www.mamboteam.com
 
Strona główna
piątek, 21 luty 2020
 
 
SATYRA. Skąd wziąć 12 baniek? Drukuj E-mail
sobota, 15 marzec 2008




Na Kacewem wstawał świt. Słońce powoli wdzierało się między budynki coraz głębiej i głębiej penetrując szarawe uliczki, niewielkie podwórka i wszelkie inne zakamarki stolicy regionu - Starozgrzytu. Miasto powoli budziło się z uśpienia. Minęła dobra godzina lub dwie. zanim jeden z promyków dotarł do okna mieszkanka prezydenta Starozgrzytu Ferdymunda Strachowika. Nieśmiały promyk chwilę zatrzymał się na parapecie, po czym powoli, powoli zaczął pełznąć po podłodze w kierunku łóżka, na którym wśród kłębiącej się w nieładzie kołdry spoczywało bezwładnie ciało ojca miasta. Promień znowu wahał się chwilę, po czym już jakby pewniej wspiął się na poduszkę i odczekawszy kilka sekund nagle z pełnią mocą.... wskoczył na twarz prezydenta....

- Och nie – westchnął prezydent i już szykował się, by obrócić się na drugi bok gdy całkiem przypadkiem omiótł nieprzytomnym wzrokiem stojący obok łóżka budzik i... w jednej chwili zerwał się jak oparzony.
- To już dzisiaj, to już dzisiaj – powtarzał cicho jak w gorączce w pośpiechu myjąc zęby i ubierając garnitur. Jeszcze tylko tupecik, gdzie on jest? Znowu się gdzieś zapodział.
Nerwowo zaczął szukać wśród porzuconych wczoraj w bezładzie na podłodze skarpetek i kilku innych części garderoby. Szukał i szukał biegając nerwowo po pokoju, a czas mijał – po kilku minutach był już bliski płaczu – przecież tak iść nie mogę – jęczał słabym głosem.

- Jest! - wrzasnął nagle wyciągając zgubę spod łóżka – jak on się tam dostał? - mruknął pod nosem ale nie miał już czasu na roztrząsanie tego problemu. Szybko założył tupecik i wybiegł pędem z mieszkania, niczym młodzik zbiegł długimi susami w dół po schodach, wypadł na parking, wskoczył do swojego zdezelowanego samochodu i z werwą zaczął kręcić rozrusznikiem. Po kilku próbach samochód najwyraźniej zrozumiał o co chodzi i zaczął współpracować. Silnik zapalił raz i drugi ale za każdym razem gasł po kilku sekundach.

- Nie zdążę, nie zdążę - powtarzał nerwowo prezydent - jutro oddam cię na złom Ty cholerny gracie.

W tym momencie, jakby rozumiejąc, że miarka się przebrała silnik zebrał się w sobie i utrzymał obroty. Ruszył z piskiem opon i już po chwili dowiózł ojca miasta do budynku urzędu miejskiego.

Szybko, szybko – mruczał prezydent wbiegając na salę obrad gdzie już czekała rada miasta w komplecie.
- Proszę Państwa – nie będę robił wstępów – wiecie dlaczego się tu zebraliśmy.
- Ja nie wiem! - przerwał ktoś z końca sali.
- To się Pan dowiedz!! – uciął krótko prezydent. Miał już dość niekompetencji co niektórych członków rady i ani myślał przypominać tę długą historię od początku. W zasadzie to chyba by nie potrafił jej jeszcze raz składnie opowiedzieć taka była poplątana – poplątana jak przewody kablówki, której dotyczyła.

- Miasto ma dług w wysokości 12 milionów złotych i zebraliśmy się tutaj, żeby zdecydować skąd pozyskać dodatkowe fundusze – zaczął jeszcze raz prezydent.

- Ojej! – usłyszał z końca sali jęk szczerego zdziwienia i zmartwienia ale to już go nie obchodziło.
- Proszę o propozycję rozwiązania tego problemu – kontynuował prezydent.
- Ja mam pomysł – zorganizujmy zbiórkę pieniędzy od obywateli zamieszkałych na obszarze Kacewa – odezwał się tęgi gość, którego prezydent znał jeszcze z podstawówki.
- Staszek co Ty, zgłupiałeś? Kto Ci dzisiaj dobrowolnie da pieniądze? - odezwał się jego sąsiad, a na sali przez chwilę zapanowała ogólna wesołość.

- Pan Kowalski ma rację – skwitował prezydent - to się nie uda.

- To może wprowadzić obowiązkową opłatę np. od powietrza – nie poddawał się gruby.
- To miałoby sens – poparł go sąsiad.
- Ja wam nic nie zapłacę i wszyscy moi wyznawcy też - stwierdziła Pani S. - my zawsze byliśmy w opozycji i nie będziemy płacić za złe decyzje prezydenta Klucha!
- Szkoda – to był dobry pomysł – pomyślał prezydent Strachowik i... nagle coś zaświtało mu w głowie – Zaraz, zaraz – a może wprowadzimy obowiązkową opłatę tylko dla tych którzy glosowali na prezydenta Klucha.

