www.mamboteam.com
 
Strona główna
czwartek, 23 marzec 2017
 
 
Wielkanoc na Kociewiu Drukuj E-mail
poniedziałek, 30 marzec 2009
TEKST REFERATU WYGŁOSZONEGO PODCZAS SPOTKANIA TRÓJMIEJSKIEGO KLUBU KOCIEWIAKÓW W GDAŃSKU,  GDAŃSK, RATUSZ STAROMIEJSKI ,29.03.2009 R.
REFERAT OPARTY NA KSIĄŻCE ROMANA LANDOWSKIEGO „DAWNYCH OBYCZAJÓW ROK CAŁY. MIĘDZY WIARĄ, TRADYCJĄ I OBRZĘDEM”.

    Wielkanoc na Kociewiu

    Wielkanoc to najważniejsze i najstarsze święto obchodzone w Kościele katolickim.
    Czy rzeczywiście wśród praktykujących katolików ma ono takie znacznie?
    Czy przypadkiem przepych i wielobarwność Świąt Bożego Narodzenia nie są dla nas bardziej atrakcyjne?
    To tylko jedno z wielu pytań, jakie nasuwają mi się po przeczytaniu książki Romana Landowskiego „Dawnych obyczajów rok cały. Między wiarą, tradycją i obrzędem”

    Opis Świąt Wielkanocnych pragnę rozpocząć od Niedzieli Palmowej.
    Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm.
    Liturgia  wspomina uroczysty wjazd Zbawiciela do Jerozolimy, który  poprzedzał Jego Mękę  i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki.
     O uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy piszą wszyscy czterej Ewangeliści.
    Od soboru Nicejskiego (325 r.) Wielkanoc jest świętem ruchomym. Obchodzi się je w pierwszą wiosenną niedzielę po pełni księżyca. Zdarza się także, że przypada ona jeszcze (tak jak w tym roku) w zimie.
           Kiedyś (niestety teraz już takie przesądy powoli zanikają) wierzono, że pogodna Palmowa niedziela to zwiastun urodzaju:

        „Pogody w kwietne niedziele
        wróżą urodzajów wiele”.

        Wierzono również, że poświęcone w niedzielę kociewskie palmy, jakże inne od tych jerozolimskich, bowiem wielokolorowe lub też wykonane z gałązki wierzbiny, zdobiące wejścia do domostw odpędzały wszelkie złe moce.
        Przy pomocy gałązek wierzbowych, jak pisze Landowski, wypędzano też bydło na pierwszy wiosenny wypas.
       
        A co najchętniej jadano przez cały Wielki Tydzień?
        Była to znana od wieków prażonka (prażone ziarna zbóż) i postna bryja.
        Postna bryja to z kolei rozdrobnione  i rozgotowane ziarno (gotowano ją jeszcze długo po odparowaniu wody).
        Warto również w tym miejscu dodać, że dawniej ludzie w  czasie Wielkiego Tygodnia ograniczali o wiele bardziej jedzenie. R. Landowski pisze, że nawet garnki wyciągano  dopiero w sobotę.

        A jak wyglądały ostatnie dni Wielkiego Tygodnia? Mam tutaj na myśli Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę.
        W czasie tych trzech dni najlepiej widać, jak bardzo bliskie związki są nadal między religią chrześcijańską a starosłowiańskimi wierzeniami, zwyczajami.
        Jako przykład podaje Landowski chociażby zwyczaj sadzenia w okresie Wielkiego Tygodnia kwiatów i przeróżnych krzewów. Uważano bowiem, że wówczas będą one dorodne i zdrowe. Podobno najlepszym dniem na tego typu ogrodnicze eksperymenty był Wielki Czwartek.
        Wielki czwartek to bardzo pracowity dzień, ponieważ poza sadzeniem krzewów zajmowano się również barwieniem jajek. I jak się okazuje, tak naprawdę u nas na Pomorzu najbardziej popularne jajka wielkanocne były w zasadzie jednokolorowe. Aby jednak naszym kociewskim gospodyniom nie było tak łatwo, to barwniki wykorzystywane do barwienia jajek musiały być pozyskiwane z naturalnych, roślinnych barwników.
        Chłopcy, którzy mogli czuć się znudzeni barwieniem jajek, wymykali się z domu do lasu, by przygotować się już do dyngusowego poniedziałku.
        Podobno dyngusowe biczowanie rozpoczynano już w Wielki Piątek.
        Do dzisiaj pamiętam wierszyk, którego uczyła mnie babcia:

