A. Grzyb. O wierszach wybranych Jana Majewskiego. "Nie ustępuje mistrzom, bo sam jest mistrzem"
niedziela, 22 listopad 2009
Niestety, obowiązki senatora, przedłużone posiedzenie plenarne Senatu, zatrzymały mnie w Warszawie. Nie mogłem więc wziąć udziału w promocji najnowszej książki poetyckiej seniora-mistrza poetów z Kociewia, Jana Majewskiego.

Moje uznanie dla poezji Jana Majewskiego wyrażałem już kilkakrotnie. Niedawno na tegorocznej Biesiadzie Literackiej wygłosiłem krótki komunikat - informację o ukazaniu się obszernego zbioru poezji Jana Majewskiego „Wszystko było przy drodze”. W kilku zdaniach pogratulowałem autorowi i wyraziłem uznanie dla jego poetyckich osiągnięć, dla nowego zbioru wierszy pięknych i mądrych, które czytelnikom podarował Pan Jan Majewski.

Tego samego dnia, w którym z rąk syna poety, Tadeusza, otrzymałem nowy tom poezji Jana Majewskiego „Wszystko było przy drodze. Okruszki. Wiersze wybrane”, taki jest tytuł, przeczytałem go bez zwłoki. Swoje uwagi na gorąco zanotowałem na stronie redakcyjnej tego tomu. Oto one, nie tyle będące wypowiedzią krytyka literackiego, badającego wiersz po wierszu z użyciem warsztatu krytyczno-literackiego, lecz uwagami pisanymi sercem.


Tom poezji Jana Majewskiego „Wszystko było przy drodze” to rewelacja daleko pozakociewska.

Na 276 stronach to rzecz nowa, na dalszych ponad 20 stronach to wybór z tomów dawniejszych.

Poezjowanie Jana Majewskiego wielu już zauważyło i doceniło. Nowa książka każdym z licznych wierszy to uznanie potwierdza i wzmacnia.

Osobisty ton nie ujmuje wagi tym wierszom, lecz jest ich wartością. Każdy wiersz, choćby dotyczył z pozoru błahej sprawy, refleksji nad zwykłym drobiazgiem czy krajobrazem, przemienia się pod piórem Jana Majewskiego w pełne poetyckiego uroku dojrzałe dzieło.

Ta poezja pyta o sens życia i nie prosto ten sens potwierdza. Z pokorą, bez zbędnych ozdobników i zadęcia mówi o wierze, Bogu, który jako człowiek przyszedł między nas i za nas cierpiał.

Filozoficzne rozważania są tu niezwykłą, acz niespieszną i cichą rozmową. W żadnym przypadku poeta nie chce wspiąć się ponad tych, do których pisze, lecz, co widać w każdym prawie wierszu, zależy mu na otwarciu, na dialogu ze współodczuwaniem, na wspólnym, choć pod jego przewodnictwem, szukaniu prawdy o życiu.

Czytałem te wiersze kartka po kartce zdumiony ich kunsztem i trafnością. Nawet kiedy wydawało mi się, że autor źle poprowadził frazę czy też zabrnął w ciemną uliczkę, to po chwili okazywało się, że zbłądziłem ja, czytając, nie łapiąc tonu, nie rozumiejąc, czy nie odbierając jego zamysłu, a nie on, poeta pełny i prawdziwy.

I nic tu nie przesadzam. Jestem pełen podziwu i uznania dla dzieła Jana Majewskiego. Z niecierpliwością czekam na wiersze kolejne, wiersz w wiersz skromne, zwyczajne, mądre i piękne.

Może podobnie pisaliby Baczyński czy Gajcy, gdyby szczęśliwie wojnę przeżyli.

Dawno pośród poetów nie pojawił się taki (to pojawienie się miało szczęśliwe miejsce kilka lat temu), który nie ustępuje mistrzom, bo sam jest mistrzem. Oto tu jest między nami, w Starogardzie, na Kociewiu.

Andrzej Grzyb