www.mamboteam.com
 
Strona główna
środa, 26 luty 2020
 
 
ANTONI CHYŁA. II Zawody o Puchar Skarbnika Koła PZW nr 74 w Skórczu na Jelonku Drukuj E-mail
wtorek, 16 sierpień 2016


Czas płynie nieubłaganie i już mamy II Zawody o Puchar Skarbnika Koła PZW nr 74 w Skórczu na jeziorze Jelonek. W tym roku również biorę udział w tych zawodach, a to za sprawą mojego profesora w zakresie wędkarstwa Grzesia Glinieckiego. Co prawda profesor wstąpił do PZW później niż ja, lecz zdobyte doświadczenie na wodzie jak również wędkowanie z fachowcami, jak śp. Markiem Bońskim, dały odpowiednie rezultaty. Moje pytanie, czy mam zabrać wędki, Grześ skwitował, że mam zabrać tylko krzesełko - to wystarczy.
 

Rano w niedzielę o godzinie 6:25 melduję się u Grzesia. Razem z nami na zawody zabiera się Irek Krzyżanowski. W trakcie jazdy rozmowa toczy się na temat, czy ryby aby będą brać - taki to jest los wędkarza.
Docieramy na miejsce zbiórki, gdzie już są inni wędkarze, wśród nich jedna koleżanka. Grześ decyduje, że mam brać udział w losowaniu stanowisk - nie dyskutuję. Za chwilę się okaże, że tylko dzięki zbiegowi okoliczności nie będę losował, gdyż na zawody przybyli koledzy Krzysztof Dymkowski i Jan Sikorski, na co dzień pracownicy PSŁ w Gdańsku.
Grześ wylosował stanowiska nr 15 i 16, które znajdują się od parkingu na przeciwległej stronie jeziora. Zawody otwiera kolega prezes koła Włodzimierz Szarafin.
Ostatnie jeszcze wskazówki skarbnika Koła kolegi Kazimierza Grzeni i udajemy się na miejsca. Zawody zaczną się o 8.00 i będą trwać do 12:00. Dziwne, ale wylosowane stanowiska znajdują się o dwa pomosty dalej niż w ubiegłym roku. Różnica pogody też jest, gdyż w 2015 roku było po nocnej burzy, niebo było zachmurzone i dolatywał odgłos grzmotu.







Po dojściu na pomost Grześ każe mi wybrać stanowisko i wybieram nr 16, czyli po prawej stronie pomostu wchodząc na niego. Po wejściu na pomost Grześ każe mi siąść, abym mu nie przeszkadzał. Pięknie wygląda ten nasz Jelonek. Pomimo tylu lat wędkowania zawsze się coś nowego odkrywa.
Pierwszą czynnością, jaką wykonuje Grześ, jest wyczyszczenie z wodnej roślinności tej części, gdzie będziemy łowić. Okazuje się, że tylko trzy rzuty kotwicą wystarczyły, gdyż ktoś wędkujący na tym pomoście oczyścił to miejsce przed nami. Dobrym rozwiązaniem jest rzucanie kotwicy na tej samej długości - Grześ po prostu nadepnął linę tak, że stale miała tę samą długość. Następnie przystąpił do sporządzenia zanęty. Tu już trzeba powiedzieć, że wyglądało to coś w rodzaju pokazu przyrządzania dań przez kucharzy w telewizji.
Po wykonaniu kul pierwsze dwie lądują w wodzie. Przynęta na haczyk - tym razem Grześ poleca kukurydzę. Wykonuję polecenie i teraz się zaczyna. Grześ wskazuje, gdzie mam zarzucać, ale mi nie wychodzi - muszę stale poprawiać. Po zarzuceniu stwierdzam, że słabo widzę spławik. Nie wiem, czy o tym powiedzieć Grzesiowi, ale podzielam się tym faktem. Grześ skwitował to, że dawno mi mówił, abym wyleczył zaćmę, ale po chwili potwierdził, że będzie mnie informował o braniu.









