www.mamboteam.com
 
Strona główna
piątek, 18 sierpień 2017
 
 
BEATA WŁOCH. Źdźbło trawy [bajka] Drukuj E-mail
czwartek, 02 marzec 2017

Źdźbło trawy


Sarenko, córeczko, usiądź wygodnie przy kominku i posłuchaj mamusi. Opowiem Ci bajkę o zagubionym na pustkowiu źdźble trawy. Opowieść, którą usłyszysz, działa się dawno temu w nieznanym bliżej nikomu miejscu. Proszę, uzbrój się w cierpliwość, ponieważ historia roślinki dotknie Twego serca.

Źdźbło trawy, o którym Tobie opowiem, rosło na pustkowiu, które rozpościerało się pomiędzy dwoma starymi lasami. Od dawna nikt nie odwiedzał zapomnianego przez wszystkich kawałka ziemi i wysmukła roślinka była bardzo samotna.

Skoro świt, źdźbło trawy, aby ogrzać niepozorną postać, wychylało się do słonka, a wieczorem, skulone przed chłodem, zasypiało w świetle księżyca. W ciągu dnia marzyło o towarzystwie, a nocą śniło o przyjacielu. Nie umiało biedactwo żyć całkiem samo, dlatego rozpaczało nad swą samotnością. Codziennie źdźbło trawy wyprężało się w górę, do nieba i z wysoka obserwowało pustkowie. Za każdym razem łudziło się, iż zobaczy przyjaznego druha. Próby znalezienia towarzystwa od dawna nie przynosiły efektu. Samotne, opuszczone i zapomniane przez wszystkich źdźbło trawy płakało z powodu długoletniej i uciążliwej izolacji od świata.

Roślinka pamiętała czasy, kiedy na pustkowiu rosły: stare drzewa, młode krzaki, różne warzywa i wysokie trawy. Któregoś letniego południa, całkiem nieoczekiwanie, miało miejsce tragiczne w skutkach zdarzenie. Piękny teren stanął w płomieniach i zostały po nim wyłącznie rozległe zgliszcza. Powodem zniszczenia urodzajnej ziemi była rzucona pomiędzy wysokie trawy zapalona zapałka. Ogień rozprzestrzenił się szybko. W walce z groźnym żywiołem nie pomogło nawet dobrze zorganizowane gaszenie pożaru. Zaborczy żywioł pochłonął wszystko. Katastrofę przetrwało tylko źdźbło trawy, które cierpiało tym mocniej, bowiem wiedziało, co oznacza życie w towarzystwie.

Codziennie źdźbło trawy patrzyło w niebo i żaliło się słońcu brakiem towarzystwa. Kiedy tylko mogło, rozmyślało o minionych czasach. Od lat miało niezmienne marzenie. Pragnęło mieć przyjaciela!

Pewnego poranka, tuż po obudzeniu, roślinka drgnęła z powodu tego, co zobaczyła. Obok niej wyrastało kolejne źdźbło trawy. Było jeszcze malutkie, ale już wychylało się do żółtego słonka. Osamotniona roślinka cieszyła się bardzo z niespodziewanego towarzystwa. Przede wszystkim nie była już samotna. Obok niej rósł towarzysz samotnego życia.

Źdźbło trawy, które odzwyczaiło się od bycia wśród innych, przełamało nieśmiałość i przemówiło do małej roślinki:

- Skąd przybyłaś trawko?

- Skąd przybyłam? To ciekawe pytanie! Codziennie słońce słuchało twego płaczu z powodu braku towarzystwa i nie mogąc znieść smutku, poprosiło wiatr, aby przyniósł na pustkowie ziarenko trawy gotowe na życie w całkowitej ciszy i z dala od zgiełku miasta. Zgodziłam się, ponieważ nie lubię żyć w dużych miastach. Podejrzewałam także, iż twoje towarzystwo będzie niezwykle sympatyczne-powiedziała mała roślinka.

- Trawko, sprawiłaś mi olbrzymią radość! Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę. Czekałam na ten dzień długo i myślałam, iż nigdy nie nastanie. A tutaj taka niespodzianka! -odparło radośnie źdźbło trawy.

Źdźbło trawy już nie było samotne. Tuz obok rosła maleńka roślinka, która z dnia na dzień była coraz większa. Dwie trawki natychmiast się polubiły. Jedna z nich wiedziała, co to samotność, druga znała z opowiadań życie w dużym mieście. W związku z tym źdźbła trawy umiały docenić to, co im się zdarzyło i cieszyły się towarzystwem.

Rozpromienione słonko, patrząc z góry na tę dwójkę, cieszyło się szczęściem zapomnianego przez wszystkich źdźbła trawy i codziennie żółtymi promykami mocno ich grzało. Wiedziało, iż samotna roślinka od dawna pragnęła towarzystwa i w pełni zasłużyła na dzień, kiedy spełniło się jej marzenie.

Szczęśliwe trawki rosły radosne na pustkowiu. Maleńka trawka bardzo urosła i równa była przyjacielowi. Źdźbło trawy, które kiedyś cierpiało z powodu samotności, zapomniało z czasem o dawnym cierpieniu i było bardzo szczęśliwe. A wiatr, główny sprawca radości samotnego źdźbła trawy, nie raz gwałtownym podmuchem niósł innym opowieść o niezwykle szczęśliwych na dalekim pustkowiu dwóch trawkach.

Sarenko, córeczko, chcę, abyś wiedziała, iż usłyszałam wczoraj rozmowę dwóch wróbli, które mówiły o zagubionych na pustkowiu źdźbłach trawy. Zapewne były to trawki, o których tobie dzisiaj opowiadałam. Ich historia jest prosta, ale przemawia do każdego serca, dlatego każdy innym ją opowiada. Proszę ciebie, córeczko, o to, abyś i ty opowiedziała ją kiedyś, bo jest to ciekawa opowieść.

Beata Włoch

Rozmowa z Beatą Włoch i inna bajka - przejdź


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!