www.mamboteam.com
 
Strona główna
sobota, 23 marzec 2019
 
 
POEZJA . Strona Jana Majewskiego Drukuj E-mail
sobota, 10 maj 2008
JAN MAJEWSKI urodził się w styczniu 1924 roku w Łukowie na Podlasiu. Egzamin dojrzałości uzyskał w 1945 roku, po czym studiował medycynę. Po ukończeniu studiów pracował początkowo jako lekarz na wsi, następnie - od 1955 roku - w szpitalu psychiatrycznym w Kocborowie. Poezją na dobre zajął się na emeryturze. W 1994 roku opublikował tomik pt. „Wiersze starego psychiatry", dwa lata później „Berło z leszczyny" ze wstępem Krzysztofa Lisowskiego. W 2000 roku „Pana pejzażu" jako 9. pozycję biblioteki dwumiesięcznika literackiego „Topos" z posłowiem Krzysztofa Kuczkowskiego, w 2002 roku - „Podmiot i figurę" z posłowiem Karola Maliszewskiego, a w 2005 roku „Pacierz biedronki" z posłowiem Anety Krawczyk. W 2007 r. ukazał się zbiorek pt. "Wiersze wybrane". Twórczość poetycką uprawia nadal.

Wiersze starego psychiatry

1994, wydano staraniem własnym






Berło z leszczyny
liryki

Agencja "ART-STYL" Zblewo 1996




Wybór wierszy Jana Majewskiego, który mam prawdziwą przyjemność rekomendować Czytelnikom, powstawał w zamyśle poety wiele lat. Można go uznać za summę, zbiór zapisów najbardziej istotnych życiowych doświadczeń, obserwacji natury, lekturowych doznań. Powolne cyzelowanie wiersza, żmudne dochodzenie do najwyższej klarowności języka, piękna czystego obrazu, trafnego nazwania "stanu rzeczy" po imieniu, dało tu dobre efekty.

Ukazało też wszechstronność poety, umiejącego stworzyć zarówno prosty wiersz opisowy (o zmienności i migotliwości świata), refleksję filozoficznej proweniencji, wieloznaczny i trudny do zwykłej racjonalizacji utwór "kulturowy ", zbudowany z sugestii i aluzji literackich.
Ważne wydaje się to, iż poeta wypracował własną dykcję, ów odróżnialny styl. Nie może być posądzony o jakieś naśladownictwa, jawne terminowanie w szkole któregoś z mistrzów.

Jan Majewski odrzuca w tych wierszach mentorstwo i patos na rzecz bardzo osobistej, szczerej i wzruszającej wypowiedzi lirycznej. Z czułością pochyla się nad rzeczą, drzewem, kwiatem, ze zrozumieniem mówi o trudności porozumienia się między ludźmi, o uczuciowych komplikacjach, egzystencjalnych niepokojach. Mozolnie buduje i pokazuje nam, odbiorcom tych pięknych liryków, możliwość zaistnienia ładu, wewnętrznej harmonii, sensu - choćby na moment. Mimo świadomości śmierci, przemijania, niepowtarzalnej ulotności chwili.
Krzysztof Lisowski



Pan pejzażu
60 wierszy o przemijaniu
dziewiąta pozycja Biblioteki "Toposu"
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu 2000





Nad Starogardem rozbiła się bania z poezją.

.,Pan pejzażu" to już trzeci w przeciągu ostatnich pięciu lat zbiorek liryków Jana Majewskiego. Każdy z nich jest swoistym wyborem z olbrzymiej ilości wierszy.
Duch poezji tchnie kędy chce. Tym razem .,dotknął"' poetę rocznik 1924. I nie chodzi tu tylko o zasugerowaną w poprzednim akapicie ilość (wierszy), ale - przede wszystkim - o ich jakość.

Już we wstępie do „Berła z leszczyny"' (1996) pisał Krzysztof Lisowski, że „...poeta wypracował własną dykcję, ów odróżnialny styl". Spróbujmy więc od razu sformułować, na czym polega oryginalność stylu utworów J. Majewskiego.

Wydaje mi się, że na specyficznie malarskim konstruowaniu świata przedstawionego, na statycznym rytmie obrazowania, na przewadze elementu pejzażu nad wszystkimi innymi. I na roli, jaką Autor przypisuje pamięci. Tutaj pamięć jest funkcją poezji, i na odwrót - poezja jest funkcją pamięci.

