www.mamboteam.com
 
Strona główna arrow Młodzi - STG arrow KINGA FOJUT. To dziwne uczucie - być innym... [MŁODZI-STG]
środa, 19 czerwiec 2019
 
 
KINGA FOJUT. To dziwne uczucie - być innym... [MŁODZI-STG] Drukuj E-mail
sobota, 21 styczeń 2017

KINGA FOJUT. FantasY

Zaczęło się niepozornie, od kilku przeczytanych książek. Od razu zakochałam się w fantasy i science fiction. Okazjonalnie romans jako "lekka" lektura czy czysta ciekawość, co widzieli inni w tym bestselerze. Pochłaniałam książki od najnowszych takich jak "Klątwa tygrysa", po klasyki, jak "Hamlet" bądź "Romeo i Julia". Jednak przy każdej książce towarzyszyła frustracja co do postępowania głównych bohaterów. I wtedy pojawiło się pytanie: "Jak ja bym postąpiła"? I tak oto zaczęłam pisać. Zaczynało się niewinnie, od kilku opowiadań, potem przyszła fala poezji. Wiersze były ciekawą odmianą, ale to nie było to. Opowiadania były dużo ciekawsze. Stawały się coraz dłuższe, aż w końcu przyszła myśl o spróbowaniu z powieścią. Okazało się to ciekawą odmianą. Planowanie wątków, ukrywanie podpowiedzi w treści, wymyślanie postaci... To było to!

Umiesz wymyślać od a do z fabuły?

Tak, najlepszą zabawę mam przy zakończeniu

Pytam, bo ja mam z tym problem. Mam opowiadania, właściwie rozdziały, ale nie potrafię tego ubrać w powieściową fabułę, a opowiadań w Polsce nie czytają.

To zwykle przychodzi samo. Oczywiście wydaje mi się, że wymyślam je od zera, ale wiadomo, że wena skądś musiała się wsiąść. Staram się wymyślać oryginalne, jak i charakterystyczne postacie, o rozbudowanych emocjach i (najczęściej) tragicznej przeszłości. Nie wiem, skąd się to bierze. Po prostu w chwilach zadumy wymyślam postać. I nim się obejrzę, dochodzi historia, a chwilę potem ma ona już towarzystwo, i świat. To po prostu jest.



To dziwne uczucie - być innym...

Odkąd tylko pamiętała, otaczali ją naukowcy pouczający ją na każdym kroku. Ale nie to ją martwiło. Luna była inna. I doskonale o tym wiedziała. Nie tylko dlatego, że pozostali mieli tylko jedną parę uszu i nie mieli ogonów. Czuła się inna. Kiedy zadawali jej proste pytania, odpowiadała nie tak, jak oczekiwali. Na przykład, gdy podali jej dwa talerze. Na jednym były truskawki, a na drugim kawałek surowego mięsa. Nie żeby miała coś przeciwko mięsu. Lubiła je, ale po prostu miała ochotę na truskawki. Tak po prostu. Ptak siedział na przeciwległej gałęzi, dziobiąc w korze drzewa. Napięła wszystkie mięśnie, i skoczyła. Niestety, ptak się zorientował i zdążył wypuścić kwas prosto na jej twarz. Spadała prosto na ziemię, twarzą w dół. Siatka ją złapała, a cała symulacja lasu na powrót stała się jasną salą zabiegową.

- Kiepsko.. - Oscar wyszedł z sąsiedniego pomieszczenia, notując coś w zeszycie. - Jeśli się w końcu nie weźmiesz do roboty, będzie potrzebny obiekt dziewiąty.

Głośno przełknęła ślinę - Głupi ptak.. - wymamrotała pod nosem.

- To tyle na dzisiaj... Czekaj tu, aż cię odbiorą.

Wyszedł z pomieszczenia z nosem w swoich zapiskach.

Usiadła po turecku na ziemi i czekała aż przyjdą strażnicy. Obudziła się tu, kiedy miała... pięć lat... Dokładnie osiem lat temu.. Osiem lat.. Dziś minęło osiem lat..

