający z pełnienia służby w policji. Spoglądając dzisiaj na Tadeusza Trockiego trudno domyślić się jego dawnego zajęcia. Ludzie postrzegają go jako znanego na Kaszubach malarza. I chyba słusznie, bo z pędzlem nie rozstaje się on od jakichś trzydziestu lat. W swoich pracach najczęściej korzysta z techniki olejnej, ale wykonuje je także w akwareli i pastelach. Utrwala na płótnie przede wszystkim morze, ale lubi też tworzyć pejzaże, zwłaszcza rodzinnych terenów.
– Pierwsze kroki nie były łatwe – wspomina. – Nie znałem nikogo, kto by mi podpowiedział jak przygotowuje się płótno do malowania, więc wszystko robiłem sam, metodą prób i błędów. Dopiero później, w Gdyni, poznałem policjanta, który również zajmował się malarstwem, ale dłużej niż ja, i od niego  nauczyłem się podstaw tego warsztatu. (więcej w „Pomeranii”)

30. Marek Adamkowicz, Pochwała codzienności

„Ulotność codzienności. Pamiętnik rzeczy z wiejskiego domu” – tak Muzeum Regionalne w Krokowej zatytułowano swoją najnowszą, przygotowaną we współpracy z gdańskim Muzeum Etnograficznym, wystawę. Temat z pozoru banalny, bo czegóż to można się spodziewać na pokazie wnętrz z przełomu XIX i XX wieku?
Na pierwszy rzut oka ekspozycja wydaje się podobna do innych. Ot, kolejna parada klamotów. Trochę tego, trochę tamtego. Wiekowy kurz. Wystarczy jednak rozejrzeć się uważniej, by stwierdzić, że uczestniczy się w wydarzeniu szczególnym.
– Rzeczywiście, nasza prezentacja jest dość nietypowa – potwierdza Magdalena I. Sacha, dyrektor krokowskiej placówki. – Staramy się pokazywać nie tyle dawne sprzęty, co przypomnieć ich praktyczne znaczenie, porównać kontekst w jakim funkcjonowały niegdyś, a w jakim odbieramy je obecnie. (więcej w „Pomeranii”)

31. Tomasz Fopke, Ptaszkowie w wejherowskim muzeum

Już od pięciu lat do Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie zjeżdżają się melomani na „Spotkania z muzyką Kaszub”. Każde z nich zadziwia, a zarazem fascynuje jego uczestników. Tak było i 14 kwietnia na połączonej z koncertem promocji płyty „Ptôszkowie na lëpie – pieśni z Kaszub południowych”.
W klimat wieczoru wprowadziła Witosława Frankowska, pomysłodawczyni, organizatorka i uczestniczka wszystkich spotkań ze wspomnianego cyklu. Pokrótce przedstawiła ona historię badań nad muzyczną kulturą ludową Kaszub, podkreślając zasługi na tym polu takich postaci jak Łucjan Kamieński, Jan Patock, Izydor Gulgowski oraz ks. Jan Perszon. Przywołała też osobę wybitnego wejherowianina, którego udało się pozyskać do projektu „Ptôszkowie” – językoznawcy prof. Jerzego Tredera. Zarówno do niego, jak też do dyrekcji muzeum, śpiewaków, Stefana Kotiuka (realizatora nagrań z Radia Gdańsk), Joanny Cichockiej (projekt i skład książeczki) oraz Zosi Frankowskiej, autorki okładkowych ptaszków skierowano stosowne podziękowania. (więcej w „Pomeranii”)

32. Zbigniew M. Jankowski, Przygoda z Szekspirem

„O, gdybym kiedyś dożył…” takiej chwili, kiedy Redakcja nie będzie zmuszona prosić mnie o 3000 znaków na temat moich różnych i może niekoniecznych poczynań…
„O, gdybym kiedyś dożył…” takiego momentu, kiedy – usiadłszy do komputera, by napisać coś od siebie – będę przelewał na papier myślenie Kaszuby, a nie myślenie w języku polskim tłumaczone na język regionalny.
Taka jest prawda związana z moją osobą i sądzę, że nie tylko moją. Śmiem podejrzewać, że tego typu dylematy nurtują wielu z nas, Kaszubów, działających na rzecz naszej małej ojczyzny i starających się o kultywowanie jej języka (nie idzie mi, broń Panie Boże, o żaden separatyzm, nie tego typu polityka mnie interesuje).
„Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…” – to też słowa nie-Kaszuby, ale Polaka okresu romantyzmu, Juliusza Słowackiego, który według Witolda Gombrowicza „wielkim poetą był”… Ale czy czysto polskim? Czy takim był też cytowany wyżej A. Mickiewicz? Napisał: „Litwo, Ojczyzno moja…”, nie „Polsko, Ojczyzno moja…”, a uznajemy go i kochamy za polskość wyrażoną na emigracji, w Paryżu (pięknie zinterpretował to Andrzej Wajda). (więcej w „Pomeranii”)

