www.mamboteam.com
 
Strona główna
czwartek, 23 listopad 2017
 
 
ANTONI CHYŁA. Msza hubertowska i polowanie Drukuj E-mail
niedziela, 12 listopad 2017


Zgodnie z planem w kościele w Barłożnie ma się odbyć msza hubertowska, któraś już z kolei w Kole, a po niej tradycyjnie polowanie zakończone biesiadą. Organizacji tego święta podjął się kolega łowczy Krzysztof Bąkowski, który w trzecim roku sprawowania tej funkcji czyni to po raz pierwszy. Do niego należy uzgodnienie mszy świętej z ks. proboszczem Jarosławem Skwierawskim z parafii św. Marcina w Barłożnie.  
Na miejsce zbiórki przed kościołem jadę samochodem z kolegą Sławomirem Kuklińskim. Wraz z nim jedzie jego syn, Patryk, uczeń Technikum Leśnego w Tucholi. Sławek informuje mnie, że chce obmyć samochód na myjce, gdyż jest lekko przybrudzony. Proszę go, aby jechał, gdyż chcę zapalić z jego ojcem znicze na grobie myśliwych z naszego Koła oraz księdza kanonika Krefta. Od dwóch lat wprowadziliśmy taki zwyczaj, który został zapoczątkowany podczas mszy Hubertusowskiej w Kamionce.
W trakcie jazdy informuję Sławka, że dotyczy to byłych myśliwych, jak śp. Franciszka Laskowskiego z Mirotek, który był w Kole strażnikiem i śp. Jerzego Kamińskiego z Barłożna. Sławek pana Laskowskiego nie znał, gdyż miał wtedy trzy lata, natomiast Kamińskiego tak.

Sławek za Mirycami wyprzedza jadącego na mszę Daniela Dworakowskiego z synem Kubą. Przypomniałem Sławkowi, jak z bratem, Waldemarem, z dumą nosili kapelusz myśliwski ojca, Zygmunta. Po dojechaniu do Barłożna zatrzymujemy się przy świetlicy, gdyż na placu przed kościołem odbywają się prace przy utwardzaniu parkingu. Całe szczęście, że Zygmunt też przyjechał z synem Waldemarem i możemy udać się na cmentarz. Próbuję jeszcze kogoś zabrać z zarządu, lecz nie widzę i się spieszymy, bo o godzinie 8 ma się rozpocząć msza. Również dojechał na miejsce ks. proboszcz Tadeusz Galikowski z Kamionki. Pierwszy znicz zapalamy na grobie ks. kanonika Aleksandra Krefta, który znajduje się przy kościele. Udajemy się na miejscowy cmentarz, gdzie z Zygmuntem zapalamy znicze na grobie śp. Franciszka Laskowskiego i Jerzego Kamińskiego. Udajemy się dość szybkim krokiem z cmentarza do kościoła na mszę świętą.

W kościele są już koledzy myśliwi i stażyści, jest były sołtys z Kierwałdu pan Henryk Grochowski. Z wszystkimi się witam przez podanie ręki, w tym z dwiema paniami: panią Bolesławą Jabłonką z Piły i panią Janiną Michną z Barłożna. Na chórze już jest nasz sygnalista kolega Tadeusz Wentowski, w którego sygnałówce odbijają się światła żyrandola. Jestem zdziwiony, że poczet sztandarowy tworzą ci sami koledzy, to jest Krzysztof Walkowski, Daniel Dworakowski i Sławomir Kukliński. Mszę świętą celebruje ks. proboszcz Tadeusz Galikowski z parafii św. Andrzeja Boboli w Kamionce. Cóż, na mszy nie ma organisty. Zamawiając mszę Krzysztof miał poprosić proboszcza o odprawienie mszy w koncelebrze, gdzie być może byłby organista.























