www.mamboteam.com
 
Strona główna
piątek, 20 październik 2017
 
 
Hubert Pobłocki: Boże Ciało na dawnym Kociewiu Drukuj E-mail
niedziela, 28 czerwiec 2009
Motto:
(...) Z ust starców zrywały się gołębie uśmiechu i ustawiały w górze w słowo hallelujah.
Fragment wiersza Jana Majewskiego pt. W tamtym dniu z tomiku “Pan pejzażu”.



                       Boże Ciało na dawnym Kociewiu

W kalendarzu świąt katolickich, obok Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Boże Ciało w szczególny sposób wyróżnia się swoją odrębnością, widowiskowością, atmosferą upalnego, letniego świątecznego dnia.

Mała Encyklopedia z roku 1971 definiuje je krótko: “Boże Ciało w kościele kat. święto ku czci Eucharystii, obchodzone (od 1264 r., w Polsce od 1559) w drugi czwartek po Zielonych Świętach”.

Źródła kościelne szczegółowo precyzują jego przebieg, treść i formę, z jaką każdy z wierzących mieszkańców kociewskich miast, miasteczek i wsi od najwcześniejszego dzieciństwa miał do czynienia.

Wielu swe przeżycia związane z tym świętem przechowuje w pamięci do końca swych dni. Po latach potrafi odtworzyć najdrobniejsze szczegóły zapamiętane z tego czerwcowego dnia. Dla wierzących dzień Bożego Ciała to przede wszystkim obowiązek uczestniczenia w procesji, w której lud chrześcijański składa publicznie świadectwo swej wiary i pobożności wobec Najświętszego  Sakramentu. Eucharystia  obnoszona jest po drogach w uroczystym obrzędzie, na który składają się: śpiewy chóralne, sypanie kwiatów przez dziewczynki przyjęte danej wiosny do Pierwszej Komunii Św., uczestnictwo pocztów sztandarowych, bractw kościelnych, sióstr zakonnych, orkiestr parafialnych, strażackich, wojskowych. “Należy przeto podczas tej uroczystości prowadzić z wszystkich Kościołów procesje eucharystyczne zorganizowane godnie i pięknie po ulicach miast i wsi w obrębie własnej parafii” brzmi cytat z Zarządzenia Episkopatu Polski. Procesje te należy odprawić po mszy św., w czasie której konsekruje się hostię przeznaczoną do wystawienia. Msza kończy się modlitwą po Komunii z pominięciem obrzędów zakończenia. Po opuszczeniu murów kościelnych uformowana  procesja ma  następującą kolejność. Otwierają ja ministranci z krzyżem, poczty sztandarowe, delegacje bractw kościelnych, chłopcy pierwszokomunijni z dzwonkami, dziewczynki sypiące kwiaty, pod baldachimem ksiądz – z reguły proboszcz – niosący monstrancję podtrzymany przez dwu najzacniejszych z zacnych parafian. Za baldachimem kroczy orkiestra i wierni.
Po dotarciu do pierwszej z czterech ustawionych na trasie procesji stacji, na Kociewiu zwanych “Bożymi domkami”, obecnie ołtarzami, chór wykonuje śpiew, albo wierni śpiewają: Bądź pochwalon na wieki. W tym czasie umieszcza się Najświętszy Sakrament na tronie  i okadza dymem kadzidlanym. Celebrans głosi słowa Ewangelii według św. Mateusza. Następnie błogosławi wiernych, klęczących na obu kolanach. Ten sam ceremoniał powtarza się przy kolejnych ołtarzach. Przy drugim głoszone są słowa Ewangelii wg. św. Marka, przy trzecim św. Łukasza, a przy ostatnim św. Jana. Po udzieleniu błogosławieństwa celebrans intonuje: Ciebie Boże wielbimy...
Wierni odprowadzają Najświętszy Sakrament i koncelebrujących księży do Kościoła. Zazwyczaj upalna tego dnia pogoda, wspomnienia o pięknie przybranych Bożych domkach, udekorowanych girlandami ulicach, domostwach, bramach triumfalnych na długo pozostają w pamięci uczestników procesji. Liczni chorzy szczerą modlitwę wyjednują sobie tego dnia łaskę uzdrowień. Upojeni kadzidlanym dymem, odurzeni zapachem kwiatów, oszołomieni feerią barw i darami Ducha Świętego, wierni po procesji udają się na świąteczne obiady. 
Mały Edyn z osiedla – oddanych pod koniec lat trzydziestych minionego stulecia domków jednorodzinnych -  zwanego “Abisynią”, zapamiętał taką scenkę z ostatniego przed wybuchem II wojny światowej Bożego Ciała.
Tego ranka słońce wschodzące nad miastem przecięte było wąziutkim  pasmem białej chmury. Odgłos sygnaturki z Kościoła pod wezwaniem św. Mateusza docierał aż do zachodnich rubieży miasta. Do nowych domków, w tym jego, pachnącego jak inne świeżymi tynkami, farbą olejną, smołą pokrywającą papowe, skośne dachy. Wokół zieleniły się liście drzew owocowych świeżo zakładanych sadów. U progu dnia, w obejściu pojawili się dziadkowie Edyna, Jakub i Rózia. W ten świąteczny poranek wybierali się, jak nakazywał zwyczaj, ze swego starogardzkiego mieszkania przy ul. Nowowiejskiej do byłej wiejskiej parafii Kokoszkowy, odległej o parę kilometrów od Starogardu