Misterium dziejące się w wierszach J. Majewskiego, polega na ożywianiu pamięci. Na uruchamianiu klatek „niemego filmu". Na rzucaniu skoncentrowanej wiązki światła na nieco już odbarwione klisze. Obrazy ożywiane „w tym cichym świetle nie wiadomo skąd"' wynurzają się z niebytu, nabierają kolorów, uwyraźniają się, dynamizują, aż olśniewają bogactwem figur, nadkolorów i nadzapachów. „Teraz już da się ów przepych skupić - powiada poeta w wierszu otwierającym zbiorek - w blasku poezji", scalić w tyglu słów i metafor. Wiersz, który powstaje w wyniku tych alchemicznych transformacji jest „złoty - i jakby o niczym / po wierzchu / Już się formuje w dłoni przy bijącym sercu".

A więc „po wierzchu" jakby żywe obrazy, nagle uruchomione kadry wolno przesuwające się przed oczyma widza-czytelnika, dopominające się wszakże o coś więcej niż tylko współobecność. Domagające się współodczuwania, uznania ożywiającej je siły sprawczej, którą są miłość i czułość do świata-ludzi i pejzażu.

Inne cechy charakterystyczne poezji J. Majewskiego? Z jednej strony specyficzna „kulturowość" wierszy odwołujących się do filozofii z przeróżnych epok, żywotów świętych, Biblii i greckiej mitologii. Ich chwilami niepokojąca przenikliwość. Z drugiej strony muzyczność, refleksyjność, nastrojowość, elegijność i melancholia, wszędobylskie mgły i powidoki. obrazy i ich odbicia, otulone zmierzchem cienie ludzi i rzeczy.

Z obydwu typu utworów emanuje .moc skupienia", a także pełen pogody spokój, biorący się - jak sądzę - z akceptacji zarówno tego, co chwilowe, jak i tego, co wieczne. Z doświadczania urody chwili żyjącej krótko jak jętka i mądrości tego, co od początku świata jest niezmienne i trwale. Z rozumnego i godnego uczestniczenia w misterium przemijania. Gorąco polecam lekturę „Pana pejzażu".
Krzysztof Kuczkowski





Podmiot i figura
Bernardinum
Pelplin 2002




„Pierworodna tajemnica świata"

Wierszy Jana Majewskiego, zgromadzonych w tomie „Podmiot i figura" raczej nie wypada — Czytelniku — mechanicznie „zaliczyć". Należy im się większa uwaga, szczególna troskliwość i zdumione zapatrzenie w wytknięty przez autora cel. Bowiem postanowiono tutaj zdać sprawę z niezwykłego stanu ducha, jaki osiągnięty został przez poetę i bohatera tych wierszy w późnym okresie życia, w dojrzałości będącej zwieńczeniem bogatej w doświadczenia egzystencji.

Nie mamy więc do czynienia z kreacją w stanie czystym, z estetyczną grą, a raczej z czymś w rodzaju misterium autentyzmu przeżycia. Rozgrywa się przed oczami duszy odbiorcy dramat podsumowywania. l chce się wierzyć odkrytej prawdzie. Prawdzie odkrytej przez wrażliwego człowieka i rzetelnego poetę. Intuicja starości, którą każdy z nas w sobie nosi, podsuwa obrazy pokrewne symbolicznym obrazom Majewskiego. Są to — jak sądzę — obrazy „ostatecznego dojrzenia". Bohater nazywa to oknem odsłaniającym stare widoki na nowo ujrzane.

Dojrzał - w sensie: „wreszcie zobaczył", ale również „osiągnął pełnię rozwoju." Tylko akcenty i proporcje / są rozłożone jak gdyby inaczej. W tym miejscu dotykam kwestii smaku. Smaku tych wierszy, zapachu, ich sensualnej wyrazistości. Odsłaniają nowe widzenie - doznanie źródłowej istotności - któregoś dnia uzyskane przez podmiot. Wyrazistość owa pojawia się w bardzo szerokim rozwarciu pola widzenia. To coś pomiędzy podmiotem a figurą jego nieustannego zachwytu dla świata. Ten zachwyt nieraz gorzknieje, ciemnieje, pojawiają się na nim drobne rysy. Jednakże dominującym wątkiem lirycznego monologu wydaje się być głód życia, nienasycenie blaskiem, przestrzenią, formami dookolnego istnienia.

Symboliczne otwarcie okna w pewien kolejny, a jednak szczególny, poranek stało się punktem wyjścia do zawartej w szeregu wierszy medytacji. Bohater rozpisany na wiele „figur retorycznych", postaci wiodących - od obserwatora przyrody po piszącego autobiografię - największą wyrazistość osiąga w masce mędrca, który Dopiero teraz / po wielu lalach niezwykłych doświadczeń wreszcie dostrzega przez oplatająca codzienność sieć drobiazgów zarys całości.

