www.mamboteam.com
 
piątek, 03 kwiecień 2020
 
 
PAULINA - BLOG "JAK PACHNIE PINIĄDZ". 50 TWARZY... STAROŚCI Drukuj E-mail
środa, 05 kwiecień 2017
polskanightingale

Wiosna 2014

- Pięknie dzisiaj wyglądasz – powiedziałam do naszej seniorki w domu opieki, 102-letniej Teresy. Jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu z powodu komplementu. Był środowy poranek.

W każdą środę dom odwiedza zaprzyjaźniona fryzjerka i układa włosy tym, którym rodziny wpłaciły ekstra kilka funtów na tę usługę. Fryzjerka Jane zazwyczaj pracowała w ten dzień od rana do wieczora. Ceniono jej pracę, zresztą nie miała wygórowanych cen. Za 10 funtów układała włosy paniom, a panom podcięcie proponowała za 6. W mieście dużo drożej. Rodziny ochoczo wpłacały więc pieniążki na jej usługi, zresztą nie tylko jej, bowiem w czwartki przychodziła jeszcze pedicurzystka. Nasze rezydentki to prawdziwe damy – niejedna zapisywała się do fryzjerki nawet co tydzień. Niezależnie od wieku i rodzaju schorzenia, zawsze pamiętały, że są kobietami i trzeba o siebie dbać.



- Paula, jesteśmy bardzo zajęci. Mogłabyś pomóc nam w karmieniu? Może podałabyś tej nowej rezydentce obiad? – zapytała opiekunka Hana. No pewnie, właśnie skończyłam robić leki na lunch. Zresztą zawsze staram się im pomagać, w miarę możliwości - czy to kogoś zawiozę do toalety, czy pomogę w karmieniu. Na dwudziestu pięciu pacjentów mam zazwyczaj czterech opiekunów. Przy wymagającym nastawieniu Brytyjczyków taki stosunek personelu do rezydentów to za mało i zawsze brakuje rąk do pracy.

- Pewnie. Pomogę – odpowiedziałam.

Wzięłam talerz z jedzeniem. Nasza nowa rezydentka, Marie, ma już bardzo zaawansowaną demencję. Jest też ryzyko, że może zachłysnąć się jedzeniem czy piciem. Z tego powodu miała specjalnie przygotowane jedzenie – trzy zgrabnie podane kolorowe trójkąty: zielony ze zmielonego groszku, biały z ziemniaków i pomarańczowy z marchwi. Wszystko polane sowicie sosem z dodatkiem pomielonego mięska. Do tego nalałam Marie napój z dodatkiem zagęszczacza. Po dodaniu łyżeczki proszku zagęszczającego picie nabiera konsystencji kisielu. Posiłek był podany ładnie, tak samo zresztą pachniał.

Marie była przykuta do łóżka, nie była w stanie samodzielnie się poruszyć. Niedawno została wypisana ze szpitala, gdzie nabawiła się sporej wielkości odleżyny na pośladku. Ze względu na to Marie musiała częściej zostawać w swoim pokoju, gdzie mogliśmy co dwie godziny zmieniać jej pozycję z jednego boku na drugi, by rana się szybciej goiła. Spojrzała na mnie obojętnym wzrokiem, gdy usiadłam koło jej łóżka, by podać jej posiłek.




- Witam ponownie, Marie. Mam dla ciebie obiadek. - Położyłam jej serwetkę pod brodą na kształt śliniaka. Nabrałam łyżeczką troszeczkę jedzenia z każdego zmielonego trójkąta. Marie zmrużyła oczy i spojrzała na mnie z niechęcią.

- Pieprz się! – krzyknęła. Zaraz po okrzyku otworzyła buzię, by wziąć pierwszego hapsa. Cóż. Spokojnej zazwyczaj staruszce demencja odebrała możliwość logicznego porozumiewania się, ze słów zostały jedynie obelżywe okrzyki, kierowane w stronę personelu. Po każdej przełkniętej łyżeczce posiłku Marie raczyła mnie soczystym przekleństwem.

Starość przybiera różne formy. Czasem właściciele domów opieki reklamując swoje placówki pokazują piękne zdjęcia, uśmiechniętych rezydentów, jak i personel, przedstawiają wszystko w różowych barwach. Nie zawsze jest tak pięknie. Zdarza się, że pacjenci bywają niemili czy agresywni. Bywa, że personel nigdy nie doczeka się miłego słowa za okazaną pomoc i serce.

Spojrzałam na pomarszczoną buzię Marie. Skończyła właśnie posiłek. Karmienie jej nie było łatwe. Mimo że jadła z apetytem, jedna trzecia z podanego jedzenia ściekała jej po brodzie na rozłożoną serwetkę, a większymi fragmentami, takimi, których nie mogła przeżuć, próbowała we mnie splunąć.

Trudno winić Marie za jej zachowanie. W takich sytuacjach staram się pamiętać, że mi kiedyś też demencja może odebrać wolną wolę i pamięć. Spojrzałam na jej pomarszczoną twarz. Ciągle miała zmrużone oczy, próbujące prześwietlić mnie na wylot. Wzięłam do ręki serwetkę, wytarłam jej buzię z resztek jedzenia. Podniosłam rękę, opuszkami palców pogłaskałam Marie po policzku. Nagle, zmarszczone oczy się rozszerzyły, a niechęć na twarzy zmieniła się w zdziwienie. Podniosłam tacę z pustymi naczyniami. Gdy już się odwróciłam od swojej podopiecznej, zmierzając w kierunku drzwi wyjściowych, usłyszałam za swoimi plecami jej głos. Powiedziała coś nowego. Po pół godziny wykrzykiwania przekleństw w moją stronę usłyszałam coś, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.

- Jesteś całkiem miła.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!