www.mamboteam.com
 
Strona główna
środa, 13 listopad 2019
 
 
REGINA MATUSZEWSKA. Lepsza swoja łata, niż cudza szata - cz. XVII Drukuj E-mail
niedziela, 06 marzec 2016

Edmund Zieliński: Czytając wspomnienia pani Reginy Matuszewskiej zanurzamy się w zupełnie inny świat, świat bezpowrotnie miniony, przez starszych mile wspominany. Kiedy pani Regina pisze o swoim ojcu krawcu, pamięcią wracam na ulicę Kościelną w Zblewie, gdzie miał swój warsztat krawiecki pan Edmund Szulc. Dom stał naprzeciw spichlerza pana Jancy, dziś przebudowanego na sklepy wielobranżowe.
Korzystaliśmy z usług pana Szulcy. Szył mi młodzieńczy garniturek. Jego warsztatem była jedna z izb jego mieszkania. Duży stół z wielkim blatem, który służył do wszystkiego, co wiąże się z krojeniem, fastrygowaniem, szyciem i prasowaniem. Widzę to ciężkie żelazko stojące na mosiężnej podstawce i manekina z zawieszoną na nim ledwie zaczętą marynarką. Jakby to było wczoraj. Od dawna nie ma pana Edmunda Szulcy, jego warsztatu i domu. Pozostały wspomnienia.


 

 







Regina Matuszewska część XVII


Polska z Ruskiem wojnę wygrali, a Niemcy przegrali. Teraz po tylu latach okazuje się, że Niemcy są górą. Niemiecka zasobność i gospodarność doszła do bogactwa i rozkwitu. Dzisiaj i my chwalimy to, co niemieckie, tracimy dawną nienawiść, którą nam przez wszystkie lata wpajano. Widzimy i słyszymy, jak młodzi ludzie jadą do nich i się płaszczą przed nimi. Przywożą to, czego już Niemcy nie chcą. Handlują tym i cieszą się, że mają zarobek. Kto tu przegrał i kto tu winien, żeśmy tak nisko upadli. Służyliśmy podczas okupacji i teraz służymy z własnej woli. Gdzie te przysłowie - lepsza swoja łata, niż cudza szata. Stroimy się w cudze piórka. Co nasze stare i dobre, bo nas tyle lat grzało, wyrzucamy do lamusa. Ameryka nas zauroczyła swoimi mamidłami. Narzucić chcą nas swoimi dobrociami. Wszyscy nas chcą uczyć ich rozumu, jakbyśmy naprawdę byli niedorozwinięci, jakbyśmy nie mogli wypracować swoich wzorców i żyć według swojej kieszeni. To tak, jak ja bym poszła do sąsiadki, pożyczyła pieniędzy i kupiła sobie kapelusz, albo jeszcze gorzej - kupiłabym wódki, wina, różnych „marsów” i coś tam jeszcze. Bez tego można się obyć, zastępując czym innym. Teraz tak się chyba robi, inaczej byśmy nie doszli do takiej gospodarki. Teraz Polska to jest jak takie pijaczysko, co nie może się z nałogu wyzwolić i musi dalej pić i pożyczać na to picie. Tak wygląda teraz, że Polska nie jest Polską. Straciliśmy Polskę i polski honor.



Regina Matuszewska, Elżbieta Żuławska i Krystyna Szałaśna w Czarnymlesie 24 kwietnia 1996


Niemcy zaprowadzili podczas okupacji swoje rządy. Szkoły zamknęli i dzieci nie uczyły się. Pomagały rodzicom w polu i w domu. Starszą młodzież zabierali w transporty i wywozili na roboty do Niemiec. Młodzież nadgraniczna sama się zgłaszała do Prus na roboty za służących. Stręczyli (namawiali - E.Z.) jeden drugiemu, że tam, u tego Niemca, będzie ci dobrze. Chcieli być bliżej swoich rodzin, mogli odwiedzać swoje rodziny. Zabrali dalej, wtedy była prawdziwa niewola. Niemcy wyznaczali szarwark, furmanki były im potrzebne. Ojciec miał ziemię i konia, i też musiał jechać, jak na niego sołtys czy podsołtys wyznaczył. Ludzie dużo przynosili do szycia. Lejby już nie było i innych żydowskich krawców. Matka mówiła do Żyda, jak raz on czytał po niemiecku książkę: "Wasza mowa podobna do niemieckiej, to wam będzie dobrze, gorzej z nami". Żyd jej przytakiwał, ale oni chyba coś czuli, bo z moich stron wszyscy pouciekali. Ojciec na całą okolicę był sam, co szył. Ludzie się naprzykrzali z robotą. Ojciec poszedł do gminy, do wójta niemieckiego, rozpowiedział o swoich kłopotach. Wójt wysłuchał ojca i wypisał zwolnienie od szarwarku.



