www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 28 marzec 2017
 
 
II Międzynarodowy Konkurs Fotograficzny „Dziecko w Obiektywie” Drukuj E-mail
środa, 19 listopad 2008

1720 zdjęć nadeszło w tym roku na konkurs organizowany przez Danutę Farysej.

Jurorzy o mało się nie pobili

- II Międzynarodowy Konkurs Fotograficzny „Dziecko w Obiektywie” to jedno z kilku z pani „dzieci” konkursowych. Proszę wymienić inne...

- Pierwszym moim konkursem był „Kociewski Konkurs Plastyczny na Najciekawszą Szopkę Bożonarodzeniową”. W tym roku będzie jego siedemnasta edycja. Od czterech lat organizuję Kociewski Konkurs „Anioł malowany pędzlem, piórem i dłutem”. Te dwa konkursy skierowane są do mieszkańców Kociewia i sympatyków naszego regionu. W obu uczestniczy około 800 osób. Konkurs „Dziecko w Obiektywnie” ma inny charakter. Mogą w nim brać wszyscy, z całego świata, na co pozwala współczesna technologia, przede wszystkim internet.


- Wymyśla pani konkursy i je realizuje. Są to więc konkursy autorskie. Ma pani je „opatentowane”? Pytam, bo od dwóch lat konkurs szopek organizuje również Grzegorz Oller – dyrektor Ogniska Pracy Pozaszkolnej. Jak to się stało, że w Starogardzie są dwa identyczne konkursy o tej samej nazwie?

- Robiłam ten konkurs wiele lat społecznie w Publicznej Szkole Podstawowej nr 8, gdzie nawet utworzyłam galerię „Ósemka”, a potem realizowałam go bodajże pięć lat w OPP. Obecnie robię go w Starogardzkich Szkołach Autonomicznych. Dyrektor Oller doszedł do wniosku, że – ponieważ robiłam ten konkurs u niego – ma prawo go kontynuować. Nie patrzył na to, że ma on dużo starszą historię, istniał, kiedy on sam chodził jeszcze do szkoły.

- Czuje się pani jak osoba okradziona?

- Czuję się urażona. Mógł przecież wymyślić coś swojego, związanego ze swoim muzycznym wykształceniem. I czuję niesmak. W takie konkursy wkłada się duszę i mnóstwo pracy, a tu ktoś – jak to się mówi – małpuje.


- Przejdźmy do konkursu „Dziecko w Obiektywie”. Nie boi się pani, że i tu ktoś... zmałpuje”?

- Nie obawiam się, bo konkurs organizuje bardzo zaangażowany konkretny człowiek, a nie instytucja. To jest jak z twórczością. Obrazu też nie maluje instytucja, a konkretny malarz. Poza tym nie wierzę, żeby znalazł się ktoś drugi bez ambicji, który znowu chciałby powielać jakikolwiek z moich konkursów... Oczywiście konkurs szopek robię w dalszym ciągu, patrząc tylko ze zdumieniem, jak można wykorzystywać nawet opracowany przez mnie regulamin... W pewnym momencie organizowania tego typu konkursów człowiek nie musi się już obawiać, że ktoś mu odbierze prawa autorskie. I tak już jest z konkursem fotograficznym. Nabrał zbyt dużego rozpędu. W ubiegłym roku nadeszło 525 prac. W tym roku... 1720. Zdjęcia nadesłało około 300 autorów. Uczestnikami byli autorzy zdjęć z ubiegłego roku - z wszystkich typów szkół ze Starogardu Gdańskiego i powiatu, ale i z większych miast z Polski - Białegostoku, Częstochowy, Opola, Poznania, Warszawy... Z mniejszych też, na przykład z Supraśla czy Zamościa. W tym roku nadeszło sporo zdjęć z innych krajów. Te liczby pokazują, że pomysł chwycił, podobnie jak w przypadku tamtych dwóch konkursów.

- W jaki sposób nagłośniła pani ten konkurs, że tak się przyjął?

- Stało się tak dzięki kontaktom z różnymi instytucjami w Polsce i za granicą, między innymi z konsulatami i ośrodkami turystycznymi. No i oczywiście przez internet. Informacja na ten temat znajduje się na czwartym miejscu w wyszukiwarce Google wśród innych konkursów o podobnej tematyce. Prace przychodziły z wielu zakątków świata. W formie listownej i pocztą elektroniczną. 


- Proszę podać, z jakich krajów...

- Z Panamy, Nikaragui, Peru, Kenii, Sudanu, Ghany, Gwinei, Zambii, Australii, Rosji, Białorusi, Włoch, a nawet w Tybetu.

- A z Irlandii? Anglii? Przecież mieszka tam mnóstwo Polaków.

- Z Irlandii nie. Z Anglii tak. Również dużo z Niemiec.

- Ale kto z tych krajów nadsyłał?

- W znakomitej większości Polacy. Największą grupę stanową tu misjonarze, a potem osoby podróżujące, często z naszego regionu.

- Kto był w komisji?

- Komisji, chciałabym tu zaznaczyć, wstępnie oceniającej... Przewodniczącym był Lech J. Zdrojewski – artysta fotografik, pani Halina – właścicielka salonu Foto-Halina i współpracujący z nią fotograf oraz redaktor naczelny „Gazety Kociewskiej” Tadeusz Majewski. Ja byłam sekretarzem.

- Czy jurorzy byli zgodni w ocenie?

- Nieomal się pobili. Wobec tego dokonano wyboru wstępnego. Widać, jaki to był trudny orzech do zgryzienia.

- Kiedy ostatecznie rozstrzygnięcie?

- W połowie grudnia, już po wydaniu – jak w ubiegłym roku - kalendarza z najciekawszymi zdjęciami. W połowie stycznia będzie wystawa pokonkursowa w Galerii Mariackiej w Gdańsku.

Rozmawiał PMad

ZDJĘCIA

  1. Pani Danka przyszła z ciężkimi torbami pełnymi zdjęć.

  2. Jurorzy mają naprawdę wielki problem.

3, 4, 5, 6. Te zdjęcia, wśród wielu innych, przeszły wstępną kwalifikację.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!