Kościół w Barłożnie zmienił się bardzo od ostatniej mszy hubertowskiej. Po prostu wypiękniał, gdyż zmienił się wystrój ołtarza, posadzka, odrestaurowano ołtarze. W swej homilii proboszcz Tadeusz wskazuje na rolę myśliwych w kształtowaniu przyrody polskiej, utrzymanie zagrożonych wyginięciem gatunków zwierzyny, jak i na potrzebę kontroli zwierzyny przed nadmiernym jej rozwojem. Przecież nie kto inny, jak myśliwi poświęcają swój wolny czas na gospodarkę łowiecką. Wspomina również o nawałnicy, jaka miała miejsce w diecezji pelplińskiej w tym roku i zniszczyła duże ilości drzewostanów, które trzeba odtworzyć i zapewnić w tych miejscach byt zwierzynie.
W imieniu kolegów podziękowałem koncelebrantowi dzisiejszej mszy i służbie liturgicznej. Wspomniałem również o mym zaskoczeniu, że ze sztandarem nie stoją młodzi koledzy. Czy my się wstydzimy munduru myśliwskiego? Dziś nie jest nas wielu obecnych na tej mszy. Można przyjąć, że uczestniczy w niej elita Koła. Wskazałem na potrzebę kontynuowania tradycji w Kole, jaką przyjęliśmy podczas mszy hubertowskich: składanie zniczy na grobach zmarłych kolegów myśliwych i odprawianie mszy w poszczególnych kościołach. Jestem za wszelkimi nowoczesnymi formami podziękowania Bogu. Nasze dzierżawione obwody znajdują się na terenie dekanatów gniewskiego, nowskiego i skórzeckiego. Tworzenie wizerunku myśliwego w społeczeństwie jest bardzo ważne i to nie tylko od święta, ale na co dzień. Musi być współpraca z rolnikiem i nawet ze starszą babcią. Podziękowałem kolegom, którzy w tym roku uczestniczyli w mszy hubertowskiej w Katedrze Oliwskiej i nigdy nie odmówią udziału w poczcie sztandarowym. Po mszy przed kościołem wspólnie z proboszczem robimy pamiątkowe zdjęcie. Od Zygmunta dowiaduję się, że pani Janinie Jabłonce podobała się msza święta, a szczególnie granie na rogu myśliwskim.


Udajemy się do Kierwałdu na miejsce zbiórki, gdzie ma się rozpocząć polowanie. Dziś prowadzącym polowanie jest łowczy kolega Krzysztof Bąkowski wraz z pomocnikiem Maciejem Lewandowskim. Rola naganiaczy przypada kolegom Adrianowi Wohlertowi (były stażysta w naszym Kole, w tym miesiącu przystępuje do egzaminu dla nowo wstępujących do PZŁ), stażyści Krzysztof Gliński, Jan Kochanowski, Olgierd Muszyński i Błażej Walkowski. Pozostali to syn Daniela, Kuba, Jan Jabłonka i Piotr Lisewski. Musimy czekać, gdyż powstała przerwa pomiędzy mszą a polowaniem. Wśród nas jest kolega Krzysztof Sturgulewski z dwoma swymi psami myśliwskimi.




















Następuje odprawa myśliwych. Łowczy wręcza podziękowania kolegom szacującym szkody: Wojciechowi Furgalskiemu i Waldemarowi Kuklińskiemu. Polujemy na 21 myśliwych. Mnie dziś udało się wylosować kartkę z nr 14.

Pierwszy miot jest pędzony na „Młyn”, w kierunku drogi na Gąsiorki. Przypada mi stanowisko na skarpie i mam piękny widok na rzeczkę Jonkę. Ten niepozorny ciek wodny przy dużym stanie wody wygląda groźnie. Pięknie wije się pośród łąk i lasów leżących przy niej. Tylko łoskot wody świadczy o tym, że bobry zrobiły tamę i woda się przez nią przelewa. Ten odgłos jest przyjemny dla ucha, nie to, co hałas niosący się od autostrady. W niej niejeden z myśliwych zamoczył się podczas jej przechodzenia. Dziś zaliczył to Paweł Manuszewski. Potężne pokrzywy dają stuprocentowe bezpieczeństwo lisom i dzikom, gdyż przez nie można ich zobaczyć.

Słyszę w oddali strzały, lecz hałas niosący się od autostrady zagłusza dosyć skutecznie odgłos przechodzącej zwierzyny. Koledzy Ryszard Rzoska i Czesław Krocz strzelali do lisa, bez efektów. Po prawej stronie na skarpie widoczne są ślady żerowania bobrów. Tym razem wybrały sobie klon. Widzę za rzeczką naganiaczy Adriana Wohlerta i Błażeja Walkowskiego oraz biegające psy. Po nich dochodzi do mnie Patryk, którego nie widzę, jak idzie obok Jonki - pokrzywy go skutecznie kryją. Po 5 minutach mam następnych naganiaczy - Piotra Lisewskiego i Jana Jabłonkę. W tym czasie coś się przesuwa w pokrzywach, widać ich lekkie falowanie. Okazuje się że to dwa dziki, które przechodzą obok Piotra. Za chwilę słychać strzały. To Sławek Kukliński pozyskuje dzika. Kolega Krzysztof Bąkowski, Wojciech Furgalski i Maciej Lewandowski strzelali również do dzika, bez efektów. Następne strzały od tych będą po kilku minutach, gdy Paweł Szreder pozyska drugiego dzika. Po pędzeniu okazuje się, że zaproszony łowczy z WKŁ nr 203 „Daniel” kolega Janusz Banasiak widział dziki, lecz z uwagi na zarośla nie mógł oddać strzału. Ja, idąc ze stanowiska na miejsce zbiórki przy „gruszce” (w tej chwili nie rośnie tam gruszka, ale w latach 80-tych tak), na drodze przed krzyżem widzę tropy (ślady) wejścia pięciu jeleni podczas pędzenia tego miotu, gdyż odciski racic są po śladach opon samochodów, którym jechali koledzy obstawiać ten miot oraz jeden trop dzika - wejście i wyjście.

