www.mamboteam.com
 
Strona główna
wtorek, 25 luty 2020
 
 
Kruszona - felieton. „Jajakobyły” sekretarz! Drukuj E-mail
sobota, 14 marzec 2009



Po dwóch latach rządzenia nasi epigoni komunizmu, skupieni w ratuszu w postaci tak zwanej umownie „grupy trojga”, odbierani są w mieście jako mistrzowie przetrwania. Majstersztyk dwuletniego nicnierobienia, tworzenia fikcyjnych biur, studiów i analiz, etatów, nowych nic nie znaczących pojęć jako samoistnych niezależnych bytów, nietrafionych inwestycji to owoc dziesiątek lat pracy. To autentyczni mistrzowie! Pojęcia mistrzowie używam celowo, ponieważ nie są to partacze.

Jak wiadomo partacze, to dawniej grupa marnych rzemieślników poza cechem, którzy ze względu na brak talentu, lub niehonorowego zachowania, została wykluczona z cechu mistrzów. Śledząc kariery najważniejszych naszych głów od początku Ich wstąpienia do PZPR, wysuwam tezę, że byli Oni wzorowymi uczniami mistrza Lenina. Jako byli sekretarze są dowodem na tę tezę w prost, że ich funkcje pełnione przed transformacją ustrojową i po 1989 roku oraz cała kariera zawodowa nie były przypadkiem.

W czasach, gdy partia była Bogiem i religią, gdy zastępowała ojca i matkę, gdy uczyła, wychowywała, wskazywała drogę, wyznaczała jedynie słuszne cele, ustalała reguły ekonomiczne, dawała szanse społecznego awansu, jedynie posłuszny mistrz kamuflażu pokornie, niczym tworzywo artysty, poddawał się kształtowaniu osobowości i charakteru.

Aparatczyk partyjny nie miał prawa samodzielnie myśleć, wygłaszać własnych opinii, mieć odmiennego zdania od linii wytyczonej przez PZPR. Zresztą po co. Wszystko można było wyczytać na etykietach zapałczanych. Byliśmy bezpieczni ponieważ „granic naszych strzegła potężna armia ZSRR i Ludowego Wojska Polskiego”. W wolnych chwilach” naród zbierał złom by było z czego produkować statki, czołgi, kosy i pługi”.


Na etykietach zapałczanych, do których miał dostęp każdy i to w każdej ilości, widniały napisy „każdemu powiedz, złom to surowiec”, albo „pomóż hutom zbierać złom-centrozłom”, „więcej złomu więcej stali, zbieraj złom żelaza i metali”. W radiach marki „Calipso, Koliber, Koncert, Eroika, Czar” czy „Kos” partyjny aparat dowiadywał się, że w Zielonej Górze odbywa się Festiwal Piosenki Radzieckiej. Z periodyków takich jak „Plon czytają rolnicy” gospodarz dowiadywał się, że ma „wiązać psy”.

Rolnicy wiedzieli, że to wcale nie tyczyło funkcjonariuszy ówczesnej milicji. Funkcjonariusze partyjni i posłuszni członkowie partii /czytaj nasza grupa trojga/ dzięki etykietom, była wszechstronnie edukowana. „Przewodnia siła narodu”, „partyjny kwiat zdrowego społeczeństwa miał być czujny i wiedzieć, że „strzeż się pożaru, mniej pożarów więcej chleba”, „papieros to trucizna”, „palisz płacisz zdrowie tracisz”, „wady kominów przyczyną pożarów”, „zapałki w ręku dziecka to pożar”.


Indoktrynacja na zapałkach całkowicie zwalniała komunistę od myślenia a nawet od edukacji seksualnej dzieci, bo z papierowej nalepki było wiadomo,że „Dzieci + zapałki to pożar”. Nauczyciele matematyki odwracali równanie /Pożar - zapałki = dzieci/ i problem seksu w ósmej klasie zanikał. Sekretarz PZPR gminny, miejski i wojewódzki z zapałek dowiadywał się, że „wykonano 6-letni plan”, że jest „15 rocznica PRL” i „50 rocznica Rewolucji Październikowej”.

Nie trzeba było wcale myśleć, by dowiedzieć się, że „alkohol sprzymierzeńcem gruźlicy, gruźlica niszczy twoje zdrowie”, więc „wszyscy stajemy do walki z gruźlicą” i „leczenie gruźlicy jest bezpłatne”.

W głowach za przeproszeniem członka PZPR panował błogi spokój, ponieważ to „OSP było zawsze gotowe i ofiarne”, „chemia nas żywiła ubierała leczyła i budowała”, „poznając przepisy BHP” mogliśmy doczekać się błogiej starości w „Domu starców im. Matysiaków”. Nie nadwyrężając kieszeni i spełniając obywatelski obowiązek „członek” „budował kraj i stolicę” w „październiku oszczędzał”, a „z ORSem chodził po zakupy”.


Żona członka aparatu zapalając gaz w kuchence dowiadywała się ,że „4 jaja w proszku niezastąpione do potraw i ciast”, a „hodowla jedwabników przynosi duże korzyści”. Funkcyjny partyjny przypalając papierosa w przerwie narady u sekretarza, niechcący z zapałek dowiadywał się o potędze naszej gospodarki.

Notowano permanentny „wzrost wydobycia węgla kamiennego”, „wzrost produkcji papieru”, „wzrost produkcji płyt pilśniowych”, „surowej stali i rolnictwa”. Rolnik wiedział, że „wyższa jakość zwierząt rzeźnych to lepsza cena”, a „do punktu skupu trzeba dostarczać zwierzęta nie okarmione”.

Na koniec „wzorcowy członek” po całodniowym trudzie przebywania na naradach, szkoleniach, odprawach, operatywkach już w domu „pijąc kawę Marago” i przypalając „Wawela” nie musiał się zastanawiać i słuchać radia „Koliber”, by dowiedzieć się , że „dom Lenina znajduje się w Białym Dunajcu”.


Zatem nie dziwmy się, że grupa decydentów naszego miasta, na początku felietonu zwana „grupą trojga”, odbierana jest krytycznie przez część jego mieszkańców. Oni zdecydowaną część swoich umiejętności oparli na wiedzy z etykiet zapałczanych. Ci ludzie, żyjąc głęboko umocowani w systemie nakazowo-rozdzielczym, których cały zakres działania był zawarty na etykietach zapałczanych, nie są wstanie wygenerować z siebie logicznej rzeczowej inicjatywy.

Nie oczekujmy od jajakobyłych sekretarzy niczego, bo przecież już na zapałkach nie ma instrukcji jak za dawnych lat. Obecnie używa się powszechnie zapalniczek. Jajakobyły robią to, co umieją najlepiej. Zwołują zebrania, aktywizują społeczeństwo, dzielą i rozdają pieniądze, uśmiechają się do emerytów i starców, wręczają dzieciom książki i dyplomy, kobietom na 8 marca kwiaty, „mają coś na uwadze, widzą i dostrzegają problemy”, wręczają nagrody, uczestniczą w spotkaniach w urzędach na różnym szczeblu, wyjeżdżają w delegacje, by reprezentować przede wszystkim siebie.

W obecnym normalnym zakładzie pracy pracownikowi, który dwa lata się miga i pozornie zagęszcza ruchy, nie jest twórczy i kreatywny, pracodawca wypowiada pracę.

Bogdan KruszonaZobacz powiązane :




 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!