Odziani w świąteczne stroje kociewskie pozostali w pamięci Edyna, dziś prawie siedemdziesięciolatka, piękną, barwną parą Kociewiaków. Dziadek miał na sobie białą koszulę, granatowe spodnie i w tym samym kolorze westkę. Na głowie nosił wysoki kapelusz. Babcia ubrana była w białą haftowaną bluzkę, stanik i kolorową spódnicę. Na głowie miała upięty czepiec. Wysokie sznurowane buty obojga dopełniały ten regionalny strój. Życząc im na drogę “Szczęść Boże” domownicy śledzili wzrokiem ich oddalające się sylwetki. Do odległych Kokoszkowych szli pieszo przez Kocborowo i “stecką” polną na “szago” przez pola uprawne właściciela majątku Kokoszkowy - Niemca Wurtza, aż do XIV- wiecznego Kościółka, parafii ich przodków.
Rodzice z synem przystąpili do przymierzania wyjściowych okryć. Mama wyjmowała z szafy kapelusze, które wkładała bez pośpiechu, a wielkie lustro na ścianie pomiędzy oknami powtarzało każdy jej ruch, przechylenie głowy, błysk sznura pereł wiszących na szyi. Czekała na aprobatę ze strony męża i syna. Suknia, na którą tego dnia padł wybór, mieniła się na jej zgrabnej kibici odcieniami błękitu i śliskimi fałdami jedwabiu. Całość stroju uzupełniały  modne buciki z poprzecznym  paseczkiem i lśniąca torebka. Wytwory znanej w Starogardzie Mechanicznej Fabryki Obuwia “Balorient” nabyte zostały w pierwszorzędnym składzie bławatów i konfekcji braci Gumińskich przy ul. Chojnickiej. Edyn czuł  jak serce wzbiera mu radością. Ubrany był w krótkie, granatowe spodenki i niebieską, w kolorze oczu, koszulkę. Na nogach miał białe podkolanówki i sandały. Trzymając się rąk obojga rodziców – dołączając swój dziecięcy śmiech do ich śmiechu – wyprowadził ich z domu na ulicę. Z całej “Abisynii”, piaszczystymi jeszcze wówczas drogami osiedlowymi, liczącej  około 70 domków dzielnicy, spływał potok ludzki śpieszący w kierunku fary. Wielu szło do Kościoła boso, niosąc w ręku “wyglancowane” obuwie. Byli to ubożsi mieszkańcy, często bezrobotni, z baraków w pobliżu Prochowni – magazynu broni stacjonującego w Starogardzie II pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Oszczędzając obuwie, nakładali je na stopy tuż przed Kościołem, opłukawszy przed tym nogi w wodach Wierzycy. W pobliżu fary kłębił się tłum wiernych. Procesja opuszczając Kościół  głównym wejściem kierowała się ku pobliskiemu Rynkowi. W czterech  jego punktach, ponad morzem głów ludzkich, górowały umajone Boże domki. Kwadratowy Rynek obstawiony był szpalerami odświętnie ubranych szwoleżerów. Orkiestra wojskowa grała melodię suplikacji, a po repozycji dodano do niej pierwszą zwrotkę pieśni “Boże, coś Polskę”. Proboszcz parafii pod wezwaniem św. Mateusza, ks. Henryk Szuman, a u jego boku współpracujący z nim proboszcz parafii wojskowej obrządku rzymsko katolickiego pod wezwaniem św. Piotra st. kapelan mjr Ignacy Stryszyk, jako kierownik samodzielnej jednostki Kościelnej garnizonu, do którego należały powiaty: Starogard, Tczew, Kościerzyna, Sępólno modlili się o  zachowanie pokoju i opiekę Bożą nad Polską. Bezwzględny niemiecki faszyzm jak nigdy dotąd zagrażał pokojowi światowemu.
W tym samym czasie z kaplicy szpitalnej w Kocborowie wyruszyła inna procesja eucharystyczna, której  przewodził ks. Bernard Sychta. Jej uczestnikami byli pacjenci i pracownicy tej samodzielnej lecznicy stanowiącej odrębną zamkniętą enklawę stolicy Kociewia. Edyn był myślami przy dziadkach wznoszących, jak słusznie miewał, również modły do Boga w jego intencji przy Bożych domkach w  odległych Kokoszkowych.                        
W domu Edyna, który właściwie nigdy nie dowiedział się dlaczego jego imię Jan – nadane mu na chrzcie św. – bliscy zastąpili obcobrzmiącym synonimem, tego świątecznego czwartku podano  na “maltych”, przy nakrytym białym obrusem stole,: “parzybroda, szmurowana skopowina zes bulwami i szokoladowa legumina zes waniliowo zóso”.
Hubert Pobłocki                                                  
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!