Mierzeszyn, Trzepowo - Kociewie? W zależności od sytuacji
wtorek, 30 lipiec 2013
Prawdę o regionie najlepiej powiedzą ci artyści
(materiał opublikowany 28.09.2007 r.)

Kociewie? W zależności od sytuacji

Od kilku miesięcy badamy, gdzie przebiegają granice Kociewia. Wyniki tych badań będą znane za rok. Zasadniczym kryterium przy wyznaczaniu granic jest poczucie przynależności do regionu Kociewia Pytamy po prostu: - Kim pana jest? Jak ktoś odpowiada: - Kociewiakiem, to piszemy na mapie „OK”.

Niedawno odwiedziliśmy Zygmunta Bukowskiego w Mierzeszynie (przy trasie Trąbki Wielkie – Kościerzyna). Mistrza pióra (wielki poeta) i dłuta (wielki rzeźbiarz ludowy) nie zastaliśmy. Po jego prywatnej galerii oprowadził nas jego syn. Na pytanie, jak jest z tym Kociewie w Mierzeszynie, odpowiedział, że... „w zależności od sytuacji”. A on sam kim sie czuje? „Kociewiakiem. To idzie po ojcu”.
W Trzepowie (dalej przy tej trasie) aż nas zahamowało. Szosa, po prawej wielkie pegazy i inne drewniane stwory. W głębi też pełno kolorowych rzeźb. Tablica informacyjna: „Twórca ludowy, Zenon Kosater”. Gospodarz oprowadził nas po galerii na wolnej przestrzeni. Tworzy, bo ma taką potrzebę i rentę trochę ponad 500 zł. Kim jest? Nie czuje się ani Kociewiakiem, ani Kaszubą. Kimś pomiędzy. Inna sprawa, że jego twarde „jo” jest raczej kaszubskie. Rzeźby też robi w zależności od zamówienia – albo kaszubskie, albo kociewskie. (Dłuższych badań wymagałoby ustalenie, czym one się różnią.) Dookoła też nie mieszkają ani Kaszubi, ani Kociewiacy. To są mieszańcy przybyli z różnych stron Polski i ze wschodu Polski przedwojennej.
Z ciekawszych rzeźb na uwagę zasługują tu pegazy i inne rzeźby koniopodobne (jedną – konia z Indianinem na grzbiecie - ma w Grabowie Bobowskim w małym zoo pan Derlecki) oraz karuzela. Do Kosatera, podobnie jak do Bukowskiego, mogą przyjeżdżać wycieczki zorganizowane. Na terenie swojego muzeum ma staw, grilla i ewentualnie miejsca pod namioty. Przyjeżdżają do niego wycieczki ze szkół. Uczniowie mogą brać u ludowego twórcy lekcje plastyki (rysunek).
A oto fragmenty wypowiedzi artysty.
- Mam działkę, która łączy się z drogą Przywidz, Nowa Karczma (wynika z tego, że taka galerię warto założyć przy ruchliwej drodze – red.). Pegazy, konie, owszem, ale ja po prostu wykonuję dziwadła. Samo drzewo nadaje, kim to chce być. Ja wykorzystuję naturę. To wszystko samo wychodzi. Bez maszyn. Młoteczek, dłutko. Można przyjść, popróbować. Przy tym się odpoczywa. Zacząłem w wojsku. Byłem na drugim roku służby i się nudziłem. Zacząłem w gipsie, potem przeszedłem na zapałki. Robiłem duże wiatraki, które się obracały. Ale nie były to rzeźby. Potem długie lata nic, a teraz znalazłem zajęcie. Wykonuję rzeźby od kilku cm do 5 m. W zależności od tego, jakie ma się drewno i jaki pomysł. Wykonywałem ptaszki, sowy, kapliczki, świątki. Za każdym razem jest coś niepowtarzalnego. Nie wiem dokładnie, gdzie są moje rzeźby. W Bawarii jest mój kącik (oni tu często mnie odwiedzają). Niektórzy w Polsce mają po kilkanaście moich rzeźb. To wzbogaca ich ogródki. Teraz robię 2-metrowego muzyka, następnie baletnicę. Nie umiem powiedzieć, ile zrobiłem rzeźb. Codziennie siedzę i robię. To moje życie. W wystawach biorę udział bardzo rzadko. Nie mam na to czasu i zdrowia. Ludzie mnie znajdują i wiedzą, gdzie jestem. Czasem daję rzeźby na bale charytatywne. Jeśli mogę, pomagam. Galeria na wolnej przestrzeni, bo w domu bym się nie pomieścił. To są rzeźby do ogrodu, ale niektórzy biorą je do domu. Tu przyjeżdżają rzeźbiarze. Wymieniamy się poglądami. Tylko że twórcy niechętnie pokazują swój warsztat. Ja się otworzyłem. Jeden mi rzekł: „Ty nie możesz się wystawiać, bo nie masz nazwiska”. Dlatego proszę, aby wszyscy mówili do mnie Zenek i czuli swobodnie. Nie mam ulubionej rzeźby. Nie przywiązuję do poszczególnych uwagi, bo wiem, że następne będą ciekawsze. Ciekawe, dopóki nie są skończone. Kiedyś zrobiłem świnkę na biegunach. Prosiła o nią pewna pani. Powiedziała, że to będzie podarunek. Zastanawiałem się, jak to może być podarunek i któregoś dnia podpytałem ją. Okazało się, że to było dla pana do restauracji... Każdy ma coś w sobie, tylko czasem nie umie tego wykorzystać. Traci czas. Każdy powinien coś dla siebie znaleźć. Kiedyś przyjechało małżeństwo z dziewczynką. Powiedzieli, że cały świat zwiedzili, a czegoś takiego nie widzieli. Ta panna ma już 19 lat. Od kilku lat mnie odwiedza i rzeźbi. W Niemczech chodzi na kółko plastyczne, ale tam nie rzeźbi. Do mnie przyjeżdża na 10 dni i się uczy. To jej świetnie wychodzi. W tym roku „zaraziłem” dwie kolejne osoby.
Tadeusz Majewski, Beata Włoch

1. Zenon Kosater: - Proszę, aby wszyscy mówili do mnie Zenek. Fot. Tadeusz Majewski
2. Szosa, po prawej wielki pegaz... Fot. Tadeusz Majewski
3. Obok koń. Wszystkie rzeźby są bardzo charakterystyczne. Fot. Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego