www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 31 marzec 2020
 
 
RAFAŁ SKRZYPCZAK. Wyprawa na najwyższy szczyt Niemiec Zugspitze [PODRÓŻE] Drukuj E-mail
czwartek, 25 sierpień 2016


W dniu 16.08.2016 dwóch pracowników firmy Gerdins Cable Systems: Arkadiusz Ryngwelski i Rafał Skrzypczak zdobyli najwyższy szczyt Niemiec Zugspitze 2960 m.n.p.m. Towarzyszył im przedstawiciel klienta firmy Gerdins p. Andreas Keller.

Zacznijmy od początku. Reprezentanci naszej firmy zdobywają różne szczyty. 4 lata temu zdobyli najwyższy szczyt Polski Rysy, 2 lata temu najwyższy szczyt Szwecji. Planowaliśmy zdobyć najwyższy szczyt Niemiec w zeszłym roku, niestety pogoda nie dopisała. Na początku września temperatura była ujemna i padał deszcz.

Tym razem obserwowaliśmy pogodę z dużym wyprzedzeniem i postanowiliśmy zdobyć górę w drugiej połowie sierpnia. Kolega z Niemiec zarezerwował nam nocleg od 14 do 19 sierpnia w Biberwier w Austrii.
Podróż w jedną stronę ok 1200 km samochodem zajęła nam 14-15 godzin.
Bardzo długo szukaliśmy możliwości wejścia na szczyt bez profesjonalnego sprzętu i dużego ryzyka. Ostatecznie wybraliśmy szlak z Ehrwald, Austria, przez Gatterl na Zugspitze w Niemczech. Cały dystans koniecznie chcieliśmy pokonać piechotą.
















Rozpoczęliśmy wyprawę bardzo wcześnie. Śniadanie 4.30. Na szlaku byliśmy o 5.30. Było jeszcze ciemno. Najładniejsze zdjęcia wychodziły o poranku. Na początku na szlaku nie było nikogo. Zauważyliśmy bardzo dużo krów. To charakterystyczne dla tych stron. Każda ma dzwonek i słychać je z daleka. Owiec widzieliśmy dużo mniej i pasły się głównie w wysokich partiach. Ludzie, których po drodze mijaliśmy, byli bardzo mili. Z daleka pozdrawiali: „Serwus”. Spotykaliśmy po drodze różnych ludzi w strojach lokalnych, z drewnianym kijem pasterskim. Największe wrażenie wywarło na nas spotkanie z panią, która nie miała nogi. Szła z koleżanką i psem o kulach w dość trudnym terenie.















Pogoda dopisywała, tak że szliśmy dobrym tempem, co jakiś czas zatrzymując się, aby zrobić zdjęcie. Minęliśmy Gatterl, za nim granicę austriacko-niemiecką (płot z furtką i krótka informacja). Do tej pory szliśmy po równym terenie. Od tego momentu zaczęliśmy marsze pod strome podejścia. Najgorzej było na ostatnim etapie. Połowa tego etapu to były drobne skały. Dziwiliśmy się pani, która mówiła, że jest to szlam. Nogi się w tym zapadały. Ciężko było się piąć w górę. Gdy tylko udało nam się pokonać tę część, rozpoczął się ostatni etap – wejście na sam szczyt. Obok były zainstalowane liny asekuracyjne, których się przytrzymywaliśmy. O 13.30 dotarliśmy na szczyt. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Sam szczyt trochę rozczarował, ale nasz kolega z Niemiec przygotował nas na to. Pełna komercja - kiełbaski, piwko, pamiątki. Istnieje możliwość wjazdu kolejką bezpośrednio na sam szczyt, stąd też ogrom ludzi. My nie byliśmy zainteresowani wjazdem. Najważniejsza w górach to droga, a szczyt to tylko cel.





Weszliśmy jeszcze na symboliczny szczyt Gipfel z krzyżem po drabinkach i klamrach i szybko uciekaliśmy z powrotem na szlak.

Powrót był dość męczący. Kolana zaczęły nam dokuczać. Widoki były piękne. Góry zmieniały swoją kolorystykę. Mieliśmy przegląd wszystkich kolorów. Zaczęliśmy o wschodzie, a kończyliśmy o zachodzie słońca. Na miejscu byliśmy o godz. 20.30. Zajęło nam to 15 godzin.








Zdobywszy ten szczyt byliśmy bardzo szczęśliwi. Liczymy, że na tym nie poprzestaniemy. W przyszłym roku będzie to prawdopodobnie najwyższy szczyt Norwegii Galldhopiggen. Mamy w tym kraju bardzo ciekawego klienta. Prowadzę już rozmowy odnośnie możliwości uczestnictwa przedstawiciela w naszej wyprawie. Zobaczymy. Trzymajcie kciuki!

Rafał Skrzypczak






 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!