www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 25 luty 2020
 
 
TWARZĄ W TWARZ IV. Wieża pod parasole|m Drukuj E-mail
środa, 21 maj 2008

- Panie Tadeuszu. Długo żeśmy nie rozmawiali, a miało być co tydzień i wesoło...

- Nie rozmawiamy, bo w koło jest wesoło... Jak w piosence: kółko graniaste, czterokanciaste (tylko niech pan, panie Bogdanie, nie myśli, że tu jest jakaś sugestia o kantach, po prostu sobie nucę).... Tak więc wszystko idzie, Panie Bogdanie, w dobrym kierunku i nie ma o czym rozmawiać, bo przecież nie będziemy dyskutować, jeżeli wszystko idzie w dobrym kierunku. Co to za dyskusja o dobrych kierunkach. Nie ma temperatury... A poza tym Pan jest - przepraszam za określenie - ciemny, bo nie umie Pan wysłać maila. Ponieważ nie umie Pan mailować, to musimy się spotykać, notować, przepisywać, opracowywać, a w dobie niezwykłego postępu technologicznego moglibyśmy przecież sobie mailować jak w Naszej-klasie... Tak właściwie to dlaczego Pan nie umie wysłać maila?

- Bo jestem na wewnętrznej emigracji. Wyalienowany i myślami w sobie.

- A może Pan się boi, że Pana maile przechwycą specsłużby? Jak pan myśli, są u nas specsłużby?

- Są, ale małe i ich nie widać, Panie Tadeuszu. Nie rzucają się w oko. Są incognito. Chodzą sobie tu i tam po urzędach, po gazetach, po Rynku i oczywiście – o czym Pan nie wie – zaczaili się w sieci, czyli w internecie.

- Jak Pan do tego doszedł, jeżeli nie wysłał Pan w życiu ani jednego maila?

- W sposób bardzo prosty. Jeżeli my wiemy o wszystkich mailach z miasta, to miasto wie o naszych.

- Niech Pan, Panie Bogdanie, powie coś o tych incognito. Jak pan ich rozpracował?

- Normalnie. Wkładałem dwa palce do kontaktu i odbierałem... Mam metolowe plomby w zębach i mi gadało.

- Plomby panu gadały? Alfabetem Morse'a? Że pana podsłuchują? No tak - teraz rozumiem... Ale mógł Pan przynajmniej spróbować coś przemailować.

- Próbowałem. Wysłałem raz maila, ale poszedł pod prąd i wrócił do mnie returnem, z napisem "adresat nieznany". Byłem zdziwiony, że TAM jest ktoś taki mądry i tak szybko odpisał. To jest dowód na to, że wróg czuwa i jest w sieci.

- A czy Pan go widział?

- Wdziałem w Gołębiewku u rybaka. Łapał małe płotki, a grube ryby przeszły obok.

- Wróćmy do sprawy tej Pana wewnętrznej emigracji. Wkoło jest wesoło, a Pan się wewnętrznie rozdziera. Coś Panu w naszym kwitnącym mieście nie pasuje? Budują galerie, hipemarkety, wieżę wspinaczkową i trasę W-Z. Ogrody kwitną bzami... Wieża się panu nie podoba?

- Mnie się wieża podoba, ponieważ jest to wieża ciągłej inwestycji.

- Jak to? Przecież wybudowali i stoi. O finito.

- Pan nie rozumie, jak się robi dobre inwestycje, Panie Tadeuszu... Wybudowali za 700 tysięcy złotych, ale to dopiero początek. Teraz ma być wieża kryta. I teraz – cytuję za gazetą rozpowszechnianą za darmo – ma być nad nią dach, zadaszenie.

- Parasol?

- Coś w tym rodzaju. Ogólnie mówiąc zadaszenie. Żeby osłonić wieżę od deszczu. Ten parasol musi mieć – obliczyłem – minimum 15 metrów średnicy. A na trygonometrii się, Panie Tadeuszu, znam. Dlatego mi się to podoba. Nie dość, że mamy w Polsce największą wolnostojącą wieżę wspinaczkową, to jeszcze będzie z parasolem. To przebije nawet ten dom do góry nogami w Szymbarku. Wręcz niezwykła promocja miasta.

- A mnie się to podoba, że wreszcie nie jest Pan, Panie Bogdanie, malkontentem, i się Panu ta wieża podoba. Ale jak Pan widzi oczyma wyobraźni to zadaszenie, bo ja jeszcze nie widzę? Mam chyba słabą wyobraźnię.

- Być może będzie to parasol składany, jak na plaży nad morzem. Kiedy go się złoży, to nad wieżą stanie 15-metrowy szpic. Na tym szpicu – ja bym tak zrobił, żeby było dostojniej - powinna być zamontowana flaga królewskiego miasta Starogard.

