www.mamboteam.com
 
Strona główna
poniedziałek, 11 grudzień 2017
 
 
PAWEŁ PIZUŃSKI. Spotkanie w Gniewie [u schyłku państwa Krzyżaków] Drukuj E-mail
sobota, 26 sierpień 2017


Na zaproszenie komtura Ludwika von Erlichshausena przybyło ich do Gniewa zapewne siedmiu. Każdy odziany jak na paradę, w pełnym rynsztunku i z liczną świtą, bo powaga ich urzędów tego wymagała. Byli przecież wysokimi dostojnikami Zakonu Krzyżackiego, a nie byle knechtami.

Jako jeden z pierwszych pojawił się na zamku bliski krewny słynnego kiedyś wielkiego marszałka zakonu Engelharda Rabe komtur człuchowski Jan Rabe. Jak większość ówczesnych dostojników krzyżackich opowiadał się on za ograniczeniem praw stanowych w Prusach, ale komtur kowalewski Jerzy von Egloffstein był jeszcze bardziej radykalny. Do Gniewa przybył ze swym nieodłącznym kompanem, Wolfgangiem Sauerem, który zarządzał jedną z największych stadnin w państwie krzyżackim. W Laskach koło Malborka hodowano wtedy najlepsze konie bojowe w Prusach. Sauer musiał się więc znać na nich jak nikt inny. Do tego był też wielkim zawadiaką i uważał wszystkich przywódców Związku Pruskiego za zdrajców. Kiedyś powiedzieć miał ponoć nawet, że miejsce ich wszystkich jest w lochu.

Niemal równie radykalny w swych poglądach był komtur toruński, Albrecht Kalb. Od lat twierdził, że zakon zawiesić powinien większość swobód stanowych, ale jego zapały studzili dwaj kolejni goście Ludwika von Erlichshausena. Podskarbi zakonu Leonhard von Parsberg oraz wielki szpitalnik Henryk Reuss von Plauen należeli do najbardziej doświadczonych urzędników krzyżackich i doskonale zdawali sobie sprawę, do czego doprowadzić może zamach na przywileje stanowe. Opór przedstawicieli rycerstwa i mieszczan pruskich byłby tak wielki, że mógłby doprowadzić do wybuchu wojny domowej, a tego nikt przecież nie chciał. Z tego powodu obaj zalecali umiar, choć dobrze wiedzieli, że wielu przywódców Związku Pruskiego kontaktowało się już w tamtych czasach potajemnie z panami polskimi. Leonhard von Persbarg przez wiele lat urzędował przecież w Brodnicy i znał nastroje panujące na ziemi chełmińskiej, zaś Henryk von Plauen był komturem w Elblągu i orientował się, co myślą o Krzyżakach mieszkańcy wielkich miast pruskich. Niewielu ludzi darzyło tam zakon sympatią.

Kalb, Sauer, Egloffstein, Persberg, Rabe i von Plauen przybyli do Gniewa na początku grudnia 1449 r., po czym wraz z miejscowym komturem zamknęli się w zamkowym refektarzu i do późna w nocy dyskutowali nad sprawami zakonu. Chwila była szczególna. Zaledwie miesiąc wcześniej zmarł wielki mistrz Konrad von Erlichshausen i trzeba było wybrać następcę. Niby normalna sprawa, ale w zakonie jedności nie było. Ścierały się różne stronnictwa i każde wysuwało swego kandydata. Duże szanse na wybór miał między innymi komtur Ostródy, Wilhelm von Eppingen. Ponoć zmarły wielki mistrz wskazywał go na swego następcę, ale dla przybyłych do Gniewa dostojników nie był to dobry kandydat. Eppingen, choć człowiek mądry, był aż nazbyt uległy. Według von Persberga, von Plauena i pozostałych gości gniewskiego komtura nie takiego wielkiego mistrza potrzebował zakon. Potrzebny był ktoś obdarzony silną osobowością, ktoś, kto nie cofnąłby się przed zdecydowanymi i energicznymi działaniami. Ktoś taki byłby w stanie utemperować stany pruskie i zjednoczyć podzielony na frakcje zakon, by poprowadzić go ku wielkim czynom. Wprawdzie nikt z obecnych nie potrafił wskazać takiego kandydata, jednak wszyscy uczestnicy spotkania byli zgodni pod jednym względem. Lepiej byłoby, gdyby zamiast słabego i uległego Eppingena wielkim mistrzem został któryś spośród nich. Przy wsparciu pozostałych sześciu mógł osiągnąć wszystkie założone cele. Mógł wzmocnić zakon, mógł poskromić rycerstwo i miasta pruskie, mógł wypełnić złotem opustoszałe skarbce krzyżackie, by w końcu, z Bożą pomocą, pokonać Polskę i Litwę.

Przybyli do Gniewa dostojnicy nie spędzili na zamku zbyt dużo czasu. Wyjechali zapewne krótko po obradach w dniu 4 grudnia 1449 r., tyle że wcześniej każdy z nich złożył wobec pozostałych bardzo ważne zobowiązanie. Każdy przysiągł, że jeżeli to on wybrany zostanie na wielkiego mistrza, wówczas przestrzegać będzie postanowień 13 artykułów, których treść sformułowano jeszcze w czasach Konrada von Erlichshausena. Najważniejszy z nich głosił, że zmusi się przedstawicieli stanów pruskich do złożenia przysięgi na wierność nie, jak dotąd, wielkiemu mistrzowi, lecz całemu zakonowi. Inny, też ważny artykuł, przewidywał, że nigdy więcej żaden brat zakonny nie będzie zakuwany w kajdany. Najwyższą przewidzianą prawem karą miało być teraz pozbawienie winowajcy płaszcza zakonnego i wydalenie go ze wspólnoty.

