www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 22 sierpień 2017
 
 
JULIA ZIMNAK. W poszukiwaniu źródeł Kanału Bytońskiego [MŁODZI-STG] Drukuj E-mail
poniedziałek, 10 październik 2016


Było niedzielnie popołudnie. Wraz z moim kuzynem Kacprem i panem Tadeuszem wybraliśmy się na wyprawę w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy „Kanał Bytoński” to aby na pewno kanał.


Spotkaliśmy się przy kościele. Stąd pojechaliśmy do pewnej rodziny, gdzie chcieliśmy rozpocząć swoją przygodę. Na podwórku zauważyliśmy stawek, z którym połączony był bytoński rów. Niestety nie mogliśmy zobaczyć go z bliska, gdyż nikogo nie było na działce. Pan Tadeusz porobił zdjęcia i poszliśmy dalej odkrywać tajemnice kanału.
Pomyślałam sobie, że aby dowiedzieć się czegokolwiek, musimy iść wzdłuż rowu. Tak też zrobiliśmy. Szliśmy brzegiem przez dłuższy czas, aż nagle wyłonił się na naszej drodze domek z czerwonej cegły, a obok niego dwa piękne stawki, które miały coś wspólnego z naszą misją. Przy zbiornikach rosły piękne pałki wodne, pozornie twarde, a rozsypywały się w dłoniach. Kacper po dotknięciu jednej z nich był cały w „pałeczkowym” puchu. Udokumentowaliśmy to na zdjęciach.
Pomaszerowaliśmy do domu, który był nieopodal. Przy budynku stał mężczyzna, z którym przeprowadziliśmy wywiad na temat Kanału Bytońskiego. Pan R. dał nam kolejną wskazówkę, abyśmy udali się do torów, gdzie w nasypie miał się ukazać naszym oczom przepust. Rzeczywiście - znaleźliśmy nawet dwa przepusty. Też zrobiliśmy zdjęcia.
W niewielkiej odległości od żelaznej drogi zauważyłam potężny wykop. Z tego miejsca prawdopodobnie brano ziemię do budowy nasypu. Z miejsca, gdzie staliśmy, było widać historyczne Trosowo. To tu w czasie okupacji wykolejono pociąg, w którym miał jechać Hitler.  Nagle z gęstych krzaków, rosnących na zboczu wysokiej skarpy, wyskoczył wielki jak szafa jeleń. Niestety nie udało nam się go uchwycić obiektywem. Wszystko działo się niespodziewanie i za prędko.
Na drodze przy nasypie zauważyłam czarnego motyla, rusałkę żałobnik. Miał zamknięte skrzydełka i zastanawiałam się, czy jeszcze żyje. Delikatnie wzięłam go w place, otworzyłam skrzydełka i rzuciłam na wiatr. Poleciał z metr i opadł.
Ruszyliśmy znów wzdłuż rzeczki, podziwiając cudowne krajobrazy. Doszliśmy do ruin starego budynku. Musiał tu kiedyś stać dom mieszkalny, który się spalił. Wywnioskowaliśmy to po zwęglonych deskach stropu. Tam też odpoczęliśmy.
W pobliżu ruiny domu natrafiliśmy na dół z wykrotami w piaszczystych, pionowych ścianach i śmieciami na dole. Barbarzyństwo!
Gdy odsapnęliśmy, poszliśmy już w stronę miejsca, gdzie stał nasz samochód. Przy drodze na kraju lasku Kacper znalazł włochatą liszkę i założył mi ją na palec niczym pierścionek. Po kilkudziesięciu metrach natknęliśmy się na ogrodzoną łąkę, na której pasło się stado owiec. W ogóle nie zwróciły na nas uwagi. Bez problemu przeszliśmy przez druciany płot (nie było wyjścia, chyba że wrócić). Na polu rosły małe grzybki. - To są twardzioszki - powiedział pan Tadeusz. - Inna nazwa to tanecznica przydrożna. Te grzybki niesamowicie pachną, są bardzo smaczne i można jeść je na surowo tak jak kurki. To mówiąc pan Tadeusz jednego zjadł, ale ja nie spróbowałam.

Podczas naszej wyprawy spodziewaliśmy się znaleźć źródła, a tymczasem okazało się, że do Kanału Bytońskiego płynie pełno cieków wodnych, po drodze tworząc kilka stawów. Do tego  woda płynie także zza nasypów torów, no i pod ziemią. Zdziwiona jestem, że mieszkając w Bytoni nie wiedzieliśmy z kuzynem, że pod samym nosem mamy taki piękny skrawek ziemi, pełen atrakcji przyrodniczych i zagadek.

Julia Zimnak



1



2



3



4



5



6



7



8



9



10



11



12



13



14



15



16



17



18



19



20



21



22



23



24



25



26



27



28











 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!