Na sali aż zawrzało – Rzeczywiście to rozwiązało by problem!! zewsząd słychać było głosy poparcia i uwielbienia dla mądrości prezydenta a on sam pierwszy raz od wielu dni poczuł się szczęśliwy. Wtem z tyłu sali rozległ się nieśmiały głos tego gościa który już na samym początku zebrania swoją niekompetencją zdenerwował prezydenta – Ale przecież wybory były tajne, jak teraz ustalimy kto na kogo głosował?

Na sali zapanowała grobowa cisza – wszystkie oczy zwrócone były na prezydenta a on czuł, że nienawidzi tego gościa najbardziej na świecie do tego mimo usilnych prób nie mógł sobie przypomnieć jego nazwiska co sprawiało, że nienawidził go jeszcze bardziej i bardziej.
W końcu musiał coś powiedzieć więc powiedział cicho – To jest rzeczywiście problem – i zwiesił głowę – znowu ogarnął go smutek.

Jednak już po chwili wśród zebranych zaczęły padać kolejno coraz to inne propozycje rozwiązania tego trudnego dylematu. Niestety wszystkie były nie trafione. Proponowano między innymi zrobić ankietę wśród społeczeństwa niby to w celach historycznej oceny preferencji wyborczej. Jeden z członków rady proponował nawet rozdawanie batoników żeby zwiększyć frekwencję lub darmowe pakowanie przez ankieterów zakupów w supermarketach.

Aż w pewnej chwili...

- Ja mam pomysł – odezwała się tajemniczo Pani S. - trzeba odkopać w archiwum stare karty do głosowania i w ten sposób poznać kto na kogo głosował.

- Pomysł dobry ale przecież to nic nie da – głosowanie jest tajne, nikt się na kartach nie podpisuje.
- Naprawdę? Ja się zawsze podpisuję – stwierdził buńczucznie Pan G. - dzięki temu mam pewność że nikt się za mnie nie podszyje!
- Z kim ja muszę pracować – westchnął prezydent, a do Pani S. powiedział – niestety nie wszyscy (tu znacząco spojrzał na pana G) podpisują się na kartach do głosowania – chyba nie da się więc zrealizować Pani planu.

- A właśnie że się da – powiedziała pewnie i jeszcze bardziej tajemniczo Pani S. - trzeba pobrać odciski palców z kart do głosowania a następnie pobrać odciski palców wszystkich mieszkańców Kacewa i porównać. Mam znajomego, który pracował dla Pentagonu i zrobi nam to w kilka dni bardzo tanio.

- Ile – zapytał krótko prezydent.
- Normalnie taka usługa kosztuje dużo, bardzo dużo ale my będziemy mieli zniżkę.
- Ile – prezydent powtórzył pytanie.
- nooo... tak około .... 12 mln złotych.
- cztery– zimno powiedział prezydent (umiał się targować – jego twarz pokerzysty bardzo mu w tym pomagała).
- dziesięć – próbowała się bronić Pani S.
- cztery – twardo powtórzył prezydent
- dziewięć – próbowała się bronić Pani S.
- cztery – ponownie powtórzył prezydent
- osiem – prawie jęknęła Pani S.
- cztery – jeszcze raz zimno powiedział prezydent patrząc jej prosto w oczy
- siedem – niemal wyszlochała Pani S.
- pięć – powiedział prezydent
- dobrze... Ty brutalu – odpowiedziała cicho Pani S.

Prezydent był zadowolony. Jeszcze raz po męsku rozwiązał problem. W negocjacjach z kobietami był niezastąpiony. Przecież właśnie zaoszczędził 7 milionów z budżetu miasta – ta myśl napawała go dumą i przyjemnym uczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zadowolony z siebie zwrócił się do zgromadzonych.

- niniejszym zamykam nasze spotkanie. Cieszę się z podjętych decyzji i jestem dumny z waszej pracy – rozwiązaliśmy dzisiaj ważny problem Starozgrzytu i całego Kacewa. Dziękuję wszystkim zebranym za uwagę.
Zapanował tumult i szum bo radni zaczęli opuszczać salę.

I wtedy niczym zły duch odezwał się ten znienawidzony gość z tyłu

– Przepraszam bardzo – przecież nie ustaliliśmy jak pobierzemy odciski palców od wszystkich mieszkańców Kacewa i skąd weźmiemy te 4 miliony – ale zmęczeni radni już go nie słuchali.
- Nad tym problemem zastanowimy się jutro – rzucił na odchodnym prezydent, który też był zmęczony i nie miał już ochoty dyskutować z tym gościem zwłaszcza na temat tak błahego szczegółu.
- Jak on się nazywa?, jak on się nazywa? - jedynie to pytanie telepało mu się w głowie przez całą drogę do domu...

Nad Kacewem powoli zachodziło słońce. Zmęczeni ludzie wracali z pracy do domów, a w głowie prezydenta dojrzewał perfidny i wysublimowany plan dokopania temu znienawidzonemu gościowi. - myśli, że jak się nosi tupecik to się jest gorszym?!... że się już nic dobrego nie wymyśli?! Ja mu pokażę, niech no tylko znowu zjawi się na zebraniu. Wtedy pożałuje, że się w ogóle odzywał....


Cdn. chyba nastąpi.
Nazwisko autora e-mail znane redakcji.
Podobieństwo postaci i motywów oczywiście przypadkowe.

Zobacz inne odcinki serii :

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!