Do pomieszczenia weszli strażnicy. Stanęli za nią, a gdy wstawała, jeden z nich nadepnął na jej wilczy ogon. Zawyła i warknęła na mężczyznę, szczerząc swoje śnieżnobiałe kły.

Szli w milczeniu. Jak zawsze. O wygodach, mogła pomarzyć. Ale nie było najgorzej. Zdążyła się przyzwyczaić.

- Obiekt ósmy.. - kolejny naukowiec podszedł. - Dokąd to się wybiera nasza urocza hybryda? Spojrzał na strażników.

- Do celi. - odpowiedział sucho strażnik.

- Małe okienko, tak? Fenomenalnie! Proszę za mną, panowie.

Obrócił się na pięcie i odszedł. Luna nie miała ochoty za nim iść. To oznaczało coś nowego, czyli nic dobrego.. Ale pod przymusem dwóch wysokich mięśniaków z tyłu nie miała wyboru.. Poprowadził ich kilkoma korytarzami. W tej części miejsca jeszcze nie była. Przeszły ją ciarki.

- No, zapraszam tutaj - zanotował coś w notesie. - Sam poradzę sobie z obiektem.. Możecie zostać.

Weszli do dużego pomieszczenia. Ściany miała kolor piasku. Podłoga była wykonana z jasnego drewna. Pierwsze przyszło jej na myśl, że to najmilsze z pomieszczeń, które widziała do tej pory. Ale wtedy w oczy rzucił jej się pełen strzykawek wózek. W każdej znajdował się inny płyn. Jej wilcze uszy opadły w geście rozczarowania. W rogu stała bieżnia i kilka innych przyrządów, ułożonych na kolejnym wózku.

- Wspaniale! - powiedział, chowając notesik do kieszenie. Spojrzał na dziewczynę i zatarł ręce - Obiekt ósmy.. Czekałem, aż będzie dane nam się spotkać. Ale uprzedzam, poprzednie pięć obiektów nie wyszło stąd żywe. Miejmy nadzieje, że będziesz pierwsza! - mówił z niepokojącym entuzjazmem.

Luna pobladła jeszcze bardziej, mimo że jej skóra i tak była już zupełnie biała.

- Na początek.. - zamyślił się na chwilę - ...na początek usiądź sobie. Zaraz się tobą zajmę..

Ale Luna ani drgnęła.

- Och.. Widzę, że rozpiera cię energia.. Zaczniemy w takim razie od bieżni. - stwierdził.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Kochała biegać. Ucieszyła się z takiego obrotu spraw. Podeszła do maszyny i ustawiła się na macie. Doktorek stanął z przodu bieżni.

- Zaczniemy leciutko. Potem odrobinę przyspieszymy.

Wbrew temu co powiedział, bieżnia ruszyła niezwykle szybko.

- Pięćdziesiąt na godzinę będzie w sam raz na początek.. - zaśmiał się pod nosem i odszedł.

Na początku, dawała radę. Po prostu biegła. Gdy spojrzała na zegar, który wybił siedemnastą, była już odrobinę zmęczona. Wtedy doktorek wszedł. - Och.. Dajesz radę? Świetnie! - uśmiechnął się. - Więc zwiększymy tępo do siedemdziesiątki.

Wstukał coś na panelu bieżni i odszedł.

Postanowiła się trzymać. Po kolejnych dwóch godzinach była wyczerpana. Kochaniutki doktorek wszedł do sali i usiadł na krześle.

Była wykończona. Każdy jej mięsień błagał o chwilę odpoczynku. Nie wytrzymała. Zeskoczyła z bieżni i położyła się na ziemi głośno dysząc.

- Zmęczona? - spytał rozbawiony. - Skończymy jutro. Przenocujesz tutaj - powiedział i skierował się do wyjścia.

- Gdzie..? - spytała.

Odwrócił się w jej stronę, i spojrzał zdziwionym wzrokiem. - Na podłodze, oczywiście.

Luna spotkała wielu podobnych "doktorków", ale ten był zdecydowanie najgorszy.

Położyła głowę na zimnej posadzce i zwinęła się w kłębek. Zawsze tak spała, ale "u siebie" miała przynajmniej czym się przykryć.. Owinęła się puchatym ogonem i zasnęła..

 
dalej »
 
Top! Top!