„Chodzę ja tu po Dyngusie opowiadam o Chrystusie
 W Wielki Czwartek, Wielki Piątek miał
Pan Jezus wielki smutek,
a po smutku wielkie rany,
bądźmy wszyscy Chrześcijany”

    Wielki Piątek to czas smutku i ścisłego postu. Dawniej jadano wówczas tylko suchy chleb i pito wyłącznie wodę. Teraz niestety dopuszcza się jeden bardziej obfity posiłek dziennie.
    Poza tym powstrzymywano się od wykonywania prac domowych, tj. sprzątanie. Z reguły zamiatano podłogę krótko przed wschodem słońca, a śmieci zostawiano za ogrodzeniem gospodarstwa.
    W Wielki Piątek milkły dzwony. W moim Osieku przez cały okres Wielkiego Postu nie można usłyszeć dzwonów ani też organów w kościele.
    Dzwony i muzykę zastępowano kiedyś kołatkami. Młodzież ogłaszała wówczas żałobę.
    We wszystkich gospodarstwach gaszono także paleniska, a rozpalano je ponownie w sobotę.
    Bardzo podoba mi się to, że w Wielką Sobotę węglem, który służył do rozpalenia paleniska znaczono w sobotę chaty i stodoły kreśląc na drzwiach czarne krzyże.
    Nie tylko ogień odgrywał istotną rolę w tradycji, ale również woda. I tak, zgodnie z ludowymi wierzeniami, w Wielką Sobotę o północy dziewczęta wybierały się do najbliższego strumienia, zanurzały się w wodzie, a następnie napełniały wodą przyniesione ze sobą dzbany.
    Wracając do domu nie wolno było się odwracać i trzeba było zachować ciszę, co w przypadku kobiet było nie lada wyzwaniem.
    Ludzie wierzyli w niezwykłą moc wody.
   
    W  czasie trwania Wielkiego Tygodnia pieczono również Paski - specjalne chlebki.
    Paska musiała być gotowa do Wielkiej Soboty. Była ona wypiekana z razowej mąki pszennej, gryczanej albo żytniej. Chleb ten spulchniano naturalnym zakwasem, a potem drożdżami.
    Do pieczenia chleba wymagana była bezwzględna cisza. Poza tym w trakcie wyrabiania i pieczenia chleba w izbie nie mógł przebywać żaden mężczyzna. Nieposłusznym chłopcom groziła wówczas przykra dolegliwość, a dorosłym mężczyznom siwe wąsy.
    Zdobienie chlebków było zadaniem młodych mężatek. To one smarowały go z wierzchu słoniną i dekorowały pieczonym krzyżem.
    Dobrze było, gdy Paska była rumiana i dobrze wyrośnięta. Jednak gdy na poświęceniu w kościele można było doliczyć się 24 przypalonych chlebów, to oznaczało to upalne lato.
    Zdarzało się, że pieczono też małe bułeczki zwane „kukucami” (nazwa pochodzi od chłopców, którzy podglądali zaradne gospodynie kukając zza  okna).

    A co z sobotnią święconką?
    Początki tego obrzędu sięgają podobno VIII wieku, do Polski przywędrował jednak ów zwyczaj dopiero w XIV wieku.
    Najpierw, jak pisze Landowski, święcono tylko Baranka, potem stopniowo dodawano kolejne pokarmy.
    Pokarmy przeznaczone do poświęcenia wkładano do wiklinowego koszyczka, wyściełano go białą serwetą. Do koszyka wkładano 7 potraw:

●    chleb - pokarm niezbędny do życia, gwarantował dobrobyt i pomyślność, symbolizuje Chrystusa, paska
●    jajko - symbol życia, zwycięstwa nad śmiercią
●    sól - chroni przed zepsuciem, odstrasza wszelkie zło.
●    wędlina - zapewnia zdrowie, płodność i dostatek.
●    ser - dobry rozwój zwierząt hodowlanych, symbol przyjaźni między człowiekiem i przyrodą
●    chrzan - krzepa, zdrowie fizyczne
●    ciasto - symbol umiejętności i doskonałości