Ta całość określana jest jako Prawda. Dochodzi się do niej w pokorze, z wiersza na wiersz, krok po kroku. Niejako buduje się ją z obserwacji potwierdzających trafność. Elementy tego objawienia układają się w zbieżne ze sobą ciągi. Cykl obrazków z dzieciństwa poświadcza ważkość pierwszych doświadczeń, zadomawiających bohatera w harmonii wszechrzeczy, w nadprzyrodzonym porządku odczuwanym pośród najbliższych, w kręgu domowego ogniska. Tam zrodziło się przeczucie sensu, przekonanie o istnieniu prawdy tuszującej codzienny fałsz.

Teraz właśnie po latach, w chwale osiągniętej naddojrzałości, wraca się do tych pierwotnych doświadczeń i najgłębszych doznań „mocy Ducha". Towarzyszą temu słowa, odwieczne znaki porozumienia miedzy tam a tu, między kiedyś i teraz. Wsłuchiwanie się w ich melodię jest w istocie współuczestnictwem w liturgii, w tak zaskakująco zaistniałym stanie ducha, w tym, co było skryte/ za gwałtownością pragnień nicością spełnienia.

Od „filozofii bytu", jaką się tu uprawia, nie wieje - na szczęście - scholastycznym chłodem. To następny dowód poetyckiej rzetelności, wiarygodności tych wierszy. Piękne są nich te fotografie mijanego świata w jego roślinno-zwierzęcych drobinach, w opisach mechanizmów zachowań żyjątek i żywotów. Fauna i flora zachwytu, objawienia i upojenia widzialnym, przeżytym, to kolejny dowód na istnienie sprawcy Tajemnicy. Boska racjonalność ujawnia się w najmniejszym listku, biedronce, strukturze mrowiska.
Dawno nie czytałem wiersza tak pięknego jak „Cykoria podróżnik". Jest w nim zarazem rozmach wizjonera i czułość dla przyrody godna świętego Franciszka.

Do tej pory nie słyszałem o poecie Janie Majewskim. Wiele wierszy z tej książki pozwoliło mi go wyraźnie zobaczyć i usłyszeć. Chciał w tym tomie „przezwyciężyć świat", żeby jeszcze bardziej go ujrzeć, ubóstwić. Gzy sztuka się udała? Wielu już próbowało. Tutaj te starania - a i życie całe - podsumowano modlitwą. Jest wieczór. Z ust mędrca sączy się szept: opuść ogniste słońce niżej/ i pozwól nocy zgubić wszystkie niecne drogi/ wysługujące się złu.
Czy trzeba jeszcze coś dodać? Poeta to ten, który modli się za nas wszystkich. Zmawia pacierz życiem. Krąży z uporem nawiedzonego w pobliżu wciąż pierworodnej tajemnicy tego świata.
Karol Maliszewski


Podmiot i figura

Dopiero teraz
po wielu łatach niezwykłych doświadczeń
gdy prawie już ustaje nurt rzek pełzanie dróg
przypływ i odpływ krzykliwych dni
rozchełstanych nocy

Dopiero teraz znalazłem okno
przez które widzę prawdziwy krajobraz:
to — co tak długo było skryte
za gwałtownością pragnień nicością spełnienia

Może to tylko łaskawa chwila
podobna do tej
gdy senny wiatr kołysał wisielców Villona
aby przejrzeli nim zapadnie ciemność
by ocenili sami siebie

W takim nagłym widzeniu zamknie - otworzy się wszystko
odwrócą się wartości przenicuje wiara
Ostro się uwypukli najmniejszy błąd
i większa będzie jaskółka która śmignęła w wieczność od ślepego mędrca

W mym szczerym oknie obraz widzialnego świata
nie uległ zmianie
Tylko akcenty i proporcje
są rozłożone zupełnie inaczej —
o całą nędzę życia bliższe żywej Prawdzie


Pacierz biedronki
i inne wiersze
Media-Kociewiak Tadeusz Majewski 2005 rok.
Książka zdobyła w 2006 roku drugą nagrodę na Targach Książki Pomorskiej Costarina w Kościerzynie w kategorii poezja, a jej autor w tym samym roku otrzymał "Wierzyczankę" - nagrodę Prezydenta Starogardu w dziedzinie kultura.