- Ale ja dokładniej chcę wiedzieć, po co ten parasol...

- Żeby deszcz nie napadał.

- I stąd ta średnica? Czy to są precyzyjne obliczenia?

- Tak. I przy założeniu, że w Starogardzie deszcz pada tylko prostopadle, czyli najprościej jak to możliwe. A obrys wieży to średnica około 13 metrów.

- A jak będzie deszcz ukośny?

- To z jednej strony wieża będzie mokra. I liczni chętni będą czekali w kolejce, żeby włazić tylko od suchej strony....

- Pan to wszystko wie, Panie Bogdanie. I wie Pan zapewne, jakie mamy na Kociewiu deszcze. Czy są na przykład kapuśniak albo deszcze ukośne?

- Kapuśniaki nie. U nas są deszcze "leje jak z cebra" albo "krótkotrwała ulewa". Generalnie u nas pada normalny, prosty deszcz z nieba do ziemi, z góry do dołu.

- Ale mamy zmiany klimatyczne. Mogą być wichury, a więc i deszcze boczne, może nawet skrętne, albo taki wredny kapuśniak.

- To wtedy jest możliwe tylko jedno rozwiązanie. Trzeba się zgłosić tam, gdzie szyją plandeki i zamówić jakby obwolutę na rajfeszols.

- Rajfeszlos?! Coi to jest, Panie Bogdanie.

- Kociewskiego Pan nie zna, Panie Tadeuszu|? Rajfeszlos czyli zamek błyskawiczny. I ta plandeka będzie ściągana i zakładana.

- A zimą, tak rozumiem, na wieżę nikt się nie będzie wspinał, bo będą śnieżyce skrętne?

- A właśnie że nie. Będą się wspinali. Wyczytałem, że to ma być wieża do wspinaczki przez cały rok.

- Ale przecież śnieżyce i oblodzenia....

- Dlatego na zimę będzie metalowy silos zakończony stożkiem.

- Powstanie rotunda?

- Z blachy.

- Czyli widzi pan dwa warianty. Jeden to parasol lub plandeka, a zimą blaszak?

- Tak, blaszak – szczelnie zaspawany.

- Do tego zaspawany. A po co to spawać?

- Żeby było szczelnie? Przecież tu aż się prosi, żeby taki silos zbudować i zalać wodą... No dobrze, powiem, co dalej, chociaż niechętnie... Potem... Potem puścić dwa welony, szczeżuje, małże, cierniki i powstanie podwodna wieża wspinaczkowa, na którą chętni będą się wspinali w akwalungach.

- Ależ ma Pan łeb!

- Jak koń.

- Chciałem rzec: jak sklep. Może nawet hipermarket... Teraz rozumiem dlaczego Pan nie chce wysyłać maili. Rozgryzłem Pana... Boi się Pan, że ci ukryci w sieci mogliby Panu ukraść pomysły.... Ale podziwiam Pana, że wreszcie Pan o tej wieży mówi z zachwytem, a nie ciągle krytycznie i krytycznie. Przecież ONI się tak starają... Podoba mi się też to sforumowałenie: "obiekt niekończącej się inwestycji". Czyli idących za ciągłą rozbudową nowych miejsc pracy, szkoleń i rozmaitych działań wymagających etatów i zleceń.

- Na razie odpłatnie zajmują się tym dwie osoby. Docelowo widzę tam zatrudnionych 30 osób.

- Ejże, przesadza Pan.

- Nie, na etatach.

- Ale skąd Pan wziął tę liczbę?!

- Na razie są dwie osoby, a potem... Niech Pan, Panie Tadeuszu, sobie odpowie na pytania: Kto będzie otwierał i zamykał zamykał parasol? A kto będzie otwierał rajfeszloz z góry na dół? A kto będzie napełniał wodą? To wszystko muszą być specjaliści.

- Również do fauny i flory, bo przecież przewiduje pan ryby i szczeżuje...

- Tak. Musi być biolog, mikrobiolog, specjalista do sprawy żywienia ciernika i welona. A w sanepidzie będzie musiała być utworzona cała nowa komórka d/s badania wody bakteriologicznego i chemicznego.

- Czyli zostawiamy tę wieżę, bo ona jest w porządku.

- Tak zostawmy. Lepiej powiem, Panie Tadeuszu. mało "ona jest w porządku". Ona jest wporzo.

- Ach wporzo... Rozumiem. Ok. 

Zobacz powiązane :






Zobacz inne odcinki serii "TWARZĄ W TWARZ":

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!