    Zwyczaj święconki nie był znany na naszym  Pomorzu. Przywędrował on do nas po 1920 roku. Przedtem bowiem przed śniadaniem najstarszy mężczyzna kropił stół święconą wodą

    Przejdźmy teraz zatem do samej już rezurekcji i tej... weselszej części Świąt.
    Rezurekcja (zmartwychwstanie) pojawiła się w Polsce dopiero w XIII wieku. Jest to pozostałość misteryjnego, średniowiecznego widowiska.
    Nabożeństwo rezurekcyjne rozpoczyna się o 22:00, a kończy o 0:00.
    Kiedyś, między godz. 3 a 5, jak w niedzielę wielkanocną chłopcy urządzali głośne przemarsze z bębnem, by zbudzić mieszkańców na rezurekcję.
    Dawniej rezurekcja odbywała się dokładnie godzinę po wschodzie słońca.
    Po mszy zasiadano do wspólnego śniadania.
    A jakie potrawy były widoczne na świątecznym stole i jak ów stół wyglądał?
    Stół zazwyczaj był nakryty białym obrusem. Nie był to jednak obowiązek. Zdarzało się też, że stół nabierał błękitnego lub też kremowego koloru.
    Na środku stołu stał koszyk z pisankami, barankiem cukrowym (dawniej baranka formowano z masła).
    Koszyk wyściełano sianem, świeżym mchem albo rzeżuchą ogrodową.
    Na wielkanocnym stole nie mogło zabraknąć również bukietu. Nie był to jednak bukiet kwiatów, ale bukiet składający się z przeróżnych ziół.
    Na stole umieszczano również świecę wielkanocną. Przy zapalonej świecy odczytano najpierw fragment Ewangelii mówiącej o Zmartwychwstaniu. Potem najstarszy mężczyzna  w rodzinie kropił wierzbinową gałązką zanurzoną uprzednio w wodzie święconej stół. Po poświęceniu stołu  wspólnie odmówiono razem modlitwę.
    Po modlitwie mama wyjmowała z koszyka jajko i dzieliła je na tyle części, ilu jest domowników i podawała dalej talerzyk ojcu, który rozpoczynał składanie życzeń

    Każdy z nas wie zapewne, jakie obowiązki spoczywają na nas w Szmaguster (z niem. trącenie).
    Na początku muszę jednak Państwa rozczarować. Otóż.. .Polewanie wodą jest zwyczajem importowanym po 1920 roku.
    Dzisiaj też - jak pisze Landowski - nie odróżnia się śmigusa od dyngusa.
    Dyngus oznacza zatem wykupne (datek dla chłopców odwiedzających domy). Dopiero potem dołączono pogański zwyczaj oblewania się wodą.
    Z kolei szmaguster jest pamiątką męki Chrystusa.
    Dziewczyny z kolei odwdzięczały się chłopcom w trzeci dzień świąt. Obecnie wiele Pań zaniedbuje ten wprowadzony przed kilkoma wiekami obowiązek.

    Wiele z tych zwyczajów, które Państwu przedstawiłam, są obecne także w moim domu.
    Powyżej przytoczyłam Państwu fragment piosenki, której uczyła mnie babcia przy malowaniu pisanek. Ta wersja znacznie różni się od tej „książkowej”. Dla mnie ta druga wersja jest mniej istotna. Dlaczego?
    Dlatego, że ta śpiewna/recytowana przez moją babcię jest dla mnie najbardziej cenna i autentyczna.

    Powiedziałam to przy okazji omawiania zwyczajów bożonarodzeniowych, ale powtórzę  również teraz:
    To od Państwa w dużej mierze zależy, czym tak naprawdę święta wielkanocne będą dla waszych dzieci i wnuków. I proszę mi uwierzyć... Te wspomnienia wspólnych przygotowań do świąt, koszyk ze święconką, malowanie jajek czy też dziadek z gałązkami brzózki szmagający mnie w poniedziałek to jedne z moich najpiękniejszych wspomnień i mam nadzieję, że Państwa wnuki i dzieci również takie wspomnienia mają.
    My przeminiemy i to bardzo szybko, ale zostawmy część siebie ludziom, których kochamy nie tylko na fotografiach, ale  również w postaci tradycji, które oni będą kultywować tylko dlatego, że to właśnie my  pokazaliśmy im ich całe piękno.

Patrycja Hamerska
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!