Drugie pędzenie to kompleks leśny przy „Ordonie”. Po prawej stronie mam kolegę Tadeusza Wentowskiego, za nim jest kolega Daniel Dworakowski, który widzi chmarę jeleni wychodzących z miotu, lecz nie może strzelać do nich. Po lewej stronie jest kolega Wojciech Furgalski, który też nic nie widział, ale przejeżdżający młody motocyklista, który zatrzymał się przy nim, przekazał informację, że przed chwilą widział watahę dużych dzików - około 10 sztuk. Za Wojciechem stał kolega Stanisław Partyka, który też nic nie widział. Ja co prawda też nic nie widziałem, lecz mogłem podziwiać w blasku słońca opadające liście leszczyny (krzew) i drzewa czeremchy amerykańskiej i grochodrzewu (popularna nazwa akacji). Poza liśćmi przypatrzyłem się dobrze pniom tych roślin. Są faktycznie piękne poprzez korę, która ma różne kształty i ubarwienie. Od 12.00 do 12.02 padły trzy strzały. Kolega Andrzej Liedtkie pozyskał lisa za drugim strzałem. Pierwszy strzał był kolegi Krzysztofa Sturgulewskiego, bez efektu.

Ma być brany jeszcze trzeci miot przy wierzbie, tak zwany miot pocieszenia. Tym razem po prawej stronie mam Stanisława Partykę a po lewej Wojciecha Furgalskiego. Widzę przebiegającego rogacza sarnę i, co ciekawe, ma jeszcze jeden parostek. Po dłuższej chwili nadchodzi naganka. Stażysta Krzysztof Gliński informuje, że widział potężnego byka jelenia, który pobiegł w następnym miot. O tym to miocie Krzysztof Walkowski rozmawiał z panem Kłosińskim, który pracował ciągnikiem na polu i dowiedział się, że po polu dziś chodziła wataha dzików.

Wracamy na miejsce zbiórki, gdzie będzie pokot z dwóch dzików i lisa. Sygnalista kolega Tadeusz Wentowski gra sygnały myśliwskie (nastąpiło otrąbienie, tak w języku łowieckim brzmi). Łowczy dekoruje kolegów myśliwych. Medalem pudlarza odznacza kolegę Wojciecha Furgalskiego, II wicekrólem zostaje kolega Andrzeja Liedtkie, I wicekrólem Paweł Szreder. Panującym królem zostaje Sławomir Kukliński. Jego panowanie trwa do najbliższego zbiorowego polowania.
Na uroczyste zakończenie łowów przybyli członkowie rodzin myśliwych i stażystów, pani Małgorzata Jabłonka - sołtys wsi Kierwałd i pan Piotr Laniecki - wójt gminy Morzeszczyn. Wszyscy są proszeni na biesiadę myśliwska do świetlicy, którą przygotował kolega Maciej Kasiarz. Apetyty wszystkim dopisywały.

Ps. Najważniejszym elementem dzisiejszego dnia była przepiękna pogoda. Po prostu wyjrzało tak upragnione słońce. Na koniec cytat Stanisława Hoppego z książki „Polski język łowiecki”: „Przy pokocie odbywała się też ceremonia pasowania młodych, początkujących myśliwych, po ubiciu pierwszej sztuki grubego zwierza, na rycerzy Św. Huberta i przyjęcie do społeczności myśliwych, po wykazaniu swoich kwalifikacji myśliwskich. Młody myśliwy przyklękał na lewym kolanie, trzymając w lewej dłoni broń, po czym najstarszy wiekiem i rozporządzający autorytetem uczestnik polowania lub gospodarz polowania dokonywał aktu pasowania. Uderzał trzykrotnie młodego myśliwego kordelasem w ramię i kreślił nim, po zanurzeniu w farbie powalonego grubego zwierza, znak krzyża na jego czole, powtarzając odwieczną formułę: W imię Boga, św. Jerzego, św. Michała pasuję cię na rycerza św. Huberta. Bądź mężnym, odważnym i szlachetnym jego wyznawcą”.
I tak róbmy, naprzeciw wszystkim, którzy chcą zniszczyć polskie łowiectwo.

Skórcz dnia 04.11.2017 rok Antoni














































 
dalej »
 
Top! Top!