www.mamboteam.com
 
Strona główna
niedziela, 22 październik 2017
 
 
Wachman i jego syn w opowiadaniach Drukuj E-mail
środa, 03 grudzień 2008


5.12 autor dwóch książek Bogdan Kruszona będzie miał w Spółdzielczym Domu Kultury w Starogardzie swój wieczór autorski. Już dziś Kruszona zapowiada, że będzie niekonwencjonalnie.



Bogdan Kruszona urodził się 2.08.1946 r. w Starogardzie. Ukończył tu LO, a następnie SN – Wyd. Fizyki z Chemią w Słupsku. Przygotowując się do specjalizacji ukończył studium podyplomowe z fizyki na UG. Od 1992 r. współpracował z „GK” drukując artykuły i felietony. W 2005 r. w grudniu został red. nacz. „GK”. Następnie pisał felietony w innych tytułach. W latach 80. jako członek AKF „7” (klubu filmowego) nakręcił ok. 30 filmów amatorskich. Niektóre zostały nagrodzone na festiwalach i przeglądach. Od 2007 r. przygotowywał się do wydania dwóch książek. Pierwszej – opartej na podstawie pamiętnika Polaka z Pelplina, siłą wcielonego do niemieckiego wojska. Drugiej - również na podstawie pamiętnika, ale tym razem polskiego imigranta ze Starogardu, który w 1989 r. przez obóz Osnabruck Bramsche osiedlił się w Hamburgu.

Zbieranie materiałów oraz pogłębianie wiedzy dotyczącej Starogardu i Kociewia z tych okresów, o jakich mówią książki, trwało rok. W tym, 2008 r., je napisał. Pierwszą, „Wachman Stalagu XI A Altengrabow”, a następnie drugą - „Imigranci z obozu Bresche-Hesepe Hamburg '89”. Wydało je Wydawnictwo Bernardinum w Pelplinie. Pierwszy nakład „Wachman...” został rozdany osobom autorowi bliskim i zainteresowanym, zwłaszcza naukowcom zajmujących się życiorysem K. I. Gałczyńskiego. Tytułowy wachman przez 3 lata (1941 – 1943) miał styczność z poetą i zdradza mnóstwo spraw zupełnie nieznanych z tego okresu jego życia. Informacji tak zaskakujących, że autorowi groziła przez telefon córka Gałczyńskiego Kira. Obecnie wyszło drugie wydanie tej pozycji - poprawione i opatrzone następującym wstępem autora.


„Ojciec Romana Kaufmanna przed I wojną światową emigrował za pracą do Niemiec. Tam pracował trzy lata w kopalni węgla kamiennego. Gdy wybuchła wojna, wcielono go do armii pruskiej. Po wojnie wrócił do rodziny, do wsi Czerlejnko - powiat Środa, województwo poznańskie. W czasie II wojny światowej Niemcy wszystkim Polakom mającym przodków w armii pruskiej przyznawali obywatelstwo niemieckie III grupy, by móc wcielić mężczyzn do swojej armii. Ze Starogardu tylko z jednego podwórka przy ul. Gdańskiej w ten sposób przymusowo do Wehrmachtu wcielono oprócz Kaufmanna kilkunastu szlachetnych Polaków, w tym ojca ks. Henryka Jankowskiego, który zginął na froncie wschodnim. Oprócz Jankowskiego z tego jednego podwórka zginęli: Albrecht, Benke, Lerwitz, Puchalski i jeszcze kilku innych kolegów i znajomych Kaufmanna. Tym nielicznym, którzy przeżyli, nie przypinano medali. Żadne władze – ani polskie, ani niemieckie - nie uznały i do dziś nie upomniały się o Polaków ze Śląska i Pomorza. Polscy żołnierze Wehrmachtu po wojnie nie mieli swojego związku czy swojej reprezentacji pozarządowej. Wręcz przeciwnie, byli prześladowani i szykanowani. Każdy żołnierz Wehrmachtu - z tych setek tysięcy przymusowo wcielonych do wojska, a nielicznych, którzy przeżyli - mógłby napisać swoją własną historię. Czytelnik tego pamiętnika może zadać pytanie: po co i dla kogo? Odpowiedź jest tylko jedna. Dla historycznej prawdy i potwierdzenia, że podłości i małostkowości człowieka nie wyznacza krój, kolor, naszywki czy dystynkcje na mundurze, który nosił. Człowiek uczciwy zawsze nim pozostanie, bez względu na uniform, który nosił, mimo że nie był to jego mundur i jego ojczyzna.

Druga książka jest jakby kontynuacją zdarzeń opisanych w „Wachmanie”. Na podstawie niemieckich dokumentów swoich przodków ruszyła w 1989 r. dotąd niespotykana lawina emigracji do Niemiec młodego pokolenia starogardzian.


„Imigranci z obozu Brasche-Hesepe Hamburg '89” opatrzona jest następującym wstępem:

„Około 4 milionów Niemców z dawnych terytoriów należących do Rzeszy nie mogło po wojnie wrócić do kraju ze względu na restrykcje w wyjazdach ze strony państw bloku radzieckiego. Władze Republiki Federalnej Niemiec konstytucyjnie zagwarantowały im prawo powrotu do ojczyzny. Zgodnie z art. 116 Ustawy Zasadniczej RFN osoby, które „albo posiadały niemiecką narodowość, albo jako uchodźcy lub wypędzeni o niemieckiej narodowości, czy też ich małżonkowie lub potomstwo, osiedliły się na terytorium Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r., były uznawane za Niemców i miały prawo do obywatelstwa niemieckiego”. Ta konstrukcja prawna stwarzała państwu niemieckiemu możliwość podejmowania działań na rzecz praktycznej realizacji prawa do powrotu swoich obywateli. Uzyskanie zgody na wyjazd tej grupy osób było jednym z celów polityki wschodniej (Ostpolitik) kanclerza Willego Brandta. W latach 1950-1989 do RFN wróciło około 1,6 miliona Niemców, którzy w tym okresie przebywali na terenach obcych państw, a wcześniej należały do Niemiec. Do 1989 r. imigracja przebiegała w tempie ok. 40 tys. osób rocznie. Od 1989 r. gwałtownie zmieniła się sytuacja polityczna w krajach bloku wschodniego. Poszczególne niemieckie landy zaczęły utrudniać swoimi działaniami i zniechęcać imigrantów do osiedlenia się oraz stałego pobytu na ziemiach niemieckich.

W Polsce w 1989 r. paszport otrzymywał każdy obywatel polski, który tylko wypełnił wniosek w biurze paszportowym. Otrzymywali go nawet byli kryminaliści skazani za zbrodnie i przestępstwa pospolite. Na te właśnie lata przypada największa w historii Polski powojennej fala „ekonomicznej” emigracji na Zachód. Każdy, kto znalazł zdjęcie lub strzęp niemieckiej metryki urodzenia swoich dziadków lub rodziców i marzył o wyjeździe do Niemiec, szykował się do drogi. Wszyscy mieli nadzieję na lepsze życie...

Oprac. tm

Zobacz powiązane :





 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!