www.mamboteam.com
 
piątek, 03 kwiecień 2020
 
 
PAULINA - BLOG PIELĘGNIARKI. Gdzie szukać szczęścia? Drukuj E-mail
niedziela, 12 marzec 2017


W dobrym domu opieki na wolne miejsce można czekać miesiącami. Rzadziej się zdarza, że rodzina weźmie babcię czy dziadka do domu rodzinnego, by tam się staruszkiem opiekować. Najczęściej pacjent zostaje w placówce aż do śmierci. Gdy ona nastąpi, rzeczy osobiste z jego pokoju są pakowane w worki i oddawane najbliższej rodzinie. Ta z kolei oddaje je często do „charity shopów”.


Są to sklepy podobne do naszych lumpeksów, z tym, że część dochodów ze sprzedaży jest przekazywana potrzebującym. Oprócz ubrań w takich miejscach można znaleźć książki, płyty, biżuterię, wszelkiej maści nietrafione prezenty – perfumy, kubki, a nawet meble czy dobry sprzęt sportowy i elektroniczny.

Do charity shopu bardzo często zachodziłyśmy z Martą i nowo poznaną koleżanką Iwonką. Iwonka mieszkała niedaleko nas, jakieś 15 minut, a jakieś 5 minut od tego angielskiego lumpeksu. Jak się poznałyśmy? Wypatrzyłyśmy ją w Tesco robiąc zakupy. Iwonka tam pracowała na kasie. Spojrzałyśmy na nią. Nie potrafię tego nawet opisać. Miała polskość wypisaną na twarzy. Nie myliłyśmy się. Jedno zerknięcie na wypisane na identyfikatorze imię – Iwonka. Zapakowałyśmy zakupy, odebrałyśmy paragon. Wymieniłyśmy się angielskimi regułkami grzecznościowymi, odeszłyśmy od kasy. Nagle przy wyjściu ze sklepu moja współlokatorka przystanęła. Ta kasjerka wydaje się być miła – powiedziała. Marta wyciągnęła zmięty paragon i długopis z torebki.
Po chwili widniał napis na paragonie: „07745246699. Zadzwoń, jeśli będziesz miała ochotę wypić piwko w swojskim towarzystwie. Marta i Paula”. Marta bez wahania złożyła karteczkę w kostkę i poszła ją oddać Iwonce. Po kilku dniach dziewczyna odezwała się. Umówiłyśmy się w pobliskim pubie na szklankę brytyjskiego złocistego piwa Ale.

Potem, gdy się już trochę poznałyśmy, Iwonka, trzydziestoletnia szczupła szatynka o czarnych jak węgle oczach, nieraz zapraszała nas do siebie do domu na herbatę, gdzie specjalnie dla gości jej czteroletni synek robił amatorskie pokazy tańca. Synek, piękny Mulat z długimi loczkami, opadającymi na roześmianą buzię, był wynikiem miłości Iwonki do czarnoskórego Brytyjczyka. Chłopiec rozmawiał ze swoim ojcem po angielsku, a gdy zostawał sam z mamą, komunikowali się w języku polskim. Raz, gdy ojciec przez przypadek usłyszał rozmowę matki z synem, z której nic nie rozumiał, krzyknął ze śmiechem:
- Bloody hell! Cholera! Nie rozumiem, co mówi mój własny syn!
Byli szczęśliwą rodziną.

Pewnego dnia u Iwonki w domu siedziałyśmy z Martą na kanapie, popijając herbatkę Earl Grey. Poradziłam się dziewczyn, co powinnam zrobić. One dwie, szczęśliwe w związkach, mogły zasugerować, gdzie znaleźć miłość. Wiadomo, niby się tego nie szuka, sama powinna przyjść. Ale mi ostatnio ciągle trafiały się randki bez rokowań na dalszy rozwój związku, co zaczęło mnie bardziej i bardziej przygnębiać. Czułam się coraz bardziej samotna.
- Musisz otworzyć się na ludzi Paula. Idź na jakąś imprezę – wygłosiła swój pomysł Iwonka. Spojrzałam na nią z powątpiewaniem. Pobawić się, potańczyć tak, ale miłość na całe życie w dyskotece?
- Załóż sobie konto na portalu randkowym dla emigrantów! – powiedziała Marta. Ona sama poznała swojego męża przez internet. Zawsze wydawało mi się, że ten rodzaj randkowania jest dla desperatów. Spojrzałam na Martę. Ładna blondynka o dużych niebieskich oczach, wygadana, odważna. Takie dziewczyny jak ona nie mają problemu, żeby umówić się na randkę bez pomocy Internetu. Jednak ona mimo wszystko spróbowała również tego. Właśnie w sieci wypatrzyła swojego księcia z bajki.
- Oj, Marta... Nie, no wiesz, chciałabym poznać kogoś w normalnym życiu, nie w wirtualnym.... Co ma być to będzie... – jęknęłam z żałością.

Wieczorem, znów samotność dała o sobie przypomnieć. Nie mogłam zadzwonić do rodziny, bo część współlokatorów już spała. Zawsze kładli się do snu wcześniej. Mieli pobudkę o 3 rano, od 4 zaczynali pracę. Napełniałam powoli kieliszek winem. Dopadła mnie wtedy refleksja. Może czasem... szczęściu trzeba pomóc...

Włączyłam laptopa, żeby założyć konto na portalu randkowym.


PAULINA - BLOG PIELĘGNIARKI Polskanightingale - jak pachnie piniądz [już na 1. miejscu w swojej kategorii!] - PRZEJDŹ DO BLOGA


Przy okazji informujemy, że w piątek blogerka fantastycznie zadebiutowała na papierze w "Rejsach" (prestiżowy magazyn "Dziennika Bałtyckiego")



 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!