Z mopem do Unii Europejskiej. Felieton proroczy
piątek, 25 styczeń 2013
Maj 2004 r.

Szła kobieta z białym kijem do mopa. Stanęła przed przejściem dla pieszych przy ulicy Hallera. Podbiegł młody Europejczyk, wziął ją dziarsko pod mankiet i przeprowadził (nie odróżnił laski niewidomej od rączki do mopa!). Kobieta przeszła, niezwykle zdumiona, śpiewając pod nosem: Mopa, hopa, mopa, hopa!

Ten mop mi się przypomniał, bo przygotowywałem językowo pewną osobę do pracy w Unii Europejskiej, a uściślając w Niemczech. Miała tam pracować z mopem. Bo w UE mop to ważny przyrząd. Dzięki mopowi wszystko jest tam na glanc.
W nauce był mały problem - ani ja, ani ta osoba nie znaliśmy niemieckiego. Niemniej dysponowałem standardowym zasobem słówek niemieckich, a ona ni w ząb.
Według mnie język Goethego sprowadza się do kilkudziesięciu słówek: sznela, raus, halt, szwajne, dankeszejn, gut, hilfe, cwancyś, bite, guten tag lub jak to mówią guten w mordę itd. Uczyłem też wyrażeń: Dojczland, Dojczland iber ales. Słownictwo hardcore. Uczyłem też języka soft: o blond, o braun, iś libe alles frau (z repertuaru Jana Kiepury).

Po powrocie z Niemiec moja podopieczna stwierdziła, że mój niemiecki jest do niczego. Tam liczy się tylko mop i migi. Wywiązała się burzliwa dyskusja. Podałem materiały źródłowe: Czterej pancerni i pies oraz Stawka większa niż życie (szkoda, że nie dają już Sztirlica i 17 mgnień wiosny). Wszak te epokowe działa polskiej kinematografii są na okrągło puszczane w TV jako programy zachęcające do wejścia do UE. Ponadto - co zaznaczyłem - w szkołach, gdzie kiedyś śpiewało się Pust wsiegda budiet sołnce niejakiej Miansarowej, teraz daje się w wersji oryginalnej scenki ze słynnego horroru braci Grimm pt. Czerwony Kapturek, w którym to dziele też używają słownictwa hard core. Trzeba przyznać - mocny horror, nie rozumiem tylko, dlaczego w szkołach, też podstawowych uparli się na wilka (a gdzie tu szacunek dla zwierząt?).

Ustaliliśmy, że tego typu źródła językowe są mylące i trzeba je przeflancować. Mało mamy czasu i ani minister Wiatr, ani Wołoszański nie zdążą tego zrobić. Ale Wajda albo Hoffman to już co innego - zrobią na czas, bo wprawili się w przekręcaniu... kręceniu lektur. Z Szarika zrobią Hunde Kugel, a z Jasia Kosa Johanna Vogla. Spory problem będą mieli z przekręceniem frontu ze wschodu na zachód, żeby czołg Rudy lufą stukał w prawą stronę ekranu, a nie w lewą. Ale oni to zrobią, i Zemstę zrobią, i Quo vadis. W wersji niemiecko-francuskiej. Nasi tekściarze też mogą pozmieniać stare szlagiery - szczególnie się nadaje Szli na Zachód osadnicy... ... z „mopem w ręku”.

Tadeusz Majewski