EDMUND ZIELIŃSKI. Jak cicho śpią... Refleksje w dniu Wszystkich Świętych
poniedziałek, 05 listopad 2012

Jak cicho śpią tu ci, co na Pański zew…. To początkowe słowa pieśni żałobnej, którą śpiewaliśmy (chór Cecylia) na cztery głosy podczas nabożeństwa żałobnego w zblewskim kościele. Były to lata pięćdziesiątych XX wieku, też w dniu Wszystkich Świętych, przez komunistów zwanym dniem zmarłych. Minęło tyle lat. Odpłynął w dal tamten czas i niewielu chórzystów z tamtych lat zostało. Wielu z nich przenosząc się do wieczności pozostawiło swe szczątki na tutejszym cmentarzu z organistą-dyrygentem Izydorem Borzyszkowskim na czele. Pewnie chwalą Pana w Niebiosach, a dyryguje nimi sama św. Cecylia...

















Swego czasu ustaliłem z moją żonką, że w dniu Wszystkich Świętych jednego roku będziemy w Gdyni Orłowie, gdzie na parafialnym cmentarzu pochowani są rodzice Danki, a w następnym w Zblewie. W tym roku przypadło nam być przy grobach mojej rodziny. To już inny cmentarz niż ten sprzed lat. Można suchą stopą przejść pięknymi alejkami, a jak poszerzył się obszar tej nekropolii? Mimo smutku i łez wylanych przy mogiłach powiem, że piękne są cmentarze przykościelne. Są częściej nawiedzane przez wiernych. Po mszy świętej czy innym nabożeństwie wielu kieruje swe kroki do mogił swoich bliskich, czego nie można powiedzieć o cmentarzach – molochach np. Srebrzysko czy Łostowice w Gdańsku.



Odwiedzając cmentarz w Zblewie zastaliśmy porządek, groby zadbane. Tysiące zniczy dużych i małych, i drugie tyle kwiatów. Zatrzymaliśmy się na dłuższą modlitwę przy grobie moich rodziców i brata Jerzego. A tak niedawno staliśmy całą rodziną nad grobem ojca. Następnie odeszła mama, a po niej brat. Przyjdzie taki dzień, że któreś z nas znajdzie się po drugiej stronie i może nam ktoś zapali lampkę? Na grobach moich pradziadków, dziadków i wielu krewnych już paliły się lampki. Dołożyliśmy swoje, polecając Bogu w cichej modlitwie dusze zmarłych. Ród Zielińskich i Redzimskich to wielka rodzina, więc i mogił wiele. Są też groby samotne, opuszczone, bezimienne. Pomimo tego w tym dniu czyjeś troskliwe dłonie postawiły znicze na tych zapomnianych, porośniętych trawą i zapadłych mogiłach.

Obserwując dzisiejszy cmentarz w Zblewie (i nie tylko) zauważyć można znaczne zmiany w wystroju poszczególnych nagrobków. Kiedyś stawialiśmy zwyczajne świeczki, o zniczach jeszcze nikt nie wiedział. Dziś lampki palą się wiele dni, są jakieś samograjki, jest inaczej. Jest wiele okazałych grobowców. Już mało widać nagrobków - kopczyków ziemnych, pięknie dekorowanych gałązkami świerku, szyszek i mchu. Pamiętam z młodych lat groby rodziców Pań Kaliszewskich z ulicy Kościerskiej. To były prawdziwe cudeńka. Pokryte były mchem jak poduszkami. W oczy rzucały się misterne ornamenty kwiatowe wykonane z mchu zielonego i siwego. To były jedyne tak pięknie udekorowane groby na tutejszym cmentarzu. Bardzo żałuję, że nie zrobiłem wtedy zdjęcia. Byłoby pięknym uzupełnieniem tego felietonu.

Przenieśmy się teraz do Gdańska. 300 metrów w prostej linii od mego mieszkania znajduje się osobliwy cmentarz na Zaspie, kryjący szczątki wiele tysięcy ofiar niemieckiej okupacji. Właściwie to międzynarodowa nekropolia, bowiem znajdują się tu kości i prochy pomordowanych, rozstrzelanych i powieszonych Polaków, Rosjan, Węgrów, Czechów, Niemców i innych nacji. Jest ponad 20 tysięcy bezimiennych mogił. Leżą tu w jednym szeregu jak na zbiórce do ostatniego apelu obrońcy Poczty Polskiej w Gdańsku. Tutaj też znajdują się pomordowani kolejarze z Szymankowa. Oprawcy z Konzentrationslager Stutthof też zwozili tu swoje ofiary. Chodząc między nagrobkami można odczytać nazwiska pomordowanych Kociewiaków, które możemy odczytać na załączonych zdjęciach. Szerzej na temat tego cmentarza napiszę w kolejnym felietonie.

Wracamy do Zblewa. Po przyjściu z cmentarza na kawę do mojej bratowej zadzwonił do mnie Leszek Bączkowski ze smutną wiadomością, że o siódmej rano zmarł jego braciszek Andrzej. Pan Bóg powołał go do siebie w tym wielkim Dniu, w którym, jak mawiał mój ojciec, nawet piekło stoi. Andrzeja znałem od jego dzieciństwa. Pamiętam ruchomą szopkę bożonarodzeniową, którą z Leszkiem wykonał mając nie więcej jak 15 lat. Zajmował się rzeźbą torując sobie własną drogę artystyczną. Brał udział w konkursach i wystawach. Przez jakiś czas był też dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury w Zblewie. Odszedł o wiele za wcześnie. Cóż, niezbadane są wyroki Boskie. Chciałbym tą drogą złożyć najszczersze wyrazy współczucia jego rodzicom – Tereni i Frankowi oraz rodzinie. Niech odpoczywa w Pokoju.

Edmund Zieliński