Spotkanie w Gniewie toczyło się w pełnej tajemnicy. Nikt nigdy nie miał się dowiedzieć, o czym goście Ludwika von Erlichshausna z sobą rozmawiali, nikt też nie miał wiedzieć, jakie uchwały podjęli. Uczestnicy spotkania uroczyście przyrzekli, że dochowają tajemnicy, jednak jakimś cudem niektóre szczegóły rozmów wyszły na jaw. Plotkowano o nich w domach rycerzy pruskich, w ratuszach miejskich i pewno nawet w karczmach, w Prusach kpiny, drwiny i prześmiewcze wierszyki. O spotkaniu i o jego uczestnikach ktoś ułożył nawet pieśń pełną szyderstw i kpin. Z Rabego, Persberga, Kalba, Sauera i pozostałych śmiali się nawet prości ludzie, wszystkim jednak wkrótce zrzedła mina. Oto 21 marca 1450 r. zebrała się w Malborku kapituła zakonu i dokonała wyboru nowego wielkiego mistrza. Następcą Konrada von Erlichshausena został jego bratanek, komtur gniewski, Ludwik von Erlichdhausen. Wyglądało na to, że ziści się to, z czego dotąd wszyscy w Prusach szydzili. Nowy wielki mistrz był przecież nie tylko uczestnikiem spotkania, ale też przedstawicielem najbardziej konserwatywnego stronnictwa w Zakonie Krzyżackim.

Ludwik von Erlichshausen miał szczerą wolę wypełnienia wszystkich zobowiązań, jakie zaciągnął podczas spotkania w grudniu 1449 r., chciał też doprowadzić do uzdrowienia sytuacji w państwie pruskim i Zakonie Krzyżackim. Kurację uzdrawiającą rozpoczął krótko po tym, jak przedstawiciele stanów pruskich złożyli mu przysięgę wierności, tyle że okazał się kiepskim lekarzem. Postępował tak, jak ówcześni medycy, którzy leczyli złamaną nogę. Najpierw składali kość, później usztywniali kończynę, ale w ogóle nie brali pod uwagę faktu, że w nogę wdać się może gangrena. W rezultacie pacjent zwykle umierał.

Ludwik von Erlichshausen zachowywał się podobnie. Najpierw zapowiedział ograniczenie swobód stanowych, później zaczął dążyć do likwidacji Związku Pruskiego, a w końcu oddał spór zakonu ze stanami pod rozwagę sądu cesarskiego w Wiedniu. Równocześnie całkowicie ignorował skargi, które składały stany pruskie na nadużycia urzędników zakonnych. Nie chciał słyszeć o tym, że zakon łamie przywileje stanowe i że w wielu przypadkach postępuje bezprawnie, i w końcu doigrał się. W lutym 1454 r. w Prusach wybuchło powstanie przeciwko zakonowi i zabójcza dla niego wojna trzynastoletnia.






Zakon Krzyżacki w przeciągu swoich dziejów wielokrotnie dopuszczał się bezprawia. Pogan, jeńców wojennych i prostych chłopów Krzyżacy zmuszali do niewolniczej pracy na swych folwarkach oraz przy budowie zamków. Mordowali bez wyroku sądowego wielu ludzi, a najlepszym tego przykładem jest śmierć trzech przedstawicieli rady miejskiej Gdańska w 1411 r. Krzyżacy zgładzili ich ku oburzeniu mieszczan, zagarniali też bezprawnie majątki rycerzy pruskich, łamali przywileje miejskie, podnosili podatki, spekulowali pieniądzem psując jego wartość.

Skandaliczne rzeczy działy się na zamkach krzyżackich. Bracia upijali się, złorzeczyli, dopuszczali się świętokradztw, bójek i zabójstw, a w 1330 r., w zagadkowych okolicznościach zamordowany został w Malborku wielki mistrz Werner von Orseln. Podobnych przypadków było tyle, że można na ten temat pisać opowiadania, powieści i scenariusze filmowe, więc ja też się odważyłem. W wydanej niedawno książce pod tytułem „Kryminalne Sekrety Krzyżaków” opisałem kilka przypadków krzyżackiego bezprawia, omówiłem tam też kilka innych spraw, które można nazwać „kryminalnymi”. Jest więc historia porwania księcia Geldrii i mordu na zamku w Malborku oraz w Gdańsku, jest też sekret mumii odkrytej w jednym z kościołów północnej Anglii. Człowiek, którego tam pochowano, nie został wprawdzie zamordowany, jednak historycy przeprowadzić musieli drobiazgowe, kryminalistyczne śledztwo, by dowiedzieć się, kim był i jak zginął…


Ps. Informacje na temat możliwości zakupu „Kryminalnych sekretów Krzyżaków” i „Pocztu wielkich mistrzów krzyżackich” uzyskać można pod numerem telefonu (048)783696816.

Paweł Pizuński - z zawodu archiwista, uznany historyk i badacz dziejów rycerstwa polskiego oraz Zakonu Krzyżackiego, autorem takich dzieł, jak Wielki leksykon rycerstwa polskiego, Poczet wielkich mistrzów krzyżackich, Krzyżacy od A do Z, Sekretne sprawy Krzyżaków, Tajemnice Grunwaldu, 100 gdańszczan znanych i godnych poznania, Pierwszy pitawal gdański. Jego prace są często wykorzystywane jako źródła we różnego rodzaju opracowaniach czy monografiach, co potwierdza zarówno ich wielką wartość merytoryczną, jak i zdolności piśmiennicze autora.


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!