33. Stanisław Geppert, Siedmiu muzyków, radiowe archiwum i pies

Kolejny obszar współczesnej kultury poszerzył się o kaszubskie poletko. Kontrabasista jazzowy Olo Walicki wydał płytę „Kaszëbë”, powstałą na bazie koncertu inaugurującego Europejski Festiwal Folku, który 4 sierpnia 2005 roku odbył się w kościele pw. św. Jana w Gdańsku. Jej warstwa wokalna niemal w całości jest kaszubska. Zawiera teksty Damroki Kwidzińskiej – częściowo recytowane przez autorkę, częściowo śpiewane przez Marię Namysłowską i Karolinę Amirian. Od niedawnej premiery (23 kwietnia br., podczas Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku) płyta zebrała pozytywne recenzje, w których, oprócz podkreślenia dobrej jakości muzyki, krytycy odkrywają rodną mowę Kaszubów: „tajemnicze, archaiczne jakby słowa płynące pośród dźwięków” (Daniel Wyszogrodzki, „Zwierciadło”), „nie zdawałem sobie sprawy, że język kaszubski jest aż tak osobny” (Janusz Jabłoński, „Tygodnik Powszechny”). (więcej w „Pomeranii”)


34. Zbigniew M. Jankowski, Reminescencje (2)

36. Maria Roszak, Pomrów Antoś

Szed se raz bez latówka ślimón Antoś: walny, obślizgły i przebrzydly (tak ludzie myślo, ale ślimóny téż swoje psierdółko majó). Gmérał  i gmérał, taki lejbowaty, a na swojim pomrowim (pomrów to je taki ślimón, co muszli nié ma) puklu tachał lopa swiętojónków. On ich mniał na swojich berbeciów ślimaczych, co już tamoj gnabrowali zéz nudów i zéz głodu i gnérali dóma (a dom tych pomrowów to był ściajw kele paczy za świniarnióm Kowalskich). No i ślimón Antoś tachał na tych swojich figolasków, co by se pofrygali.
Kele muszkata wéw ogrodzie przytarabanił sia namolny robón.
– Na nó! Co ty tam tachasz, Antosiu?
– Świętojónki! Take psiankne i walne. A co?
– A daj mnie!
I robón na ślimóna!
– Daj! Daj, daj! – bolechuje ten głodak i fagas. (więcej w „Pomeranii”)

37. Iwona Joć, Ku pamięci – w chëczowej kronice

Mija właśnie 45 rok istnienia klubu Pomorania. Celowo nie używam jego obecnej pełnej nazwy: Klub Studencki „Pomorania”, bo nie zawsze ta działająca przy Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim organizacja miała charakter li tylko studencki. Przez lata była po prostu klubem młodych. Wykształcenie nie miało w nim większego znaczenia, chociaż wśród członków przeważali żacy albo osoby po studiach.
(…) W chëczy, ze znajomymi z czasów naszej przynależności do klubu, spędziłam małą część długiego majowego weekendu. Podczas wertowania kartek dogorywającego ostatniego tomu – pełnej przeróżnych, wesołych i smutnych, relacji pisanych przez młodych – kroniki natrafiłam na dwie wyrwane stronice z „epopeją” autorstwa moich kolegów. By uchronić od zapomnienia wydarzenie (nieprzyklejone kartki łatwo zgubić), o którym owo „dzieło” traktuje, przytaczam je na łamach „Pomeranii”. (więcej w „Pomeranii”)

38. Lektury

41. Klëka

50. Kow., Informator regionalny

52. Rómk Drzéżdżónk, Matematika (felieton)

Człowiek nigdë do kuńca nie je gwësny, czë to, co mu szkólny w szkole do bani ladëją, mu sa czedës w żëcym przëdô. Muszi rzec, że ne wszëtczé przedmiotë, jaczich naju w „budze” nauczëlë: polsczi, historiô, niemiecczi, rusczi, chemiô, fizyka, obronné przësposobienié, a nawetka na „pokracónô matma” są baro przëdatné.
Tak po prôwdze je baro mało lëdzy, osoblëwie uczniów, chtërnym bë sa matematika widza – jakno przedmiot mô sa rozmiec, a nié jakno rechowanié, bo to czësto co jinszégo. Ne wszëtczé lëczbë naturalné a nienormalné, dodôwanié, odjimowanié, mnożenié, dzelenié, ułómczi, synusë, kosynusë, cądżi skuńczoné a niedokuńczoné, nórtë zwarté a rozwarté, całczi, métrë, minimétrë, kilométrë – nie są je do wzéranié ë zrozmieniô.
Në cëż, taczi mómë w naszim kraju oswiatowi system, że sa człowiek muszi tego wszëtczégo nauczëc, bo to pomôgô kol logicznégo mëszleniô. A jeżlë nié, tej jedinka!
Choc jaż tak stôri jô nie jem, jednako moga rzec: „Za mojëch czasów”, czedë jô do do szkołë chodzëł, jem téż matematiczi nie lëdôł. Choc jô, a moje drëszczi a drëchowie z klasë, drug przed matematiką mielë, tej më ją wëkorzistiwalë baro prakticzno. (więcej w „Pomeranii”)
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!