Po prawej naszej stronie na pomoście wędkuje małżeństwo Krystyna i Henryk Sobisz z Wielbrandowa. Mąż pani Krystyny Henryk też oczyszcza stanowisko do łapania. Koleżanka Krystyna siedzi na pomoście od naszej strony. Wykonuję kilka zdjęć. Za chwilę okaże się, że koleżanka Krystyna złapie lina, który przyniesie jej bezwzględne zwycięstwo.
Jestem przygotowany na robienie zdjęć, lecz obawiam się, że zaćma spowoduje, że nie będą odpowiedniej ostrości. Nie mówię o tym Grzesiowi, bo skwituje jak zwykle, pomimo że mówię, że we wrześniu idę na zabieg.
Grześ ma brania, lecz wypuszcza płocie do wody twierdząc, że są za małe, a zawody są o dużą rybę. Mam polecenie od profesora, abym sprawdził, czy na haczyku mam przynętę. Okazuje się, że miałem branie! Kukurydzy nie ma! Nasz pomost odwiedza sędzia kolega Piotr Laskowski, który informuje, że są wszędzie słabe brania. Składamy podpisy na kartach. Okazuje się, że Piotr obchodząc stanowiska znalazł piękne podgrzybki. Co ciekawe, na łowisku można zauważyć, jak wędkarze z gracją wrzucają do wody zanętę. Robią to z namaszczeniem, jak Radwańskiej piłeczki tenisowe te kule idealnie padają w to miejsce, co powinny.
Dziwne, ale na wodzie nie widać ptactwa. To tylko może świadczyć o bytności norki amerykańskiej. Ciekawe, czy w wykonanych przez nasze Koło Łowieckie budkach lęgowych, kaczki krzyżówki wysiedziały młode. Przy silnej ekspansji norki i niezabezpieczeniu budki przed penetracją drapieżnika - nie ma takiej możliwości.
Zapewniam Grzesia, że trzeba poczekać na kaczki północne. Grześ wspomina, że ostatnio dość często wędkarze widują dziki przy Jelonku. Może to być spowodowane przez wilki, że zwierzyna przebywa w obecności ludzi, gdyż w tej chwili część wędkarzy dokonuje połowów nocnych. Opowiadam Grzesiowi fakt, który miał miejsce na dużej łące, którego świadkiem był leśniczy, zarazem myśliwy, kolega Jan Ciarkowski z leśnictwa Karsznia, który będąc na polowaniu w rejonie „Duża Karsznia” z ambony widział, jak wilk próbował zaatakować pasące się jelenie. Były to łanie, byczki dwuletnie i cielaki, w sumie 12 sztuk. Wilk podczołgiwał się pod pasące jelenie, które zauważywszy go, przyjęły krąg tak, że mogły obserwować podejście wilka z każdej strony. W pewnym momencie licówka (łania prowadząca) i druga łania ruszyły w stronę wilka, stając w pewnej odległości od niego i zaczęły uderzać przednimi badylami (nogami) o ziemię. Wilk nie podjął ataku, natomiast pozostałe jelenie ruszyły w kierunku pól Karszanka. Po pewnej chwili za nimi podążyła licówka z łanią. Wilk pozostał na łące. Zauważył lisa i postanowił na niego zapolować. Zaczął podczołgiwać się w jego kierunku. W pewnej odległości od niego podjął pogoń, lecz lis uszedł. Wilk opuścił łąkę bez sukcesów łowczych jak również kolega Jan, z tym, że ten ostatni widział, jak zwierzyna broni się przed wilkiem. Jedna ważna rzecz, że w tym przypadku mieliśmy polującego jednego wilka. W przypadku watahy finał polowania byłby inny.










Tak rozmawiając o łowiectwie zauważyłem, że koleżanka ma branie. Sięgnąłem po aparat i wykonałem zdjęcia - pięknie to wyglądało. Szkoda, że zdjęcia nie były robione z aparatu z teleobiektywem. Powiedziałem do Grzesia, że mamy zdobywcę pierwszego miejsca i będzie to pierwsza kobieta w Kole, która zajęła w zawodach wędkarskich I miejsce.
Grześ zmienia zanętę na inną. Ja nadal jestem bez sukcesu. Grześ łapie większą płoć, którą decyduje zabrać. Ja nadal nie mam żadnych brań. Dziesięć minut przed 12.00, to jest przed zakończeniem zawodów, Grześ każe mi sprawdzić, co jest z wędką. Okazuje się, że mam na haczyku płoć! Z oceny Grzesia wynika, że jest ona większa od jego płoci - tak faktycznie okaże po ważeniu.
Zbieramy sprzęt i udajemy się na miejsce zbiórki - ja pieszo, gdyż idąc wzdłuż jeziora będę szybciej niż Grześ samochodem, który ma do pokonania większą odległość. Przechodząc obok pomostu, gdzie również się pakują kol. Krystyna i Henryk, gratuluję jej pierwszego miejsca. Mi też gratuluje płoci, widziała, jak wyciągałem z wody.


W tym roku na Jelonku odbyły się zawody naszego Koła w dniu 5 czerwca i dziś 24 lipca drugie, ale również do zawodów wykorzystuje je Koło PZW z Pelplina. Ten Jelonek jest faktycznie obciążony pod względem zawodów wędkarskich.
Na miejscu komisja dokonuje ważenia ryb. Na 28 startujących osiem osób jest bez ryby. W sumie zawodnicy złapali 3014 gramów ryby.
Pierwsze miejsce - Krystyna Sobisz 954 punktów (gramów). Drugie - Ireneusz Krzyżanowski - 379 punktów, trzecie Stanisław Bukowski - 292 punktów. Kolejne miejsca to Zbigniew Paw - 192, Jerzy Cyrson – 147, Eugeniusz Serocki - 143 punktów. Na 16. miejscu Jan Trun - 39 punktów, 17. miejsce Krzysztof Dymkowski i Krzysztof Kajut - 32 punkty i 18. miejsce Jan Sikorski 29 punktów.
Następuje wręczenie pucharu koleżance Krystynie i nagród rzeczowych. Po tej uroczystości przystępujemy do biesiadowania. Jak dobrze, że grill pracuje na pełnych obrotach. W przypadku grillowania złapanej ryby na każdego uczestnika przypadałoby 107 gram świeżej ryby, po upieczeniu gdzieś około 100 gram. Dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł, aby przyjąć koncepcję: co złapiemy to zjemy.

Ps. Artykuł z zawodów czerwcowych tego roku miał się ukazać, był już częściowo napisany, czekałem za materiałami odnośnie Jelonka dotyczącego okresu przedwojennego. Z uwagi na to, że nie mogę ich uzyskać, postanowiłem, że nie będę pisał tylko o samych zawodach. O tych drugich postanowiłem napisać - przecież to historyczne, kto je wygrał! „A Krystyna, no miała szczęście” - nikt z mężczyzn nie powie, że utarła nam nosa.

Skórcz dnia 11.08.2016 rok Antoni

















 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!