www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 22 sierpień 2017
 
 
KRĘGSKI MŁYN. Kiedy przez nasze twarze mówią twarze naszych Ojców... Drukuj E-mail
poniedziałek, 30 maj 2016

Kilka dni temu dałem quiz na temat murali. Jedno ze zdjęć zamieściłem kierując się taką asocjacją – przypomina mur, więc mural. Kiepski żart. W istocie rzeczy to wcale nie mur, a wymyślnie obudowany kamieniami fragment doliny rzeki Wierzycy w Kręgskim Młynie.

Szmat czasu temu u góry tej doliny nie stały jak dziś wille, a idąca z Żabna bita dzisiaj droga do Kręgskiego Młyna była dla Kocbrowiaków, a nawet Koloniaków dziką ścieżką w Groźne i Nieznane. Obok miejsca, gdzie dziś stoi willa dra F. oraz zawziętego kamieniarza H., tuż pod krawędzią zbocza, biło źródło i dziarsko z niego zbiegał po stromiźnie do Wierzycy krystalicznie czysty strumień. Przy drodze od szosy Skarszewskiej szła natomiast oficjalna droga do Kręgskiego Młyna, no i dalej już do Kręga. Przy niej, tuż przed zjazdem do Wierzycy na most, prawie pod nawisem skarpy stał bardzo skromny dom, w których mieszkała biedna rodzina pp. W. Wiem, bo ich synek Janek W. chodził do klasy, której byłem wychowawcą. Cała ta klasa była biedna (przede wszystkim z ulic Bieruta i Kościuszki), a rodzice tak mi ufali, że nie przychodzili na wywiadówki albo pojawiali się sporadycznie i na kilka minut. Dziś w tym miejscu stoi tam kilka ładnych domów, a na stojakach elegancko lśnią kajaki. Kilka dni temu chciałem zrobić zdjęcie owemu ukamienowanemu fragmentowi doliny, ale mając za plecami już tylko szeroko tu rozlaną Wierzycę, a przed sobą dwa ogrody, nie moglem objąć obiektywem tego obrazu skał. Podszedłem więc do płotu drugiego ogrodu i coś tam zakrzyknąłem. Starsza pani podpierając boki zgiętymi na zewnątrz dłońmi zaczęła podchodzić nieufnie i coraz wolniej, więc – zupełnie nie wiem, skąd mi to przyszło – wyrwało mi się: – Pani Wicinka, chciałbym wejść do pani ogrodu, żeby zrobić zdjęcie. Trafiłem! To była mama Janka! Po ponad 35 latach! Kompletnie zaskoczona kobieta podeszła do siatki wpatrując się w moją twarz. Gdy była już ze dwa metry od płotu, nagle rzekła: – Pan Majewski... Że też mnie rozpoznała po tylu, tylu latach – pomyślałem – i już chciałem odpowiedzieć: Tak, to ja, nauczyciel i wychowawca pani syna, ale nie zdążyłem, bo ona dokończyła: – .... doktor Jan Majewski!
Pani Wicinka w mojej twarzy wyczytała mojego Tatę, u którego, jak się okazało, chyba z pół wieku temu pracowała jako salowa na oddziale XV! Bardzo dobry był człowiek dla każdego.
Po chwili rozmawialiśmy już w ogrodzie, skąd mogłem już z bliska robić zdjęcia kamiennej stromiźnie. Ale, powiem Wam, dziwnie się poczułem, bo najpierw wyczytała w mojej twarzy mojego Tatę, a dopiero potem mnie, czyli pana Tadeusza, który uczył jej Janka i Mariolę. – Był pan takim dobrym nauczycielem. Szkoda, że zostawił pan swoją klasę. A Janek pracuje w tym zawodzie, jaki mu pan przepowiedział. Jest budowlańcem. To on tu wszystko pod tą skarpą przebudował i ma wypożyczalnię kajaków. Byliśmy biedni, ale sprzedaliśmy ten piach pod wille, i to zbocze, na którym kamienie układa pan H. I Janek jest bardzo pracowity.
Porobiłem zdjęcia zbocza i pani Wycince, zadowolony, że wyszło słońce i wyostrzyło kamienne szczegóły. Ale coś za co – nie udało mi się odgarnąć cienia z twarzy pani Wycinki. Przecież nie będę ustawiał według moich fanaberii.

TADEUSZ MAJEWSKI [komentarze na Facebooku - zapraszam]

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!