Regina Matuszewska z mężem Stanisławem


Ojciec wziął ucznia, żeby uczyć. Ciotki Franek też przyszedł się uczyć na krawca. Ludzie sami się garnęli do nauki jakiegoś zawodu. Pod koniec roku było pięciu uczniów stale. Ojciec dobudował do domu pracownię. Dwóch uczniów jeszcze było dochodzących. Franek spał na ślabanie (ława przystosowana do spania – E.Z.), Bronek na leżance, Antek rozkładał na dużym stole sukno, co ludzie przynieśli do szycia, i spał na stole. Ten blat stołu nie był przybity. Raz cały blat spadł razem z nim i on dalej spał. Jaki to jest sen mocny młodych ludzi. Franek, Bronek i Antek jedli śniadanie i kolację razem z nami. Na śniadanie i kolację były gotowane ziemniaki i coś do ziemniaków, kapusta czy barszcz jakieś i kluski na mleku, czy jakaś kasza. Przy stole ledwieśmy się zmieścili. Była stawiana miska duża z ziemniakami i duże miski z kapustą. Jak to było zjedzone, stawiało się salaterki z mleczną zupą. Wszyscy sięgali i się najedli. Pomiędzy śniadaniem a wieczerzą gotowało się kawę. Oj, czy kawa była... cykoria czy inną mieszanka. Chłopcy szli na niedzielę do domu i blachę chleba sobie przynosili na cały tydzień. Leli sobie kawę, słodzili i jedli z chlebem. Uczniowie się zmieniali. Wyuczyli się i szli na swojej maszynie szyć. Byli i tacy, co się nie nadawali do tego fachu, też odchodzili. Początkującemu przywiązywało palec obrębkiem. Środkowy, na którym miał naparstek. Ten palec musiał się odpowiednio przygiąć, żeby nie szyć bokiem palca, tylko środkiem. Brało się w prawą rękę igłę bez nici i wkłuwało się w szmatę pustą igłę, aż się nauczył szyć na pusto, dostawał coś do obrzucania szwów. Kiedy nauczył się szyć igłą, dopiero uczył się szyć na maszynie. Antoś, najmłodszy brat mojego ojca, odwiedzał nas często. Też się trochę uczył szyć, ale mówił, że to nudne. Wolał grać na organce (harmonijka ustna – E.Z.) i robić coś w polu. Później nas już nie odwiedzał. Poszedł do szkoły rolniczej. 



Regina Matuszewska z mężem Stanisławem

Babcia kupiła stryjkowi osiem hektarów ziemi szlacheckiej, czyli pszenno-buraczanej. Na samą wojną babka stryjka Antosia ożeniła. Piszę ożeniła, bo babka o wszystkim decydowała. Słyszałam, jak po cichu kumy babcine gadały, że Antoś nie bardzo rwał się do ślubu z Honorcią. Mnie się nowa stryjenka bardzo podobała. Na tym weselu tylko ja byłam. Do domu babki naschodziło się kumów pełna izdebka. Była dość obszerna i tam kobiety ustały w kółeczko i śpiewały skoczne i wesołe piosenki, trochę inne jak w Łączkach. Kobiety i ubrane były inaczej, po szlachecku. Spódnice też tkane na krosnach, ale kolory nie takie jaskrawe, bardziej stonowane. Ciemnozielone, bordo, brąz i przetaczkowe. Jedna nitka czarna, druga biała. Wstążeczki czarne i w tym kolorze co spódnice. Nie takie szerokie jak u nas. Szyte w kliny i długie. Do tego bluzki długie i zwiewne. Fartuszki też grały z kolorem spódnic. Włosy zaplecione w koszyczek i schowane pod chustkę. Chustki u nas wiązało się na okrągło. W Cieloszce i we wsiach sąsiednich chustki były jaskrawe i wiązało się pod brodę. Kobiety się naśpiewały. Babcia poczęstowała plackiem i swojskim piwem z jałowca i gryczanym. Gryczany chleb świeży to był taki dobry, lepszy jak pszenny, i mówiło się na niego gryczan. Stryjek był na muzyce. Młody pan wynajmował muzykantów. Oni grali muzykę w wynajętym domu dla całej wsi. Rano poprzychodziły druhny i drużbowie do domy babci. Kumy też przyleciały, żeby stryjka pożegnać i wyprowadzić do ślubu. Śpiewały piosenki smętne;

Ty pójdziesz górą, a ja doliną”, i

Wyszła dziewczyna, wyszła jedyna

jak różowy kwiat.

