www.mamboteam.com
 
Strona główna
poniedziałek, 26 czerwiec 2017
 
 
PAULINA - BLOG "JAK PACHNIE PINIĄDZ". Pokolenie 1500 brutto Drukuj E-mail
poniedziałek, 10 kwiecień 2017
polskanightingale

Wiosna 2014

W końcu nadszedł wyczekany czas urlopu. Pięć dni. Wiedziałam, że minie jak z bicza strzelił, dlatego skrzętnie zapisałam sobie na kartce, co planuję na każdy wolny dzień. Trzeba iść na przegląd do dentysty, bo w Anglii drogo, a poza tym nie ma to jak Polski dentysta.


Mimo, że już potrafiłam bez problemu płynnie się porozumieć w języku angielskim, obawiałam się, że będzie jak w tym kawale:
Przychodzi Polak do angielskiego dentysty w Londynie i pokazuje palcem bolący ząb mówiąc:
- Tu.
Dentysta wyrwał mu dwa zęby, ale nie bolącego. Na to Polak mówi z bólem, znów pokazując:
- Nie tu, TEN !!!

Jeden dzień przeznaczyłam na zakupy. Wolę kupować ubrania w polskich butikach i poszperać trochę w lumpeksach w poszukiwaniu skarbów – to jeszcze takie przyzwyczajenie z czasów, gdy na pielęgniarskim etacie dostawałam za miesiąc pracy 1500 złotych. Koleżanki Angielki prosiły, abym przywiozła im polską kiełbasę w prezencie z podróży. Poszłam do delikatesów, kupiłam naręcze kiełbasy. Po chwili namysłu kupiłam jeszcze czekoladki. Odwiedzę dziewczyny z mojej starej pracy w szpitalu w Gdańsku, zaniosę im coś słodkiego. Ciekawe, czy przez dwa lata mojej nieobecności się coś zmieniło.



- Paula!! Na ulicy bym cię nie poznała! – krzyknęła pielęgniarka zabiegowa, widząc mnie w korytarzu. Rzeczywiście, przefarbowałam włosy z ciemnego koloru na blond, przytyłam 10 kilo, co zawdzięczam angielskim maślanym herbatnikom. Rozgościłam się w dyżurce, zaparzyłam sobie kawę. Po chwili zleciały się dziewczyny, żeby zamienić chociaż kilka słów.

- Opowiadaj, jak ci tam jest!

Dziewczyny z uwagą słuchały opowieści o pielęgniarstwie w dalekim świecie. O bajkowym domu opieki, o szacunku do pielęgniarek. O świecie, w którym pielęgniarka zarządza zespołem opiekunów, a nie jest człowiekiem „od wszystkiego”.

Nie jedna z moich koleżanek z poprzedniej pracy deklarowała, że również by wyjechała, ale za dużo trzyma w Polsce – kredyt, rodzina, kot, pies. No i nieznajomość języka angielskiego.

- A co u was, kobietki, jakieś zmiany? Podwyżki? Jakieś nowe pielęgniarki? – badałam sytuację. Tęskniłam za Polską. Anglia, mimo że oferowała mi lepszą pracę, kojarzyła mi się dotąd z ogromną samotnością. Zerwane zaręczyny, nieudane randki, a nawet we własnym mieszkaniu zaczęłam czuć się jak intruz. Ale w życiu wtedy bym się przed koleżankami z pracy do tego nie przyznała. Chciałam pokazać się z tej silniejszej strony, że sobie radzę.

- Oj, Paula... Zmiany, zmiany... Chyba na gorsze. Ciągle nas straszą zwolnieniami, że zamiast nas pozatrudniają opiekunki. Że niby tańsze, sobie wyobraź. Ile tańsze? 300 złotych? Te pielęgniarki, które są zatrudnione na etacie, nie widziały podwyżki od pięciu lat... – zaczęły narzekać. Polskie narzekactwo, chciałoby się powiedzieć. Tylko, że kiedy pracowałam w Polsce, to też tak narzekałam. Po pięcioletnich studiach, które nie były łatwe, zaproponowano mi tak śmieszne pieniądze na etacie pielęgniarskim, że musiałam się wspomagać pomocą w postaci słoików z jedzeniem od mamy. Mama co prawda dawała je z przyjemnością, ale o ile lepiej czułabym się z tym, że pracuję, zarabiam i mogę być samodzielna.

Zresztą problem małych zarobków dotykał nie tylko pielęgniarki. Większości z moich znajomych z liceum, którzy nie wyjechali za granicę, a osiedlili się w Gdańsku i okolicach, zaoferowano zarobki rzędu 1500 złotych. Osoby po studiach humanistycznych czy ekonomii nie mogli liczyć na więcej. Pracodawca zacierał ręce widząc tanią siłę roboczą i wmawiał im, że przecież nie mają dużego doświadczenia i powinni się cieszyć, że nie pracują za darmo.

Pokolenie 1500 brutto. Tak nas nazywali.


***

- Paulinko, a myślisz o powrocie do Polski? – zapytała mama z nadzieją. Chciałabym wrócić, jednakże spotkanie z koleżankami ze starej pracy w Gdańsku tylko mnie przygnębiło i zapewniło w przeświadczeniu, że to jeszcze nie ten czas. Ale coraz częściej zaczęłam myśleć o chwilowej przerwie od pracy. Może w okresie świątecznym? Od pięciu lat nie spędziłam ani jednej Wigilii w domu, w gronie rodzinnym. Nawet gdy mieszkałam w Gdańsku, to zawsze pracowałam w Boże Narodzenie. A uzyskanie urlopu w Anglii w tym czasie było wykluczone.

- Mamuś, jeszcze o powrocie nie myślę.

Mama ze smutkiem pokiwała głową.


PRZEJDŹ DO BLOGA


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!