www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 22 sierpień 2017
 
 
ANTONI CHYŁA. „Lifting” paśników w kociewskich lasach Drukuj E-mail
piątek, 27 styczeń 2017


Czy dziś możemy powiedzieć, że budowa paśników jest inna jak sześćdziesiąt lat temu?

Uważam, że te sprzed 1957 roku zbytnio się nie różnią od tych obecnie budowanych przez myśliwych czy leśników. W tamtym okresie paśniki były wykonane z okrąglaków, a pokrycie dachu stanowiła trzcina lub słoma żytnia (z omłotów cepami), gdyż struktura źdźbła była nieuszkodzona. Dach ten krył robotnik, który miał do tego smykałkę. Paśniki tamtego okresu cechowały się solidną konstrukcją i miały dużą pojemność. Dziś uważam, że wiązało to się z obniżeniem kosztów transportu, jak i w przypadku dużych opadów śniegu paśnik nie stawał się szybko pusty.

W dzieciństwie miałem możność oglądać budowę paśnika w leśnictwie Lasek. Materiał użyty do budowy paśników to drewno sosny lub świerku. W przypadku sosny była używana zdrowa, natomiast świerk z posuszu. Okrąglaki te były pierw okorowane i po upływie co najmniej 2 tygodni używano je do budowy. W tamtym czasie do zbijania konstrukcji paśnika używano gwoździ drewnianych, które były wbijane w otwory wywiercone w drzewie wiertłem ręcznym. Przyglądając się z boku tej pracy wydawało mi się, że pan Stanisław Dubiela wywierca te otwory bez żadnego wysiłku. Stanisław tłumaczył mi, że do drewna i do metalu są inne wiertła. Posiadał też inne piły, jak płatnice. Oczywiście dał mi spróbować wiercić otwory, lecz najczęściej mówił z uśmiechem: „Daj pokój! My do zimy nie zrobimy tego paśnika!”.




Razem ze Stanisławem pracował pan Józef Rocławski. Doskonale się rozumieli. Były również używane gwoździe, lecz te, które otrzymali od ojca, uważali za „szajst”. Wyciągali ze swych toreb stare gwoździe, które były najczęściej zgięte i mnie przypadało je prostować. Z ich relacji wynikało, że to są stare gwoździe poniemieckie i są lepsze od tych nowych. Faktycznie, nowe gwoździe się podczas wbijania wyginały, dotyczyło to szczególnie bali z świerku, a stare poniemieckie szły jak w masło. Pierw Stanisław wymierzał poszczególne elementy, a Józef przerzynał i zaciosywali. Robili to wszystko z pewnym namaszczeniem. Wkopanie dwóch nośnych słupów stanowiło podwalinę budowy paśnika. Mieli z sobą małe drabiny, których używali do ciągnięcia żywicy (napiszę o tym w innym opowiadaniu). Paśniki te stawiano na lekkich wzniesieniach i był do nich dojazd, aby siano, snopówkę czy liściarkę można było dowieźć wozem konnym lub saniami. Pokrycie dachu nie sprawiało im żadnej trudności i Stanisław wspominał, że jak będę na grzybach, a spotka mnie deszcz, to będę miał się gdzie schować. Faktycznie, solidny dach gwarantował, że śnieg czy deszcz nie napadał do siana, które tym samym nie utraciło wartości, w tym przyjemnego zapachu.



Dziś paśniki wykonuje się najczęściej z kantówek i pokrycie dachu to papa lub ondulina. Pamiętam jak kolega Kazimierz Malecki w latach 80-tych mnie i Zygmunta uczył krycia paśników trzciną. Do 2016 roku w obwodzie „Długie” magazyn na okopowe miał jeszcze dach z trzciny, lecz podczas wycinki drewna jakimś cudem ścinane drzewo padło na niego i dach uległ zniszczeniu. Ten paśnik postanowiłem ratować, to znaczy dokonać pełnego liftingu, gdyż ileś lat temu ze Stefanem Filbrantem go od podstaw zbudowaliśmy w oparciu o literaturę łowiecką. Przy okazji liftingowi również został poddany paśnik z Kochanki, który zmienił swe miejsce usytuowania z uwagi na nasadzenia nowej uprawy. Co prawda były głosy, aby go pociąć i będzie zrobiony nowy. W ramach małej „dyktatury” nic z tego nie wyszło, pozostał lifting. Przy modernizacji tych paśników pracowali: Stefan Filbrandt, Zygmunt i Waldemar Kuklińscy, Adrian Wohlert i ja. Te paśniki nabrały innego wyglądu, tak jak kobieta u chirurga. W paśniku na okopowe składowane są buraki cukrowe, a w drugim siano.






Podczas odśnieżania w styczniu 2017 wrzosowisk i dróg dojazdowych do paśników z Czesławem Kroczem mieliśmy możność zobaczyć, czy zwierzyna korzysta z wyłożonej tam karmy. Na śniegu tropy jeleni, saren i dzików, nadgryzione buraki i wyciągnięte siano świadczą, że zwierzyna korzysta. Pokrycie dachowe z onduliny gwarantuje, że jeszcze długo postoją. Paśnik na okopowe liczy sobie tylko 25 lat, a drugi 12 lat. Przy tym paśniku przy Kochance podczas uzupełniania soli w lizawkach z Bajką znalazłem zrzuty parostków kozła. Z paśnikami w kole mieliśmy przypadek, gdzie jeden z kolegów szczeble w drabinie paśnika tak blisko siebie przybił, że zwierzyna by nie była w stanie wyciągnąć siana - i tak bywa.






Ps .Paśnik przy Kochance był pokryty trzciną do roku 2013. Zmieniono ją na używaną ondulinę, która się powyginała z uwagi na duży rozstaw łat. Wykonanie pełnego liftingu tych paśników pochłonęło łącznie 36 godzin. Czy udało się nam jak chirurgowi plastycznemu? Oceniam, że zwierzyna zaakceptowała i to cieszy.

Skórcz dnia 20.01.2017 rok
Antoni




 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!