Ręce załamała, oczki zapłakała,

Zmienił jej się świat.

Nie płacz dziewczyno, nie płacz jedyna,

Ty będziesz...

Ludzie mi cię ganią i rodzice rają

I sam Pan Bóg w niebie.

Ty pójdziesz górą, a ja doliną,

Ty zakwitniesz różą, a ja kaliną.

Ty pójdziesz drogą, a ja gościńcem,

Ty zakwitniesz różą, a ja kaczeńcem.

Ty będziesz panną w tym białym dworze,

A ja będę księdzem, księdzem kanonikiem

W białym klasztorze.

A gdy umrzemy, to damy sobie

Złote litery wybić na grobie.

A gdy kto przejdzie,

Przeczyta sobie,

Tu młoda para, tu młoda para

Leży w tym grobie.


Furmani konie pozaprzęgali, przystroili wstążeczkami. Sany (sanie) ładnie wymościli. Wiązki ze słomy do siedzenia, przykryte kilimami. To był karnawał, było zimno. Chłopy poubierali ciepłe kożuchy. Drużbowie w ciemnych kurtkach. Kobiety w ciemnych paltach. Sanki każde były inaczej pomalowane i miały inne ozdoby. Powsiadaliśmy do sań i jechalim z dziesięć kilometrów. W Ptakach przywitali nas śpiewem tamtejsze sąsiady. Honorka ubrała się w długą suknię, jasny seledyn. Druhna Irena, jej siostra, poprzyszywała drużbom malutkie wianuszki z mirtu i białej wstążeczki. Teraz szykowali się wszyscy do kościoła. Ja zostałam z dziećmi, bo i ja byłam dzieckiem. Poznałam młodsze siostry Honorci. Z Genią i Janią polubiłyśmy się. Sąsiadki kucharzyły. Myśmy wylatywały na szosę i wyglądały, czy od ślubu nie jadą. Ślub był w Kolnie, a ksiądz Bronek, brat, ślub im dawał. Przyjechali z kościoła, wszyscy się porozbierali i zasiedli za stoły. Przyjechał i ksiądz stryjek, usiadł koło młodej pary i koło babci. Ja siedziałam trochę dalej. Ksiądz mnie zauważył i mówi: "O, Reginka jest". Nałożył na talerzyk pieczoną kiełbaskę i mi podał, oraz nóż i widelec. Ja zaczęłam jeść nożem i widelcem. Kiełbaska ślizgała mi się po talerzyku. Nie wiedziałam, gdzie oczy schować, tak się tego wstydziłam. Jakoś zjadłam i ucieszyłam się, że mogłam iść od stołu. Ksiądz po obiedzie dał mi dwa złote, żeby kupić cukierków i obdzielić dzieci, jakie były na weselu. Sklep był u sąsiada. Poszłam z gromadą dzieci i kupiliśmy białych landrynek. Innych tam nie było. Raz, dwa obdzieliłam wszystkie dzieci i po cukierkach. Przyjechałam do domu i rodzicom i siostrom opowiadałam, że dostałam dwa złote i kupiłam cukierków. Siostry mówią: "Ale tyś i głupia, co by mógł za dwa złote kupić". Kiedyś było wstyd wydawać pieniądze na łakocie. Sama nieraz żałowałam, że przepuściłam pieniądze. Teraz, po tylu latach myślę, że dobrze zrobiłam. Pieniądze mogłam zgubić, a tak mam dobre wspomnienie, i dziś bym tak samo zrobiła. Na tym weselu byłam jedynym gościem z domu, chodziłam do drugie klasy. W 1938 roku to było.

Stryjek długo się ze stryjenką nie cieszył. Mieszkali i gospodarzyli w Ptakach. Honorka była dziedziczką, a syna nie mieli jej rodzice. Ona była najstarszą córką i jej przyszło gospodarzyć. Ziemia stryjkowa była w sąsiedniej wsi i tą ziemię stryjostwo obrabiali. Od zimy do lata gospodarzyli. Wszystkich młodych ludzi brali do wojska i stryjka też wzięli. Do domu wrócił, dostał się do niemieckiej niewoli. Irena, siostra Honorki, poszła do księdza Bronka za gosposię. Jania zmarła młodą dziewczynką. Honorka gospodarzyła z rodzicami i urodziła Bronkę. Lubiliśmy rodzinę Honorki. Byli gościnni i chyba też nas lubili.

W następnym odcinku będzie o życiu pod okupacją niemiecką.



Foto. Edmund Zieliński







 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!