Jak się pisze uczciwie? Najprościej, cicho. Wiernie wobec życia, wiernie wobec śmierci. Jest w tym założeniu determinacja i autentyzm, miara prawdy, także poetyckiej. Wiersza broni zwykle czułość i prawda. To podstawowe warunki, aby poezja nie fałszowała tonu, którym czyni rzeczy nowymi i stwarza świat. Poezja może dotyczyć wszystkiego, wojny i szkoły, biedronki i sosny, deski do prasowania, Absolutu, holokaustu, dziewczyny o imieniu „Manekin"... dzieciństwa, samotności we dwoje, cierpliwości.

Wiersz Jana Majewskiego w przejmujący sposób obejmuje kształt całości i nie wiadomo czym jest - świadomością trwania czy przemijania, miłością czy protestem, może tylko prostotą, może po prostu odejściem od świata powszedniego. Dokąd? Po co? Dla jakiego dobra albo prawdy, z powodu jakiej tęsknoty...

Jest w takim pisaniu, a jakże, trochę wyrafinowania: przecież sztuka jest kreacją, ma zadziwiać. Jakich metod zatem użyć, aby wiersz był oryginalny, mocny jak wino dobrego rocznika? Jest na to sposób. Wiek męski jest wiekiem dumy, wiek dojrzały zdumiewa ludzką godnością przeżywania chwili. Nie wolno szokować, byłoby to niewiarygodne. Wiersz jest po to, aby był piękny. Banalne?! W tym oto tkwi kunszt Jana Majewskiego - wystawić poetę i czytelnika na próbę banału. Próbę generalną, nie na żarty.

Jest w tych tekstach coś, co pozwala odróżnić je od zaledwie ładnych utworów, poetycko zgrabnych. Spoza naiwnych, wzruszających scen zerka ironia, przez obecność ludzi przeziera prawie rozpacz samotności jednego człowieka, ostatecznie budzi się nadzieja, ornamentem całości jest delikatność przyrody, detal opisu, rytm powagi. Intencja poszukiwania trudnej i rzetelnej wiedzy o ludziach i świecie jest przejrzysta, lśni jak lustro, lecz piszący wskazuje ryzyko odbicia - pozorów i iluzji, których dostarcza historia i pamięć, słabości, ograniczenia ludzkiej egzystencji.

Majewski nie szuka egzaltacji, chociaż ociera się o nią. Odzyskuje wdzięk, niezwykłość rzeczywistości w jej dwu wymiarach: religii i natury. Jego wiersz bywa znakiem i wtajemniczeniem - matrycą dla tego, co niepoznawalne, intuicyjne, jak przepowiadane prawdy świata. Dochodzi barwa chwili - nastrój, bliskość w relacji z drugim, czasem nieobecnym, umarłym. Tę bliskość osiąga się tutaj przez pieczołowicie wyłuskiwane związki pomiędzy słowami. Potem pierwsze skrzypce gra już zaduma, a przestrzeń i czas wypełniają się przeszłością, ciągłością zdarzeń przerywanych przez świadomość utraty, oddalenia i powracania. To dom wspomnień, tkany z marzeń i bólu - poetyckość jest raz chłodem, raz gorączką. Tym, co było, jest, będzie. Równolegle.

Nie ma tu popisowej żonglerki konwencjami. Tym lepiej. Kokieteria ustępuje bowiem miejsca czemuś istotniejszemu - naturalnej ekspresji, ba - uczciwości poetyckiej. Dwuznaczność widać w żartobliwych muśnięciach. Co jest rysem szczególnym tej poezji? W uspokojeniu, dążeniu do równowagi, także we wchodzeniu w transcendencję mowy, dorastaniu słowa do metafizyki, jest uroda czegoś, co warto podziwiać.

To coś wyjątkowego - prawdopodobnie łaska dojrzałej młodości, o której wspominają krytycy. Czytając wiersze Jana Majewskiego, mam w pamięci słowa jednego z aktorów, profesora akademii teatralnej : Nie należy słuchać starości, która narzeka, jakie były czasy, która liczy, ile człowiek utracił. Poezja jest jak teatr - ruchem wyobraźni. Woła: teraz! Żyj. Chodzi o to, aby nie zdradzić swego wiersza, nie pisać, jak chce pokolenie czy recenzenci, którzy depczą po piętach cudzym muzom. Majewski traci i zyskuje bodaj wszystko. Nie wierzy w sukces. Porzuca pozy, nie zważa na tendencje poetyckie. Wiersz powstaje na przekór, jak życie.
Aneta Krawczyk



Wiersze wybrane
Media-Kociewiak 2007

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!